"Wiara w równość nie jest agresją". Nastolatka pisze o feminizmie i daje cenne rady dziewczętom z całego świata

Zrzut ekranu/facebook.com/NowThisHer
Ruby Karp ma 17 lat. W październiku ukazała się jej książka "Earth hates me: True Confessions from a Teenage Girl" ("Świat mnie nienawidzi: Prawdziwe wyznania nastolatki").

Ruby, pisarka i komiczka, stała się bohaterką jednego z filmów udostępnionych przez portal "NowThis Her". Odważnie i bez owijania w bawełnę opowiada o tym, czym dla niej jest feminizm, dzieli się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami.



A zaczęło się od...
... od lekcji w szkole, podczas której dziewczyna sprzeciwiła się nauczycielowi. Klasa rozmawiała o gwałcie. Ruby podniosła rękę i powiedziała, że to bardzo dobrze, że porusza się takie tematy, ale dlaczego nikt nie tłumaczy, jakich zachowań unikać, czego nie robić, by nie naruszać godności drugiego człowieka. Mówi się o ogólnym przyzwoleniu na gwałt, nie mówi się jednak o tym, jak mu zapobiegać.

Uczennica została wyrzucona z klasy za zakłócanie lekcji. Nie przejęła się jednak całą sytuacją i ... napisała o tym książkę. Skupia się ona na obecności mediów społecznościowych w życiu nastolatków i feminizmie. Bo to ostatnie zagadnienie, jak się okazuje, jest kłopotliwe dla wielu młodych ludzi. Co nie dziwi, biorąc pod uwagę częste mylne czy obraźliwe używanie słów, które u swojego źródła mają znaczenia pozytywne.

Dlatego właśnie Ruby apeluje: "Nie bój się nazwać siebie feministką/feministą w obawie o posądzenie o agresję. Wiara w równość nie jest agresją". I dodaje, że wielu z jej przyjaciół boi się, że zostaną źle odebrani czy obrażeni właśnie przez negatywne skojarzenia z tym słowem.

Nie jesteśmy głupi
Ruby chce również, by dorośli zaczęli poważnie traktować jej pokolenie. - Dorośli szybko osądzają młodzież, że jest znudzona, leniwa i obsesyjnie korzysta z telefonów komórkowych. Ale myślę, że naprawdę jesteśmy najbardziej innowacyjną generacją od lat. Jesteśmy bardzo aktywni i ambitni, świadomi, co dzieje się na świecie, bo mamy szeroki dostęp do wszystkiego.

Gdy dziewczyna opisuje swój dzień, to widać, że naprawdę nie ma czasu na nudę. Kończy liceum, promuje książkę, a w międzyczasie przygotowuje swoje występy komediowe. Również z tego powodu zwróciła uwagę na problem równości. - Jest wiele świetnych kobiet-komików, bo są zabawne, a nie dlatego, że są kobietami. A nadal częste są komentarze "jak na kobietę, to jesteś śmieszna". Jestem śmieszna, ale to nie ma nic wspólnego z moją płcią.

W swojej książce Ruby rozprawia się z tzw. slut shaming, które Andrea Rubinstein definiuje jako: "teorię zawstydzania i/lub atakowania kobiety albo dziewczyny za jej seksualność, posiadanie jednego lub więcej partnerów seksualnych, przyznawanie się do seksualnych pragnień i/lub wcielania tych seksualnych pragnień w czyn". Wspomina, że w wieku 12 lat nazywana była dziwką, bo ubrała bikini. - "Dziewczęta wokół patrzyły na mnie, jakbym popełniła jakiś okropny akt przemocy, kiedy moim najgorszym przewinieniem było noszenie bikini, które kupiła mi mama". - opisuje.

Dalej pisze o tym, że niejednokrotnie dziewczęta były gorsze od chłopców - zawstydzały, oskarżały, obrażały. Ruby nazywa to wprost "poczuciem zdrady". Wskazuje, że dziewczynki uczone są, że "tak już jest i trzeba sobie z tym radzić", a ona mówi "nie". To nie musi być nasza codzienność.
Fragment książki Ruby ze strony today.com

My (dziewczęta) bezmyślnie nazywamy się bezmyślnie d***kami i k***ami, nie zdając sobie sprawy z wpływu, jaki te etykiety mają na innych. Im więcej niedbale rzuconych wulgaryzmów, tym więcej ludzi myśli, że to jest w porządku. W dziewiątej klasie, kiedy opublikowałam zdjęcie w kostiumie kąpielowym na Instagramie, ludzie skorzystali z okazji, aby użyć tego słowa. I to nie tylko nieznajomi nazywali mnie dziwką - to także moi "najlepsi przyjaciele". I na ask.fm, kiedy wróciłam do domu, zostałam zalana tekstami od znajomych, którzy polecali, abym usunęła zdjęcie. [...] Kiedy sprawdziłam telefon, było tak, jakby wszyscy moi przyjaciele i ich feministyczne poglądy wyszły przez okno. Wszystkie wiadomości były takie same. "Przyjaciel" po kolei oskarżali mnie o opublikowanie "skandalicznego" zdjęcia. Później dowiedziałam się, że rozmawiali także o mnie za moimi plecami, z dezaprobatą odnosząc się do mojego zdjęcia. Ale słowa, które utkwiły mi w głowie najbardziej, to: "Czy naprawdę chcesz być jedną z tych dziewczyn?"


Przepraszam? A co to znaczy "być jedną z tych dziewczyn"? Miałam czternaście lat, ale nie byłam idiotką. Wszystko, co zrobiłam, to zdjęcie w bikini, które potem udostępniłam na swoim profilu w mediach społecznościowych. Co w tym było nie tak? Co było tak strasznego w zamieszczaniu zdjęcia mojego ciała?




Na stronie today.com można przeczytać fragment książki "Earth Hates Me: True Confessions of Teenage Girl"



Źródło: NowThis Her, cosmopolitan.pl, today.com
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...