"Odbiera nam pan szansę na życie, jak się pan z tym czuje?". List do Ministra poruszył tysiące Polek

Post Anny Puśleckiej udostępniają tysiące osób
Post Anny Puśleckiej udostępniają tysiące osób Agencja Gazeta
– Jak się pan z tym czuje? Może pan spać w nocy, panie ministrze? Odbiera nam pan szansę na pracę, cieszenie się rodziną i wychowywanie dzieci – pisze w swoim liście do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego Anna Puślecka, dziennikarka modowa i organizatorka KTW Fashion Week. Przeprasza za publiczną formę listu, ale walczy o życie.


Kilka miesięcy temu zdiagnozowano u niej hormonozależnego raka piersi. Mimo wykonywanych regularnych badań profilaktycznych, choroba została wykryta w zaawansowanym już stadium. Dziennikarka leczyła się m.in. w Szwajcarii, wciąż pracuje i teraz czuje się dobrze. To jednak wrażenie złudne – jedyną szansą na życie zarówno dla niej, jak i dla setek innych kobiet w podobnej sytuacji jest "antynowotworowy i antyprzerzutowy" lek, którego miesięczny koszt wynosi 12 tys. złotych. W całej Unii Europejskiej – z wyjątkiem Polski – jest refundowany.
– Wie Pan, jestem młodą kobietą, mam dopiero 48 lat. Pracuję, mam rodzinę, przyjaciół, płacę regularnie ZUS i podatki. Nigdy poważnie nie chorowałam. Do czasu (...) Panie ministrze, czy zdaje sobie Pan sprawę, że nie podejmując decyzji o refundacji leku, odbiera Pan mnie i tysiącom Polek, matek, córek, żon, partnerek, szansę na życie! Jak się pan z tym czuje? Może pan spać w nocy, panie ministrze? Odbiera nam Pan szansę na pracę, cieszenie się rodziną i wychowywanie dzieci – pisze dziennikarka na Facebooku.

Prosi Szumowskiego o konkretną pomoc: wpisanie leku z substancją czynną rybocyklib na listę leków refundowanych dla kobiet w I i II rzucie leczenia (czyli również po chemioterapii). Ostatnie badania wykazały, że współczynnik przeżycia całkowitego w populacji przeznaczonej do leczenia skojarzonego z rybocyklibem po upływie 42 miesięcy wynosił 70,2 proc., natomiast w przypadku samego leczenia hormonalnego – 46 proc. Różnica jest ogromna.

– Panie ministrze, boję się. Boję się, że nie będzie mi dane cieszyć się w pełni życiem, które nagle może zostać skrócone, boję się, że przyjdzie dzień w którym choroba nagle zacznie postępować. A chcę, tak jak inne Polki, normalnie funkcjonować. Da nam pan tę szansę? Albo inaczej, czy ma pan prawo skazywać nas na przedwczesną śmierć? – kończy swój list Puślecka, podpisująca się jako "córka, siostra, partnerka i Polka".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE