"Nie ma kasy, nie ma zabawy". Część dzieci nie może korzystać ze szkolnego placu zabaw

Szkoła Wednesbury Oak Academy, segregacja dzieci
Szkoła Wednesbury Oak Academy, segregacja dzieci źródło: Google Street View
Sytuacja jest trudna i oburzenie ogromne. Czy dzieci zawiniły w tej sprawie, by je karać? Czy rodzice, którzy nie wpłacali dobrowolnych datków znali konsekwencje? Czy ktoś ich przed tym ostrzegł?

Dajesz kasę, to dziecko jest uprzywilejowane?
Opłat w szkole jest dużo i w zależności od zasobności portfela dla jednych rodziców jest to większy bądź mniejszy problem. Wszyscy chcieliby oczywiście, by było ich jak najmniej i by dyrekcja sama zdobywała na wszystko pieniądze. Gdy więc zaproponowano, by rodzice wspomogli szkołę w wyposażeniu placu zabaw, część uznała, że to nie jest ich zadanie i liczyła, że sprawa jakoś się sama załatwi.



Rodzice dzieci ze szkoły w Wednesbury Oak Academy w West Midlands twierdzą, że szkoła wprowadziła dobrowolną opłatę w wysokości 25 centów tygodniowo, a pieniądze miały być przeznaczone na zakup nowego sprzętu sportowego. Niestety tylko część osób dokonała opłaty, choć ta nie była wcale zbyt wysoka. To doprowadziło do nieprzyjemniej sytuacji, kiedy zapadła decyzja, że na placu zabaw mogą bawić się tylko dzieci, których rodzice włączyli się w zbiórkę pieniędzy. To oczywiście ogromnie zdenerwowało rodziców, w związku z czym postanowili urządzić protest. Prawie 800 podpisów udało się zebrać pod petycją, by przerwać segregowanie dzieci na te biedne i bogate i połączyć na placu zabaw. Mało tego okazało się, że o zaniechanie takich działań apelują rodzice wszystkich uczniów, uznających za skandaliczne zachowanie dyrekcji szkoły.

Nauczka dla rodziców czy dzieci?
Dyrektorka Maria Bull twierdzi, że tylko tak drastyczne środki dadzą do myślenia rodzicom, którzy postanowili zignorować prośbę o wpłatę. 10 dolarów rocznie, trzeba przyznać, że to nie jest kwota, której nie byliby w stanie wpłacić, więc ich zaniechanie wynikać mogło raczej z zapomnienia lub po prostu sprzeciwu wobec dodatkowym opłatom narzucanym przez szkołę. Odegranie się jednak w tak obrzydliwy sposób na dzieciach, które w niczym nie zawiniły i zapewne nie były nawet w stanie zrozumieć zaistniałej sytuacji, nie nauczyło na pewno nikogo posłuchu.

Sprawa stała się na tyle poważna, że dyrektorka szkoły, Maria Bull zaczęła obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Rodzice bowiem zaczęli do niej dzwonić z pogróżkami i żądaniem natychmiastowego zaprzestania dzielenia uczniów. Pani Maria będzie musiała szybko zastanowić się, czy oburzenie rodziców nie jest jednak słuszne.
źródło: Yahoo.news
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...