Przyjęłam nazwisko męża i muszę się tłumaczyć. "Jak to 'tylko słowo'? Przecież to historia!"

Po ślubie możesz wybrać - przyjąć nazwisko męża, pozostać przy swoim czy nosić dwa
Po ślubie możesz wybrać - przyjąć nazwisko męża, pozostać przy swoim czy nosić dwa Prawo autorskie: wideonet / 123RF Zdjęcie Seryjne
Kiedyś to kobiety, które nie chciały przyjąć nazwiska męża, musiały się z tego tłumaczyć. Bo przecież "tradycja nakazuje"... Teraz tradycja poszła w zapomnienie, a moda się zmieniła. Świeżo upieczone mężatki najczęściej pozostają przy swoim nazwisku albo noszą dwa. Ja przyjęłam nazwisko po mężu i wszyscy zaczęli pytać dlaczego?


Ogólnie nie rozumiem zamieszania. W końcu to TYLKO nazwisko. Jedno słowo do zmiany w dokumentach.

Ktoś mi powiedział, że się nie zgadza – "jak to 'słowo', nazwisko to historia"! Ale historia czego? Bo jeśli chodzi o historię moją i mojej rodziny, to jednak nie sprowadza się ona do jednego słowa. Moja rodzina jest ogromna, a jej członkowie noszą najróżniejsze nazwiska.


Zresztą tę historię budują wspólny czas i wspomnienia. A tam nikogo nie "wyświetlam sobie" po nazwisku. Byłam córką, wnuczką, bratanicą, siostrą – i to się nie zmieniło. W ogóle nic się nie zmieniło. Oprócz nazwiska, rzecz jasna.

Nie straciłam nagle swojej tożsamości, ani osobowości, ani nawet "świadomości pochodzenia", co próbują mi wytykać inne koleżanki, noszące obecnie nazwiska tak długie, jak brazylijskie telenowele.

No ale te wszystkie formalności?
Fakt – musiałam się stawić w urzędzie, odczekać swoje i złożyć dwa papierki – o nowy dowód i prawo jazdy. Przy okazji zaktualizowałam zdjęcie i może na szczęście, bo na poprzednim nie wyszłam zbyt korzystnie.

I jeszcze musiałam zmienić dane w banku. Ta wiekopomna chwila zabrała mi kwadrans życia, kiedy to musiałam pofatygować się do oddziału w centrum handlowym z nowym dowodem i udowodnić, że ja to nadal ja, tylko pod nowym nazwiskiem.

A tak serio, to jeśli chodzi o formalności, to wspólne nazwisko sporo ułatwia. Bo pani w okienku na poczcie, jak widzi, że pan Grzelak odbiera paczkę dla pani Grzelak, to nie ma wątpliwości, czy ma ją wydać czy też nie.

A no i nie ma potem dylematu – jakie nazwisko będą nosić dzieci? Bo skoro moje, to co z tatą? A jeśli taty – co ze mną? A może podwójne? Ale w sumie, jak już mówiłam, nazwisko nie świadczy o byciu rodziną.

Ale wiesz – kariera!
Okej, tu zgoda. Gdybym była uznaną autorką bestsellerowych romansów albo chociaż niszowych tomików poezji, to pewnie zmiana nazwiska nie przyszłaby mi tak łatwo. Albo gdybym była gwiazdą telewizji i w każdą sobotę błyszczała na ściankach.

Albo gdybym chociaż była znaną youtuberką od make-upu... A nie, znane youtuberki mają wymyślne nicki, nie nazwiska.

W każdym razie – gdybym była znana, to pewnie traktowałabym nazwisko jak mój znak firmowy. Ale tak się składa, że mojego nazwiska nie znajdziecie na półce TOP 10 w księgarni. Nie idzie za nim żadna fama i nawet po wpisaniu go w google nie pojawi się nic specjalnie zajmującego.


A poza tym – moje podwójne nazwisko naprawdę kiepsko by brzmiało.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

WARTO DZIŚ WIEDZIEĆ

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE