"Mogę zmienić płeć, ale tego nie zmienię". Rozenek szczerze o macierzyństwie

Małgorzata Rozenek ma dwóch synów z byłym mężem, Jackiem Rozenkiem. Teraz stara się o trzecie dziecko z Radosławem Majdanem
Małgorzata Rozenek ma dwóch synów z byłym mężem, Jackiem Rozenkiem. Teraz stara się o trzecie dziecko z Radosławem Majdanem Instagram.com
– Walka o dziecko cementuje dobry związek, a taki z problemami się rozpada. Cała procedura in vitro jest nieładna, trudna. Nie ma nic wspólnego z trzymaniem się za rączki i przytulaniem. Zwykła matematyka. Dziś trzeci dzień cyklu, to robimy to, a jutro to. Po drodze są zastrzyki w brzuch, puchnięcie, płacz – opowiada Małgorzata Rozenek-Majdan w wywiadzie dla Gazety.pl.


"Macierzyństwo to nie sielanka"
Tę kobietę spokojnie można nazwać promotorką in vitro i macierzyństwa. Potwierdziła to wywiadem, w którym powiedziała, że bez dzieci nic co osiągnęła, nie miałoby znaczenia. Nie oznacza to jednak, że od początku z macierzyństwem było jej do twarzy. Po urodzeniu pierwszego syna, Stasia, miała pretensje do swojej mamy, że nie powiedziała jej, jak naprawdę wygląda macierzyństwo.


– Że to nie jest wyłącznie sielanka, że kobieta jest ciągle szczęśliwa, a dzieci wiecznie uśmiechnięte. Pamiętam, jak wróciłam ze szpitala ze Staśkiem. Usiadłam w fotelu, żeby go nakarmić i dotarło do mnie, że można się rozwieść, można zmienić kraj, można nawet zmienić płeć. Ale tego, że jestem za mojego syna odpowiedzialna do końca życia, nigdy nie zmienię – powiedziała.


Dlatego przez pierwsze dwa lata po porodzie mówiła kategorycznie, że nie ma mowy, żebym zdecydowała się na drugie dziecko. Później się wahała, radziła się znajomych, czy lepiej wychowywać jedynaka, czy dwójkę. – Dziś uważam, że dwoje to absolutne minimum. Jak ktoś się mnie radzi, to mówię, żeby się nie zastanawiał. Nie wiem, jak to możliwe, ale dwójka dzieci jest łatwiejsza do wychowania niż jedno dziecko – tłumaczy.


Obu synów karmiła piersią przez rok. I choć czuła się sprowadzona do roli karmicielki, to wytrzymała, bo uznała, że to najlepszy pokarm, jaki może im dać.

"Czasem trzeba potrafić powiedzieć sobie stop"
Zawsze wiedziała, że może mieć problemy z zajściem w ciążę – mówiono jej to w szkole baletowej. Sport uprawiany wyczynowo po sześć godzin dziennie może powodować zmiany w młodym, rozwijającym się organizmie.

Od jakiegoś czasu stara się z mężem o trzecie – tym razem ich wspólne – dziecko. – Oboje jesteśmy w tych staraniach zdeterminowani, chociaż powoli tracimy nadzieję. Czasu nie oszukasz, wieku też. Płodność 20-latki jest nieporównywalnie większa niż kobiety po 40. Czasem trzeba potrafić powiedzieć sobie stop. Pamiętać, że chodzi o dziecko, które jeszcze musisz mieć siłę wychować. Poświęcić mu czas i energię – tłumaczy.

Twierdzi, że oboje "nie czują swojego wieku" i żyją zdrowo, ale dają sobie jeszcze tylko dwie próby. Nie chcą próbować do skutku. Myślenie o trzecim dziecku "powoli się w niej wygasza", bo procedura in vitro to wielkie (również fizyczne) obciążenie i zaangażowanie, a brak powodzenia oznacza ogromny smutek. Poza tym nie można starać się non stop, po każdej próbie trzeba kilka miesięcy odczekać.

– Nie mogę też nie wspomnieć, że terapia hormonalna, której poddawana jest kobieta ma duży, niekoniecznie dobry wpływ na zdrowie. Za każdym razem znoszę to coraz gorzej, widzę jej dewastujący wpływ – tłumaczy.

Cóż, trzymamy kciuki.
Źródło: Gazeta.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...