Jedna "złota opinia" dziennie musi być! Teraz ws. "podwójnego rocznika" zabłysnął były senator PiS

Rekrutacja do szkół średnich trwa, ale wciąż wielu uczniów nie wie, gdzie będzie kontynuować naukę
Rekrutacja do szkół średnich trwa, ale wciąż wielu uczniów nie wie, gdzie będzie kontynuować naukę Agencja Gazeta/Agnieszka Sadowska
Nie ma ostatnimi czasy dnia, w którym ze złotych ust któregoś polityka czy sympatyka partii rządzącej nie padłaby co najmniej jedna nieprzemyślana opinia na temat problemów z rekrutacją "podwójnego rocznika" do szkół średnich. Tym razem wypowiedzieć postanowił się obecnie niezrzeszony senator Waldemar Bonkowski, którego zdaniem "uczyć się można nawet w domu".


Takiej rekrutacji jeszcze nigdy nie było
We wrześniu w szkołach średnich spotkają się absolwenci gimnazjów i szkół podstawowych. Mowa o 727 tys. osób z rocznika 2003 i 2004 oraz tych, którzy poszli do szkoły jako sześciolatki, a urodzili się w roku 2005. Oznacza to, że w rekrutacji do pierwszych klas szkół ponadpodstawowych konkurencja jest tak szalona, iż nie dostały się do niej tysiące dzieci – nawet te ze świadectwami z paskiem.


Uczniowie usłyszeli już od lubelskiej kurator Teresy Misiuk, że "marzenia nie zawsze się spełniają", a od Andrzeja Stanisławka (PiS), że jeśli nie ma dla nich miejsca, to powinni wyjechać do szkół za granicę. Nauczyciele w komisjach rekrutacyjnych rozkładają ręce, uczniowie protestują, Rzecznik Praw Obywatelskich wysyła pismo do Ministerstwa Edukacji, rodzice lamentują.


"Wszędzie można się uczyć"
Tymczasem Waldemar Bronkowski uznał, iż świat bez jego opinii na ten temat się nie obejdzie i powiedział w rozmowie z TVN24, że "chciałby, żeby wszystkie szkoły były najlepsze w Polsce, ale niestety tak nie jest i nigdy nie będzie, więc nigdy się wszyscy uczniowie nie dostaną do najlepszej szkoły".


Ma rację – tak było, jest i będzie. Nigdy jednak wcześniej w historii nie było w Polsce aż tylu dobrych uczniów, którzy nie dostali się do żadnej placówki, a przecież państwo powinno umożliwić ambitnym i docenionym w systemie nauczania jednostkom uczenie się w szkole na – mniej więcej – takim poziomie, jakiego sobie one życzą. Nie do pomyślenia jest sytuacja, w której czwórkowo-piątkowy uczeń, uzyskawszy 150 punktów w rekrutacji, jest zmuszony do kontynuowania nauki w szkole tzw. branżowej, czyli odpowiedniku dawnej zawodówki.

Nie można też twierdzić, że szkoły branżowe są "złe" – są uczniowie, którzy chcą się w nich uczyć. Jeśli ktoś ma jednak ambicje naukowe i jego oceny czy wyniki z egzaminów świadczą o tym, że ma do tego predyspozycje, niedopuszczalne jest umiejscowienie go w klasie, w której pozostali uczniowie mieli np. 80 punktów mniej.

Zdaniem Bronkowskiego jest jednak inaczej. – W każdej szkole można się uczyć. Jak będą ludzie ambitni, to nawet jeśli skończą nierenomowaną szkołę, a będą mieli dobre wyniki, to mogą pójść na lepsze studia. To nie zamyka drogi, że jak już raz poszedł do gorszej szkoły, to do końca życia jest skazany, że będzie na gorszych studiach. Będzie ambitny, będzie się kształcił. Można się nawet w domu uczyć, jak się chce – powiedział.

Sęk w tym, że nawet w prestiżowych szkołach uczniowie nie są zwolnieni z obowiązku nauki po szkole, również uczą się "po godzinach" – często ta nauka trwa kilkanaście godzin dziennie. Nie jest możliwe uzyskanie takiego samego wyniku maturalnego osoby, która dużo się uczy w dobrym liceum i człowieka, od którego wymaga się w szkole branżowej znacznie mniej.

Równie (a może nawet bardziej) istotny jest w nastoletnim wieku wpływ środowiska, w które się wkroczyło. Umysł jest w tym wieku chłonny, a priorytety się zmieniają. Między innymi dlatego właśnie reforma skrzywdziła tak wielu nastolatków, którzy już teraz nazywani są "straconym rocznikiem".