"Przelewałem się tacie przez ręce, miałem krew w przełyku". List chorego dziecka chwyta za serce

Mimo że pani Małgorzata przeszła kompleksowe badania w ciąży, zabrakło jednego, które pozwoliłoby zdiagnozować ciężką chorobę jej syna.
Mimo że pani Małgorzata przeszła kompleksowe badania w ciąży, zabrakło jednego, które pozwoliłoby zdiagnozować ciężką chorobę jej syna. nenovbrothers / 123RF
Jaś Wasiński przyszedł na świat poważnie chory, mimo że jego mama w czasie ciąży co 3 tygodnie widziała oblicze chłopca na USG. Lekarze nie widzieli powodu, by wykonać jedno z podstawowych badań. Mimo że w trakcie porodu dwa razy doszło do zatrzymania akcji serca, chłopiec dostał 10 punktów w skali Apgar. Dziś żyje dzięki czujności swoich rodziców.

Historię małego Jasia opisał jego tata, Kamil Wasiński, na swym profilu na Facebooku. Jak sam zaznacza, zrobił to ku przestrodze przyszłych rodziców. W tekście wcielił się w chłopca. Z jego perspektywy udowodnił, jak ważne są dokładne badania w ciąży.

Cesarskie cięcie i zatrzymana akcja serca
Jaś Wasiński urodził się 19 maja. Poród odbył się przez cesarskie cięcie. Drugiego dnia pobytu w szpitalu lekarze stwierdzili szmery w sercu chłopca, a po wykonaniu echa serca, postawiono przerażającą diagnozę.

"(...) mam Tetralogię Fallota, czyli ubytek w przegrodzie międzykomorowej, zwężenie drogi odpływu z prawej komory, przemieszczenie aorty na prawo nad przegrodę międzykomorową, oraz przerost prawej komory. Tyle dostrzegła pani kardiolog podczas USG, ale jak się później okazało miałem jeszcze jedną wadę - ubytek w przegrodzie międzyprzedsionkowej, czyli łącznie Pentalogię Fallota", czytamy w liście.
Okazało się, że wada serca miała wpływ na rozwój dziecka w łonie mamy i ma znaczący wpływ na kondycję dziecka. Urodziło się z dużą asymetrią ciała. Chłopiec podczas płaczu robił się "buraczkowy".


Przykre konsekwencje i trudne leczenie
Mimo że wada serca dziecka pogłębiała się, kardiolog uznał, że stan jest stabilny i bez żadnych leków wypisał chłopca ze szpitala. W domu rodzina nie zaznała spokoju.

"Bardzo mocno płakałem, nie mogłem się uspokoić i zrobiłem się cały fioletowy. (...) podczas płaczu moje rączki i stópki robią się sine, jednak lekarze byli głusi na jej obawy… Gdyby tego piątego dnia w domu moi rodzice nie zauważyliby ataku sinicy, patrzyłbym teraz na nich z nieba".

"Po ataku byłem nieprzytomny, nie było ze mną kontaktu, moje ciało było gorące, a z ust leciała ślina. Rodzicom wydawało się, że nie oddycham. Mama klepała mnie po policzkach, ale to nic nie dało. Kiedy przyjechali do mnie ratownicy, zbadali mnie, zmierzyli saturacje, ciśnienie i od razu powiedzieli, że zabierają nas do szpitala".

Wówczas na swej drodze rodzice Jasia spotkali dobrych lekarzy, którzy podjęli słuszne kroki w leczeniu chłopca. W szpitalu pediatrycznym, w którym się znalazł, co tydzień zbiera się konsylium profesorów, doktorów, lekarzy oraz rezydentów specjalnie dla małego Jasia. Chłopiec został zakwalifikowany do operacji jako "niestatyczny Fallot".

Tuż przed zabiegiem niebezpieczne ataki powtórzyły się. "(...) przelewałem się tacie przez ręce, a mama zaalarmowała pielęgniarki, że coś złego się ze mną dzieje. Zaczęto mi podawać leki, ale nie pomagały, a saturacja ciągle spadała. Stopy zrobiły mi się białe, później już całe nóżki białe… Nie mogłem już oddychać, dusiłem się, pojawiła się krew w moim przełyku."

"Na szczęście lekarze w ostatniej chwili zdążyli mnie zaintubować, choć krew zalała już całe moje płuca. Rodzice wybiegli z sali, i choć tego nie słyszałem, to wiem, że płakali, bo myśleli, że już nigdy się nie obudzę. (...) Korekta mojego serduszka trwała prawie 5 godzin i udała się, a ja urodziłem się na nowo", czytamy w liście.

Po tygodniu stan chłopca zaczął się poprawiać. Obecnie rodzina jest już w domu. Wielkim osiągnięciem małego organizmu Jasia i lekarzy jest to, że może sam jeść i żyć jak zdrowy niemowlak. Oczywiście chłopiec pozostanie pod stałą opieką kardiologa.

"Czeka mnie co najmniej raz w miesiącu echo serca i raz w miesiącu usg przezciemiączkowe, choć znoszę to wszystko dzielnie. (...) Czeka mnie także długa rehabilitacja, bo leżałem bardzo długo bez ruchu i asymetria mojego ciała tylko się w tym czasie pogłębiła. Muszę także często odwiedzać pediatrę i neurologa, bo wiadomo, że nie jestem zwykłym dzieckiem. Jestem przecież niestatystycznym Fallotem".

Echo serca w ciąży
Pan Kamil opisując historię Jasia chce zwrócić uwagę na to, jak ważne są kompleksowe badania w ciąży. Pani Małgorzata miała wykonane wszystkie badania – krwi, moczu, poziom glukozy, badania prenatalne – poza echem serca. Gdyby stało się inaczej, rodzice Jasia i lekarze wiedzieliby na co uważać po porodzie i czego się spodziewać. Tego typu wady ma raptem jedno na 3600 dzieci.

Jaś jest pod opieką fundacji Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej. By wspierać jego powrót do zdrowia można wpłacać pieniądze na numer konta: 17 1160 2202 0000 0000 8297 2843 w złotówkach, oraz 09 1160 2202 0000 0001 2152 1272 w euro. W tytule przelewu musi znaleźć się fraza "ZC 8452 Jan Wasiński".

Cały list przeczytać można na Facebooku.
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE