"Nie uważasz, że ono za mało/za dużo śpi?". Odkąd jestem matką, muszę się cały czas z czegoś tłumaczyć

Prawo autorskie: emeraldraindrops / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: emeraldraindrops / 123RF Zdjęcie Seryjne
Bycie mamą oprócz szczęścia, radości i ogromu miłości ściąga na ciebie jeszcze jedno – nieustanne tłumaczenie się przed kimś, nawet z najdrobniejszych rzeczy.


Zdałam sobie sprawę z tego, kiedy moi synowie byli jeszcze mali. Choć problem nie dotyczy tylko mam małych dzieci. Co to, to nie, ciągnie się pewnie do końca za nami. Bycie mamą daje innym niczym nieograniczone pole zadawania nam miliona pytań. Zaczynając od tych najbardziej banalnych, po takie, których samo zadanie nas zaskakuje, a co dopiero myśleć o odpowiedzi.
Zaczyna się już w ciąży:

1.Jak dasz na imię? A dlaczego takie wybraliście?
2. Ten wózek kupiłaś? Myślisz, że się sprawdzi?
3.A nie wolałabyś chłopca/dziewczynki, bardziej by do was pasowało?
4. Dlaczego do tego ginekologa akurat chodzisz?
5.Farbujesz włosy w ciąży? Nie wiesz, że nie można?

To zaledwie mały przykład pytań, które paść mogą. Bywa, że są absurdalne, tak jak to o farbie do włosów. Cóż, każdy sposób na podtrzymanie konwersacji może być dobry. Gorzej, gdy już dziecko jest z nami?

1. Nie uważasz, że ono za mało/za dużo śpi?
2. Czemu tyle nosisz je na rękach?
3. Dlaczego nie zakładasz/zakładasz czapeczkę po kąpieli?
4. Czy twoim zdaniem się najada?
5. Co to za pomysł noszenia w chuście?
6. Nie za długo karmisz piersią?
7. MATKO! Dałaś/nie dałaś jej banana? W tym wieku?
8. Nie uważasz, że powinno już raczkować/siedzieć/chodzić/łapać zabawkę?


Tu można by było pisać bez końca. Nawet w sklepie pani potrafi powiedzieć: „Nie za ciepło mu w tym wózku?”, czekając na naszą odpowiedź. I choć w niemowlęcym wieku naszych dzieci powodów do tłumaczeń jest milion, bo przecież jesteś młodą i niedoświadczoną mamą, tak później nic się nie zmienia.
1.Wracasz do pracy? Tak wcześnie?
2.Skąd wiesz, że ta niania się sprawdzi?
3.Do żłobka dajesz córkę? Czy to przemyślałaś?
4. Jakie przedszkole wybierasz dla twojego dziecka?
5.Czy już mówi wszystko/sika na nocnik/przesypia noce/choruje/nie choruje, itd.?

I nawet, kiedy nasza pociecha idzie do szkoły, to nie koniec kolejnych „życzliwych”, którzy chcą znać powody podejmowanych przez ciebie decyzji, czy też wiedzieć, co za metody wychowawcze stosujesz, że twoje dziecko jest takie, jakie jest.

1. Na jakie zajęcia dodatkowe chodzi twoje dziecko?
2. Balet – też wymyśliłaś, nie było nic bardziej ekstrawaganckiego?
3. Chłopak i nie gra w piłkę, co to za chłopak, czemu nie zapiszesz go na zajęcia?
4. Dużo ma kolegów/koleżanek w szkole
5. Jak się uczy? Ciekawe, po kim jest takie zdolne…

I może my się z czasem uodparniamy i nie słyszymy już tych wszystkich pytań, może stajemy się bardziej asertywni, choć jak słyszę, jak mojej mamy znajoma pyta: „A twój córka gdzie pracuje? Dlaczego właśnie tam, myślisz, ze to dobrze? A jej dzieci chorują? Dlaczego chodzą do tej szkoły?”, to myślę, że w rolę mamy wpisane jest wieczne tłumaczenie się ze swoich wyborów lub wyborów swoich dzieci.

Ktoś może powiedzieć – nie tłumacz się, nie będą ich zadawać. Myślałam o tym pomyśle, ale to nijak nie działa. Możemy się nie tłumaczyć, mówić delikatnie: „A dlaczego ciebie to interesuje”, odpowiadać: „Ale to chyba nie twoja sprawa”, a innym matkom wbijać: „A twoje? Chodzi/krzyczy/je brokuły/tańczy/nosi czapkę (cokolwiek)?”, może co bardziej domyślna wpadnie, że katowanie matki pytaniami do niczego nie prowadzi.

Tyle tylko, że my zawsze lubimy być w czymś specjalistami. A jak wiadomo ekspertami od dzieci jesteśmy znakomitymi, bo przecież każdy, kto owe pytania zadaje, dziecko posiada, albo ma je jego siostra, koleżanka, a może obserwowało ostatnio jakieś w kinie czy na plaży. Także unikanie tłumaczenia się jednej osobie, powoduje, że i tak którejś z kolei tłumaczyć się zaczniemy.

Dlatego też uważam, że najważniejsze, to nie przejmować się uwagami, nie budować w sobie poczucia, że może jednak coś robię nie tak – źle, że nie ubieram czapki, niedobrze, że je tyle owoców. Ty jesteś mamą i wiesz, co jest najlepsze dla twojego dziecka, a że inni próbują to zanegować... Cóż, taka nasza wszystkich natura. Pozostaje wierzyć, że część z tych osób zadaje nam pytania z czystej ciekawości, a nie, by podważyć nasze rodzicielskie kompetencje.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE