„Ta wypacykowana to na pewno durna”, czyli ruszyły wybory najładniejszej maturzystki

Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta
Początek roku to dla uczniów szkół średnich czas przygotowań. Nie tyle do matury, co do studniówki. Dla wielu to pierwsze wydarzenie, do którego bardziej niż określenie "impreza", pasuje "bal". Balowe są zatem kreacje, fryzury, makijaże i cała otoczka. I co roku media udostępniają fotografie z młodzieżowej zabawy, a my możemy podglądać, jak się bawili.

Przy tej okazji w jednej z grup dyskusyjnych zawrzało. Dyskusja wybuchła wokół publikacji na temat wyborów "miss studniówki, najładniejszej maturzystki". Pod serią zdjęć dziewcząt widnieje napis: "Z tysięcy zdjęć wybraliśmy te, na których są najpiękniejsze - naszym zdaniem - dziewczyny bawiące się na studniówkowych balach". I nastąpił wielokierunkowy wylew. Ale po kolei.

Pokaz próżności
Chociaż zamierzeniem osoby, które udostępniła artykuł była raczej krytyka samego oceniania wyglądu, to najwięcej komentujących właśnie to ocenianie uskuteczniło. Dostało się chłopcom, bo średnio urodziwi, dostało się dziewczętom, bo "nienaturalne plastiki", którym zależy tylko na wyglądzie. Przecież na studniówce najważniejsze są, uwaga, osiągnięcia naukowe, a nie jakieś tam sukienki i pantofelki. Czyli krótko mówiąc, walczymy o wolność kobiet, ale tylko nieraz i tylko niektórych. Dajemy im wolny wybór, ale tylko, gdy ubiorą się skromnie i ładnie - WEDŁUG nas. Kobiety są istotami myślącymi i samodzielnymi, ale tylko, gdy nie mają makijażu i podkreślonego dekoltu.

Co ciekawe, kolejny raz widać, że najlepsze w wydawaniu opinii o gustach innych kobiet są kobiety. "Ta ładna", więc w czym problem, "ta średnio ładna", więc mogła poczuć się urażona. O, a ta ma makijaż jak stara baba, a po tej to widać, że raczej będzie miała kłopot z egzaminami maturalnymi, "o boże, a ta wypacykowana to, wiem z doświadczenia, na pewno durna i tragiczna pod względem charakteru". A w ogóle, to gdyby był taki artykuł o najładniejszych chłopcach, to byłoby po równo, nie byłoby mowy o dyskryminacji i popatrzeć by na co było... Serio?


Serio, serio. Niestety. Pewnie wielu z nas zastanawia się, dlaczego z Internetu, w założeniu wolnościowego, z założenia służącemu rozwojowi i edukacji, zrobiło się siedlisko żmijek. Kilka dni temu na stronie crazynauka.pl pojawił się wpis na temat badań z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley i Uniwersytetu Chicagowskiego, które niejako wyjaśniają, dlaczego łatwiej przychodzi nam napisanie zjadliwego komentarza niż zwrócenie komuś uwagi na ulicy. Dlaczego w mediach społecznościowych jesteśmy bezlitośni dla oponentów, a w konfrontacji twarzą w twarz raczej gryziemy się w język. To medium, sposób przekazu tak na nas wpływa. Naturalna jest dla nas komunikacja bezpośrednia, rozmowa z drugim człowiekiem podczas której uruchamiają się w nas pokłady empatii, jesteśmy subtelniejsi i delikatniej reagujemy, gdy ktoś ma inne zdanie.

Gdy czytamy coś, z czym się nie zgadzamy, mówiąc dosadnie, wpadamy w szał i nie mamy ogródek, by nazwać kogoś nierozumnym idiotą, który nic nie wie i w nogach spał.

Chwila, moment, ale chyba cel był inny?
... zagajają inne komentatorki, wskazując nieśmiało, że głównym problemem nie jest chyba to, że ktoś ośmielił się opublikować zdjęcia. Kłopotem jest wpisywanie się w trend, jakoby absolutnie żadne wnętrze się nie liczyło, a jedynie zewnętrze ważnym było. Kłopotem jest uprzedmiatawianie, stawianie dziewcząt w roli obiektów, na których, jak głoszą niektóre komentarze, oko można zawiesić.

Inna osoba zwraca natomiast uwagę na jeden z ważniejszych aspektów - a mianowicie, kto i po co umieszcza na stronie internetowej takie zdjęcia, i kto i po co podpisuje je w taki sposób. Nie, nie seksistowscy, niewyżyci (na pewno również podstarzali) dziennikarze, którym się nudzi. Raczej osoby zajmujące się szeroko pojętym marketingiem. A po co? Bo jak widać (statystki), pomimo całego rozwoju technologii i nauki, zostało w nas coś bardzo ludzkiego - potrzeba podglądania i oceniania innych.
Trwa ładowanie komentarzy...