„Durne baby, same są sobie winne”. O tym, dlaczego czasem tak trudno odejść

Dlaczego tak trudno odejść od mężczyzny stosującego przemoc?
Dlaczego tak trudno odejść od mężczyzny stosującego przemoc? Pixabay
Obiecuje, że się zmieni, zaczyna chodzić na spotkania z terapeutą, jest milszy niż podczas pierwszych randek. Przez chwilę. Później zaczyna grozić, że zabierze dzieci, wmawia, że bez niego zginiesz, wzbudza litość – żebyś tylko nie odeszła. Tak wygląda odejście od mężczyzny skłonnego do przemocy. Chociaż życie z nim jest trudne, rozstanie wcale nie jest łatwiejsze.

Dlaczego tak trudno odejść od mężczyzny stosującego przemoc?
Katarzyna Paprota, feministka i publicystka, opublikowała na Facebooku post skierowany do każdego, kto kiedykolwiek zetknął się z pojęciem przemocy wobec kobiet – do ofiar (żon i partnerek mężczyzn stosujących przemoc), osób, które są świadkami rozstania znajomych i próbują dowieść „kto zawinił” oraz tych, którzy o kobietach nieumiejących odejść od partnera stosującego przemoc mówią „idiotki”.

Paprota przetłumaczyła fragment książki „Why Does He Do That?: Inside the Minds of Angry and Controlling Men”. Jej autor, Lundy Bancroft, tłumaczy, że, paradoksalnie, odejście od mężczyzny skłonnego do przemocy jest o wiele trudniejsze od rozstania z nieagresywnym partnerem. Partner stosujący przemoc nie może pozwolić, żeby kobieta „wymknęła się spod jego dominacji”. Nie pozwala jej odejść, obiecuje, że się zmieni, przeprasza, czasem grozi, że zabierze dzieci. Może być niezwykle miły, może zmuszać do kontaktów seksualnych bez zabezpieczenia, myśląc, że ciąża nie pozwoli partnerce odejść. Może bić, grozić, że się zabije albo zapisać się na terapię. Może niemal wszystko.


„Ja bym sobie na to nie pozwoliła”, „Idiotka”, „Głupia krowa, daje się lać mężowi” – tak o kobietach, które są partnerkami mężczyzn skłonnych do przemocy (zarówno fizycznej, jak i psychicznej), pisze się na forach, w zamkniętych grupach na Facebooku czy w komentarzach pod artykułami. Nikt nie przebiera w słowach. Jakiś czas temu w jednej z grup przeczytałam historię kobiety, której mąż stosował przemoc – ciągnął za włosy, bił, wykręcał ręce. Choć opis małżeństwa był szokujący, komentarze członków grupy (a raczej członkiń) były jeszcze gorsze.
Komentarze na Facebooku

Jak się jest zniewoloną i głupią babą, to owszem, ciężko odejść.
Więc kim jest, jak nie durną babą, która wraca jak pies z podkulonym ogonem do swojego pana?
Z jednej strony współczuję takim kobietom, ale z drugiej same są sobie winne.
Mam wrażenie, że takie kobiety odnoszą korzyść z bycia ofiarą. Zatem lepszą opcją jest bycie z takim ,,zwyrolem", co chociaż przynosi kasę do domu i narzekanie, jaka to ona biedna.
Znam takich pełno. One wszystkie są tak je*nięte, że brak słów.

Wpis Paproty to przewodnik dla każdej kobiety-ofiary przemocy domowej, ale również każdego, kto kiedykolwiek zabrał głos w dyskusji o kobietach pozostających w związkach z agresywnymi partnerami. To wyjaśnienie dla tych wszystkich, dla których kobieta „sama jest sobie winna”. Czasem odejście wymaga wielkiej odwagi.
Trwa ładowanie komentarzy...