Syna Ostaszewskiej napadnięto. Aktorka opisała reakcję pasażerów w autobusie

Syn Mai Ostaszewskiej zaatakowany w autobusie.
Syn Mai Ostaszewskiej zaatakowany w autobusie. Zrzut z Instagrama/Maja Ostaszewska
Każda mama bez względu na to, czy jest aktorką, modelką, czy pracuje w sklepie, wierzy, że gdy jej dziecko będzie w niebezpieczeństwie, ktoś obcy mu pomoże. Niestety okazuje się, że znieczulica jest już na takim poziomie, że ludzie nie chcą reagować, bo wymagać to będzie od nich wysiłku i zaangażowania.

Maja Ostaszewska ma 11-letniego syna, który samodzielnie podróżuje autobusem do szkoły. Pewnego dnia spotkała go dramatyczna historia, o której aktorka zdecydowała się opowiedzieć na gali Telekamer. Później temat rozwinęła w wywiadzie dla tygodnika „Świat i ludzie”.

Okazało się, że jej syn został napadnięty przez grupę nieznajomych osób. Wraz z koleżanką zostali zaatakowani przez innych, jednak nikt nie stanął w obronie dzieci pomimo tego, że do zdarzenia doszło w komunikacji miejskiej. Choć nic się nie stało dzieciom, to jednak bardzo przeżyli całe zdarzenie.

– Zwykle nie opowiadam o swoich sprawach, bronię prywatności, chronię moje dzieci. Na gali Telekamer zrobiłam wyjątek, jak myślę, w słusznej sprawie. Chciałam zwrócić uwagę na problem, jakim jest obojętność na zło, na ludzką krzywdę, na przemoc, agresję. Nie wolno udawać, że ten problem nie istnieje, nie wolno być obojętnym – powiedziała aktorka w rozmowie z tygodnikiem Świat i Ludzie.


Wielu rodziców zauważa podobny problem. Młodzi ludzie wrzucani są często do jednego worka, jako hałaśliwi nałogowi palacze, którzy nie szanują innych i demolują przestrzeń wokół siebie. Czy to przez takie krzywdzące myślenie nikt nie angażuje się w spory pomiędzy młodymi ludźmi? Czy to po prostu lenistwo i unikanie kłopotów?

Ostatnio pisaliśmy o bójce dwóch chłopców, której przyglądało się wiele osób i nikt ich nie powstrzymał, nikt nie interweniował. Tego właśnie uczymy młodych. Siedźcie cicho i nie interesujcie się innymi. To najgorsza z lekcji, jaką można dać dziecku.

Syn Mai Ostaszewskiej z pewnością z tej historii mógł wyjść z przekonaniem, ze w razie niebezpieczeństwa musi zadbać sam o siebie, bo na pomoc innych nie można liczyć. Może warto jednak zastanowić się nad tym i wyobrazić sobie, że następnym razem to nasze dziecko, brat czy siostra może być w takiej sytuacji, a brak reakcji może kosztować go zdrowie, a nawet życie.

źródło: RMF FM
Trwa ładowanie komentarzy...