Kasia Burzyńska chwali się brzuchem po porodzie. Nie, nie musicie tak wyglądać!

Kasia Burzyńska pokazała brzuch po porodzie
Kasia Burzyńska pokazała brzuch po porodzie fot. Instagram
Dziennikarka telewizyjna Katarzyna Burzyńska dwa tygodnie temu urodziła drugie dziecko. Jak wiele instamam, postanowiła pochwalić się w sieci ciałem po ciąży. W komentarzach zawrzało nie tylko od pochwał. Tym razem chodzi o coś więcej.


Zdjęcie Kasi Burzyńskiej dedykowane jest jej mężowi oraz Monice Mrozowskiej. To oni uprzedzali ją, by „nie szpanowała”. Cóż, lepiej byłoby, gdyby Burzyńska posłuchała rad bliskich, bo chcąc nie chcąc dorzuciła cegiełkę do bardzo szkodliwego zjawiska społecznego.


Nie trzeba być geniuszem socjologii, by wiedzieć, że instaświat ma wpływ na nasze oczekiwania wobec świata realnego. A instaświat charakteryzuje się tym, że jest próżny i nieskromny, a presja, którą tworzy jest naprawdę silna. Jedną z nich jest presja ciała po porodzie. Najważniejszym jej elementem jest płaski brzuch.


Wygląd brzucha po ciąży to zmora wielu kobiet – dzięki instagramowej presji, także tych, które jeszcze nie rodziły. I właśnie do tego zjawiska swoją cegiełkę dorzuciła Kasia Burzyńska.

Dziennikarka pokazała brzuch 2 i pół tygodnia po porodzie. Jest płaski i jędrny. Wygląda nie tyle jakby kobieta nigdy nie była w ciąży, ale jakby poświęciła naprawdę sporo czasu na ćwiczenia. Jasne, pozazdrościć! Tylko pytanie: czym tu się chwalić?Nie, nie przemawia przeze mnie zazdrość. Też rodziłam i też w 2-4 tygodnie samoistnie, bez wysiłku wróciłam do wagi i figury sprzed ciąży. Dlatego wiem, że miałam wielkiego farta i nie było w tym krzty mojej zasługi. Cieszyłam się, to oczywiste, więc wiem, co czuje Kasia Burzyńska. Ale serio, nie ma czego gratulować. Śladem po wysiłkach mojego ciała są rozstępy, dlatego bardzo je lubię.


Co innego zdjęcia przed i po (nie tylko po ciąży), kiedy powrót do formy bierzemy w swoje ręce i zaczynamy trening lub dietę. Takie posty mogą być motywacją i inspiracją dla innych. Mają jakiś pozytywny kontekst – owszem, chwalimy się pięknym ciałem, ale to ciało to symbol ciężkiej pracy, samodyscypliny, wysiłku i dbania o siebie. Nie chodzi o wygląd, a o styl życia.

W przypadku Burzyńskiej przekaz jest niestety inny: to pokazywanie ciała, bo jest piękne i tyle. Radość z tego, że się miało w życiu fuksa i los nie pożałował nam urody. To wspieranie kultu szczupłej sylwetki, o której wiele z nas może tylko pomarzyć nawet jeśli resztę życia spędzimy na siłowni. Choć naprawdę rozumiem uczucia Burzyńskiej, uważam, że dzielenie się nimi na Instagramie to błąd. Radocha to radocha, a publikacja to publikacja.

Dodatkowo kwestia zrzucania kilogramów po ciąży, zwłaszcza z brzucha, to nasza społeczna obsesja. W 9. miesiącu ciąży usłyszałam: „ale ty gruba jesteś! Będą bliźniaki?”. Z kolei później: „nic ci nie zostało!”, „Wyglądasz jakbyś nie rodziła” albo „Gdzie ci się to dziecko zmieściło, jak ty wcale brzucha nie masz?!”.

Czasem nawet dziwnie się z tym czułam, bo jednak się zmieściło i urodziłam! Po co te komentarze? Dlaczego to jest aż tak istotne, czy ktoś „ma brzuch” czy „nie ma”? Znam też dziewczyny, które przeżywały każdy zyskany kilogram w ciąży i cieszyły się, że w drugim trymestrze wciąż chodzą w starych spodniach i „brzuszka nie widać”. To prawdziwy obłęd brzucha!

Jasne, fajnie jest być szczupłym, ale jako kobieta i jako mama nie chcę takich zjawisk wspierać. Do instaświata mam dystans, zresztą każdy powinien mieć. Jednak on istnieje, a jego wpływy rosną i jeśli chcemy go budować, to róbmy to rozważnie. Nie, nie musicie mieć po porodzie brzucha jak Burzyńska. Jakikolwiek brzuch będziecie mieć, będzie najlepszy!

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE