Drogi mężu, wytłumaczę ci, dlaczego wciąż korzystam z telefonu

Prawo autorskie: racorn / 123RF Zdjęcie Seryjne
Przyklejeni do małych ekraników. Starsi i młodsi. W autobusach i tramwajach. W samotności i w gronie znajomych, na randce i pogrzebie. Co rusz ktoś pokusi się o krytykę głów pochylonych nad jaśniejącym ekranem. Jessica, mam trójki dzieci, postanowiła odpowiedzieć swojemu mężowi, dlaczego ten tak często może zobaczyć ją z telefonem w dłoni.

Niszczenie więzi
Jednym z podstawowych argumentów przeciw mediom społecznościowych jest wypaczanie relacji. Często słyszymy, że ludzie zamiast wychodzić ze znajomymi wolą porozmawiać na komunikatorach, zamiast ulepszać warsztat retoryczny, zastępują komunikację werbalną obrazkami, przyzwalają na agresję słowną i coraz częściej sami praktykują hejt. Ukryci w domowym zaciszu, anonimowi, sami, zieleniejący od jadu.

Z drugiej jednak strony, mając oczywiście z tyłu głowy wszystkie te zarzuty i częściowo się z nimi zgadzając, nie można zapomnieć o wymiarze pozytywnym. Dla niektórych, którzy z względów wszelakich mają kłopot z nawiązaniem relacji, komunikator może być pierwszym krokiem, narzędziem do nauki tego, jak przełamywać opory i blokady. Ci natomiast, którzy z bezpośrednimi interakcjami nie mają kłopotów, kontaktują się więcej i częściej. Internet dał nam możliwość nieograniczonego obiegu treści, szukania grup zainteresowań i wsparcia z całego świata.

Pomoc w sieci
I właśnie o tym napisała Jessica w liście do swojego męża, zdając sobie sprawę, że partner nie do końca rozumie, dlaczego dłoń żony nieustannie ściska telefon komórkowy. Para jakiś czas temu przeprowadziła się ze Wschodniego Wybrzeża do Teksasu. W nowym miejscu kobieta nie ma zbyt wielu znajomych. I na wstępie otwarcie mówi: tak, jestem uzależniona od swojej komórki. Przyznaje również, że zdaje sobie sprawę, jakie to niszczące dla związku, oraz że daje zły przykład maluchom i że w rozumieniu globalnym telefonowy nałóg staje się faktycznym problemem.


Praca, przeprowadzka, poświęcenie się wychowaniu dzieci mogą spowodować, że sieć kontaktów towarzyskich może ulec skurczeniu. I tak właśnie stało się w przypadku Jessiki. Jak przyznała - nieraz nawet rozmowa przy sklepowej kasie z dorosłą osobą jest dla niej wybawieniem. Od 11 lat zajmuje się dziećmi i im poświęca się bez reszty. To wtedy zaczęła szukać znajomości w sieci. Dołączyła do grup wsparcia, poczuła się zrozumiana i potrzebna. Dostała szansę, by na bieżąco dzielić się zmartwieniami, rozwiewać wątpliwości, wspólnie się cieszyć, rozwiązywać kłopoty z kobietami, które mają podobne doświadczenia, które żyją podobnie i podobnie jak ona są samotne. Pomimo bezgranicznej miłości do dzieci i wspaniałego męża.

Zrozum, że próbuję
Chyba wielu z nas zdaje sobie sprawę, że ciągła potrzeba zerkania w telefony łatwo i szybko przeradza się w obsesję. I pewnie wielu z nas łapie się na tym, że zupełnie niepotrzebnie sprawdza, co też nowego dzieje się w świecie. Trudno jednak nie przyznać, że Internet to źródło nowych znajomości i doświadczeń. Tym bardziej dla młodych mam, które cały czas są w kręgu zainteresowania - a to dyskusja o karmieniu piersią, a to nowe trendy, jedyne słuszne metody wychowania i doniesienia z zakresu psychologii rozwoju. Zagubienie i samotność, zrezygnowanie lub zmiana dotychczasowego stylu życia dla niektórych może być naprawdę przytłaczająca. A chyba każdy się zgodzi, że kłody łatwiej omijać wspólnie. Nawet jeżeli to omijanie jest wsparciem wirtualnym, a nie podaniem dłoni.


Źródło: Scary Mommy
Trwa ładowanie komentarzy...