Rodzice dostali instrukcję, na kogo głosować. "Doszło do niezręcznej sytuacji"

Zakaz agitacji wyborczej w szkołach nie został złamany
Zakaz agitacji wyborczej w szkołach nie został złamany Agnieszka Sadowska/Agencja Gazeta
Prezes uchodzącej za apolityczną fundacji "Rodzice Szkole" wysłał zrzeszonym w radach szkół rodzicom list, w którym jawnie namawia do głosowania w nadchodzących 13 października wyborach na partię rządzącą.


11 "dobrych zmian"
Wojciech Starzyński, który wysłał maile z prywatnego adresu i nie podpisał się w nich jako osoba związana z fundacją, wymienia w liście 11 – słusznych jego zdaniem – zmian, które rodzice zawdzięczają Prawu i Sprawiedliwości. Wymienia pośród nich m.in. "podkreślanie ważnej roli, jaką pełnią w szkole rodzice", "cofnięcie decyzji rządu PO-PSL o szkolnej edukacji sześciolatków" czy "wsparcie postulatów i działań znacznej części rodziców (większości) sprzeciwiających się wprowadzaniu do szkół ich dzieci ideologii LGBT+".


Zdaniem prezesa fundacji "obecność [posłów i senatorów PiS-u] w Parlamencie przyszłej kadencji będzie gwarancją kontynuacji polityki wyraźnie wspierającej rodziców w budowaniu oświaty na miarę wyzwań XXI wieku i oczekiwań społeczeństwa". Kierując się dobrem oświaty, podaje więc konkretne nazwiska z różnych okręgów, na które warto – jego zdaniem – głosować.


– Rzeczywiście, rodzice byli tak bardzo wysłuchiwani za rządów PiS, że posłowie odrzucili wniosek o referendum w sprawie reformy edukacji, pod którym podpisało się ponad 900 tysięcy osób – ironizuje w rozmowie z TVN24 Dorota Łoboda, jedna z inicjatorek ruchu Rodzice Przeciw Reformie Edukacji, która nagłośniła sprawę na Twitterze. – Baza adresów mailowych rad rodziców wykorzystana w kampanii wyborczej. Wszystkie chwyty dozwolone? – pyta warszawska radna, załączając screen listu Starzyńskiego. Nie tylko ona jest sceptyczna. Choć agitacja polityczna w szkołach jest zabroniona, to wysłany list tego zakazu nie łamie. W Kodeksie Wyborczym zabrania się agitacji wobec uczniów, z tego więc wynika m.in. zakaz umieszczania materiałów wyborczych na ogrodzeniach budynków szkolnych (np. parkanach, płotach). Maile nie zostały jednak dostarczone uczniom i nie są dla nich widoczne.


"Doszło do niezręcznej sytuacji"
Sęk w tym, że istnieją podejrzenia, jakoby wykorzystał bazy danych przeznaczonych do użytku fundacji. Sam zainteresowany, w rozmowie z TVN24, stanowczo temu zaprzecza.

– Doszło do niezręcznej sytuacji. Wysłałem tę wiadomość jako zwykły obywatel, skierowałem ją do osób, które w przeszłości były ze mną w kontakcie i przekazywały mi z różnych powodów swoje adresy. Chciałem się podzielić z nimi moją opinią. Tak się niestety złożyło, że nie zdawałem sobie sprawy, że część tych adresów to maile zgromadzone w czasie różnych konferencji, na których obecna była fundacja, a nie takie przekazane bezpośrednio mnie – tłumaczy.

Tymczasem rodzice w pismach do UODO wnoszą o wyjaśnienie procedur bezpieczeństwa baz danych w fundacji Rodzice Szkole.
Źródło: TVN24

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...