Przyjrzyj się temu zdjęciu. Już wiesz, dlaczego jest wyjątkowe?

Cała prawda o macierzyństwie.
Cała prawda o macierzyństwie. fot. Lauren Patterson
Patrzysz na to zdjęcie i wydaje ci się, że nie ma w nim nic wyjątkowego. Nic bardziej mylnego. To, w jaki sposób ta mama opisała fotografię trafi do waszych serc.

Co jakiś czas jakaś mama pragnie podzielić się swoimi doświadczeniami macierzyństwa z innymi. Takie teksty płynące prosto z serca, szczere i bezpretensjonalne, w których nie padają wielkie słowa, nie ma zbyt wiele niestrawnego lukru i dotyczą emocji bliskich większości kobiet, są ogromnie ważne. Mamy muszą je czasem usłyszeć, by poczuć wsparcie i zrozumieć, że te wszystkie wątpliwości, które nimi targają, nie są odosobnione.



Posłuchajcie, jak pięknie o tym napisała blogerka Lauren Patterson.
Lauren Patterson

To ja, dwie noce temu. Moje włosy są kędzierzawe, ponieważ przerwałam suszenie, kiedy usłyszałam przeraźliwy płacz dziecka. To ja noszę cuchnącą bluzkę, na której są plamy pokarmu i śliny dziecka. To ja uświadamiam sobie, że jest już wieczór, a ja nic nie jadłam od śniadania, które składało się z kawy i na wpół zjedzonego przez moją córkę rogalika.

To ja wrzucająca tyle jedzenia, ile tylko mogę, z garnka do ust, kiedy jest jeszcze gorące. Dziecko dziś płacze przez wiele godzin, więc noszę je na biodrze, podgryzając między atakami kolki, brudząc kawałkami sera moją płytę kuchenną.

To, czego nie widzisz, to moja przedszkolaczka, która na górze rzeczywiście przeciwstawia się naturalnym prawom dźwięku, krzycząc tak głośno, jak się da i kopiąc wszystko na wyciągnięcie stopy, ponieważ powiedziałam jej, że nie może spać w sukience, którą ma na jutrzejszy bal.

To, czego nie widzisz, to stos rozłożonych ubrań na moim łóżku, które wciąż czekają na wyprasowanie.

To, czego nie widzisz, to prawie rozpakowany lunchbox na ladzie, który musi zostać umyty, oraz na wpół przygotowany lunch na jutro, który muszę ukończyć. To, co widać częściowo w lewym dolnym rogu, to butelki i części laktatora, które należy umyć i wyparzyć, ponieważ moje dziecko lubi czasem robić strajk i nie chce ssać piersi, tylko po to, chyba aby sprawdzić moje zdrowie psychiczne.

To, czego nie widzisz, to jeden pies w średnim wieku i jeden geriatryczny, któremu powierzono misję zniszczenia mego ducha, zostawiając na dywanie prezenty zrobione z płynów ustrojowych.

To, czego nie widzisz, to ataki paniki, które pojawiają się, gdy wszystko staje się zbyt trudne i przypływ adrenaliny, który wywołuje reakcję walki lub ucieczki, gdy dziecko jest niepocieszone, a przedszkolak krzyczy i buntuje się. Gdy nie mogę złagodzić chaosu w moim umyśle i uciekam w stan szaleństwa i dysocjacji.

To, czego nie widzisz, to sterta ostatnio zamówionych książek o dzieciach, o rodzicielstwie, książek o lęku i o depresji poporodowej, które są ułożone na moim stoliku do kawy, z których żadna nie była czytana, a nawet otwarta, ponieważ sen zawsze ma pierwszeństwo.

To, czego nie widzisz, to łzy. Łzy matki, która przez cały czas czuje się przytłoczona. Mama, która myśli, że zawodzi. Mama, która nie ma pojęcia, jak zatrzymać uderzenie, kopanie i krzyki. Mama, która nie ma pojęcia, jak pomóc dziecku nauczyć się samodzielnie spać. Mama, która musi wiedzieć, że inne mamy mają dokładnie tak samo, ponieważ przetrwanie niektórych dni dzięki temu staje się możliwe. To jest trudne. Wszystko w tym jest trudne. Wychowywanie jednego dziecka, podczas gdy mój mąż podróżuje do pracy, to już wyzwanie, ale solówka z dwoma to zupełnie inna bestia.

Macierzyństwo to bestia. Jest to piękna, niesamowita bestia, ale mimo to bestia. W niektóre dni suszę i prostuję włosy. W niektóre dni wychodzimy z domu i świetnie się bawimy. W niektóre dni płaczę bardziej niż moje dzieci. W niektóre dni uśmiecham się i tulę moje dzieci, a czasami czuję się osaczona, uwięziona w cyklu karmienia, zmian pieluszek, sprzątania, uspokajania i negocjacji, które nigdy się nie kończą i łamią moje zdrowie psychiczne. W niektóre dni nie jestem do końca pewien, czy wszystko będzie dobrze. W niektóre dni chcę włamać się do baru przed 10 rano, ale zamiast tego wybieram miskę chipsów – ładunek, który przenosi mnie do następnych godzin.

Dzięki Bogu za węglowodany.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...