Kasa, wolność, nieodpowiedni mężczyzna... A Ty, dlaczego nie chcesz (już) mieć dzieci?

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/paolov/7977973606/]PROPaolo Villanueva[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/PROPaolo Villanueva / CC BY
„Dlaczego nie masz dziecka?"– to pytanie słyszą moje bezdzietne koleżanki. „Dlaczego masz tylko jedno dziecko?" to pytanie słyszę ja. Najlepiej po prostu powiedzieć: „nie mogę". To zamyka innym usta. Bo szczere: „Nie chcę" budzi a.) zdziwienie b.) niedowierzanie c.) natychmiastową potrzebę opowiedzenia jak to cudownie jest mieć dwójkę, trójkę i czwórkę. Super, rozumiem. Ale NAPRAWDĘ nie wszyscy tego chcą.

A powodów tego jest mnóstwo. Moje bezdzietne koleżanki mówią: bo umowa śmieciowa, a mąż zarabia za mało, bo facet nieodpowiedni i lęk, że nie da rady w roli ojca, bo boją się czy się sprawdzą, boją się utraty wolności. Bo im wygodnie i boją się zmian. Powodów może być setki.

Matki jedynaków są trochę pomiędzy „prawdziwym macierzyństwem" ( „Ty tego zrozumiesz, masz tylko jedno", „E, z jednym to żaden problem"), a bezdzietnością (rzeczywiście masz więcej wolności i logistycznie mniej rzeczy do wykonania).

Koleżanka z redakcji podsyła badania. Według GUS, w pierwszym półroczu 2015 roku w Polsce przyszło na świat około 180 tysięcy dzieci. To najgorszy wynik od 2004 roku. Spadku urodzeń nie zapobiegł roczny urlop macierzyński, karta dużej rodziny oraz zwiększenie liczby żłobków.

A ja się naprawdę nie dziwię kobietom, że one nie chcą mieć dzieci. Tym młodym przed którymi świat stoi otworem, i tym starszym, które już taką decyzję podjęły – z różnych względów– ileś lat temu. Tak, oczywiście, gdy patrzę na mojego syna to jestem dumna, szczęśliwa myślę, że macierzyństwo jest pięknie, najlepsze, zmieniło mnie ble ble i tak dalej. Ale ponieważ przeszłam przez różne macierzyńskie perturbacje tym bardziej uważam, że to jazda bez trzymanki.


Po pierwsze SAMOTNOŚĆ
Depresja poporodowa, ból, brak kontroli nad ciałem. Zapalenie piersi, oglądanie Twoich intymnych części ciała przez grupę studentów ( nikt nawet nie pyta o zdanie), presja karmienia piersią i poczucie, że jest się z tym kompletnie samą. Ależ nie dlatego, że mąż niedobry i nieczuły. Ale on w pracy po kilkanaście godzin na przykład i przepraszam, nie bardzo pomoże. A najbliższa babcia 300 km dalej.
Po drugie PRACA
Nawet etat Cię nie chroni. A kto teraz mówi o etatach?Gdy zaszłam w ciążę, w mojej firmie rewolucja. Nowa szefowa powiedziała mi, że muszę pracować w ciąży. Niech będzie, że zdalnie. Z miesięcznym dzieckiem.Pracowałam. Wróciłam z urlopu macierzyńskiego, a ona mnie zwolniła. Rozkosznie. Znajoma, samotna matka, pytała szefową czy ma szukać pracy: „Ależ nie, wszystko w porządku, wracaj, czekamy". A czekało to na nią wypowiedzenie.
I serio, nie wiem jakbym się miała decydować na drugie dziecko, gdy w wydawnictwach nie ma już etatów. Własna firma? Moja znajoma przez rok walczyła z ZUS–em o pieniądze. A nie znam drugiej tak uczciwej i pracowitej osoby. Przez ten rok co tak walczyła– jadła często tylko suchą bułkę, a na pieluchy składali się znajomi. Więc może gdybym miała bogatego męża… Cóż, nie mam. I wiele innych kobiet też nie ma.

Po trzecie CZAS
Rozbawiają mnie historie jak to da się idealnie połączyć rozwój zawodowy z macierzyństwem. Może się daje w niektórych zawodach. Ale w wielu się nie daje. Albo jesteś dobrą matką, albo pracownikiem. Nie wierzę, że da się być dobrą matką przez dwie godziny dziennie. Dawać z siebie 100 proc. w korpo, a potem 100 proc. w domu. No chyba, że masz charakter perfekcyjnej. Ale ile z nas ma?

Generalnie pierwsze kilka lat życia dziecka (dzieci) to nieustanne wyrzuty sumienia, i taniec Opętanej, która próbuje ogarniać wszystko wokół. Wiecznie z wywieszonym językiem. Między światem zupek, pieluch, nocnego usypiania, szycia stroi na imprezy przedszkolne, zabaw w kucyki Pony,a poważnym światem dorosłym. Czyli dzień grzeczna pani korpo. Wieczorami sprzątaczka, animatorka i wariatka, która pełza po dywanie udając konika. Dziękuję, więcej bym tego nie przeżyła.
Po czwarte NIANIE
Gdy pomagają nam rodzice– jesteśmy farciarzami. A co jeśli nie pomagają? Nie żyją, są daleko, nie chcą. Wtedy zaczyna się cyrk z nianiami. Oczywiście, niektórzy trafiają świetnie. A inni nie. Moja niania to mały ( raczej duży) koszmarek życia. Przejrzane szafeczki, rachunki, śmieci. Własne porządki i rządy. A ty jej nie zwalniasz, bo przecież ona mówi, że tak kocha dziecko. Co prawda potem okazuje się, że nie kocha, ale co tam. Matka uwierzy we wszystko. Bo chce uwierzyć.

Po piąte ZWIĄZEK
Szczerze? Nie znam pary, która po urodzeniu dziecka nie przeżyła kryzysu. Aczkolwiek bardzo czekam na taką historię. Jedni z kryzysu wychodzą wzmocnieni, inni nie– ale naprawdę jest to niezły test dla relacji. Małżeństwa bezdzietne? Mam takich znajomych. Ich życie to przedłużenie młodzieńczej sielanki. Wypadziki na weekend, romantyczne kolacje, seks gdzie chcą i kiedy chcą.
Po szóste LĘK
Pytania jaką będę matką. Zadają je sobie bezdzietne kobiety. Bo złe doświadczenia, bo kochają wolność, bo same nie dostały miłości. Podobno im kobieta ma trudniejsze relacje z matką tym sama bardziej boi się nią zostać. Oczywiście, gdy już zostajemy matkami uczymy się, że nie ma ideałów. Że jesteśmy do bólu zwyczajne, czasem tak „straszne" jak nasi rodzice. Czasem „straszne" zupełnie inaczej. I godzimy się z tym, i to jest niezła lekcja pokory. Ale skąd o takiej przemianie mają wiedzieć kobiety, które się boją macierzyństwa?

„Nie strasz!" już słyszę.
Ależ ja nie straszę. Naprawdę wspaniale jest być matką. Ale nie wiem czy wszyscy są gotowi, by ponieść taką cenę, przejść długą drogę przemiany i wylądować na fajnej wyspie o nazwie „szczęśliwe rodzicielstwo", czy „rodzina wielodzietna". Pozwólmy ludziom decydować, bez maglowania i szczebiotania: „Och, ech, jakie to wspaniałe". Dla jednych wspaniale, dla innych nie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE