Jedno zdjęcie warte tysiące. Czy zarabianie na macierzyństwie to przekroczenie granic?

Zdjęcie z konta Natalii Siwiec na Instagramie
W dobie mediów społecznościowych śledzenie celebrytów zmieniło swój status - nie jest to już tylko czytanie doniesień i przeglądanie zdjęć zrobionych potajemnie przez bezczelnego paparazzo.

Gwiazdy same wpuszczają nas do swoich domów, wprowadzają za kulisy, ujawniają sekrety, dzielą się przemyśleniami, a wszystko to sprowadza się do kształtowania stylu życia, który jedni obserwujący będą chcieli naśladować, a inni wyśmieją. Ta druga grupa, raczej krytykująca niż popierająca, najczęściej jest liczniejsza. Bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie, a wręcz czujemy na nie przyzwolenie - bo przecież celebryta musi zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojej sławy.



Znana mama
Niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się celebrytki-mamy. Fanki wciąż dopytują Ewę Chodakowską, kiedy w końcu ona zdecyduje się na uroczego brzdąca, dzień bez instagramowej relacji Mai Bohosiewicz lub nowej ploteczki o Ani Lewandowskiej jest dniem straconym, a nieraz wręcz można odnieść wrażenie, że wszelkiej maści blogerki, jutuberki, żony swoich mężów-aktorów biorą udział w zawodach, o której dziś napisze serwis plotkarski.

Kto jednak chociaż raz przejrzał fora czy grupy dyskusyjne dla mam wie, że wcale nie trzeba uśmiechać się z pierwszych stron gazet, by usłyszeć pod swoim adresem serię inwektyw. Bo ktoś myśli inaczej niż ty, a ty myślisz inaczej niż ktoś. Bo w kwestii karmienia, przewijania, szczepienia, leczenia i wychowania jest tylko jedna prawda, a oświecona jest oczywiście osoba atakująca. Podobnie jest w przypadku Natalii Siwiec.

Bo to zła matka była
Zaczęło się od zarzutów, że nie urodziła dziecka (bo nie chwaliła się brzuchem ciążowym), więc na pewno ">korzystała z usług surogatki. Gdy już Mia pojawiła się na świecie, to okazało się, że młoda mama nie potrafi prawidłowo trzymać niemowlaka i przewozi córkę w foteliku samochodowym zamiast w wózku, czym naraża jej zdrowie.

Teraz rzekomy "znajomy" (ja dziękuję za takiego znajomego) gwiazdy zdradza tygodnikowi "Gwiazdy", że modelka zarabia na macierzyństwie i to całkiem pokaźne sumy. - Natalia, gdy jeszcze była w ciąży, podpisała kilka intratnych kontraktów. Za reklamowanie akcesoriów dla dzieci dostaje duże pieniądze. Tylko jeden wpis na stronie internetowej, który zachwala dziecięce marki, wart jest od 10 do 15 tysięcy złotych. Podobnie jest w mebelkami i ubrankami dla maluchów. Natalia wrzuca ich zdjęcia do sieci i na tym zarabia. (cytat z pudelek.pl)

Powierzchnia reklamowa
Konto Siwiec na Instagramie obserwuje prawie 800 tys. osób, każde jej zdjęcie to reakcje w postaci komentarzy i lajków liczone w tysiącach. To miejsce idealne, by na nim zarabiać. Wielu jednak zadaje sobie pytanie, na ile fair jest działanie matki reklamującej produkty dla najmłodszych wykorzystując własne macierzyństwo. Teoretycznie nikogo nie powinno to interesować, w końcu jakoś trzeba zarabiać, a inni z chęcią z tego korzystają (kobiety wymieniają się doświadczeniami, polecają lub odradzają konkretne akcesoria, a Natalia Siwiec otrzymuje pieniądze za jedno niewinne zdjęcie). Praktycznie coraz więcej osób zadaje sobie pytanie: czy to już przekroczenie granic?

Paznokcie kolor Can’T Speak French z mojej kolekcji MAMA STYLE dla @indigonails

Post udostępniony przez NATALIA SIWIEC (@nataliasiwiec.official)

Trwa ładowanie komentarzy...