Koniec z wywiadówkami. Polska szkoła znalazła sposób, który (nie)wszystkim się spodoba

Zamiast wywiadówek w szkołach mogą odbywać się spotkania trójstronne. Uczniom nadaje się podmiotowość.
Zamiast wywiadówek w szkołach mogą odbywać się spotkania trójstronne. Uczniom nadaje się podmiotowość. fot. Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta
Zmiana może obnażyć poważne problemy nie tylko w relacjach nauczyciel-uczeń, ale i rodzic-dziecko. Czy współczesny człowiek potrafi mówić dobrze o innych?

Tak jest dziś...
Wyobraźcie sobie wywiadówkę. Zazwyczaj wygląda ona w wielu szkołach podobnie. Zbierają się rodzice, oczywiście zarówno ci, którzy zdążą dojechać z pracy, bo reszta stoi w korkach (oficjalnie), jak i ci, którzy na takich zebraniach czują się jak ryby w wodzie i pojawiają się już pół godziny wcześniej z niecierpliwością przebierając nogami. W końcu można swobodnie ponarzekać, obarczyć winą za wszelkie niepowodzenia dziecka nauczycieli i innych rodziców, (bo nie potrafią wychować dzieci), co wpływa na to, że czyjeś "biedne dziecko" dostaje uwagi.



Idźmy dalej. Teraz spójrzcie do tyłu, tam siedzą rodzice dzieci, którzy nie spodziewają się po wywiadówce ani żadnych newsów, ani też nie liczą na otrzymanie jakichś pozytywnych informacji. Patrzą w niewidzialny punkt lub co odważniejsi zerkają w smartfony ukryte pod ławkami. Nauczyciel wyraźnie zmęczony i znudzony prowadzeniem zabrania, przechodzi punkt po punkcie do spraw, które musi omówić. Liczy po cichu, że nikt nie będzie zadawać pytań i zaraz wszyscy rozejdą się do domów. Spójrzcie teraz do przodu, to tu często gromadzą się nadgorliwi rodzice, oni mają sporo pretensji i pytań, bo wychodzą z założenia, że to szkoła ma wychowywać i uczyć i to od pedagogów oczekują wytężonego wysiłku.

No i mając ten obraz przed oczami, wyobraźcie sobie, że nauczyciel każe wam powiedzieć publicznie coś dobrego na temat waszego dziecka. Mało tego. Spróbujcie sobie wyobrazić, że nauczyciel zaczyna zebranie od wskazania pozytywnych cech waszego dziecka i od udowodnienia jakie postępy w nauce i kontaktach z rówieśnikami uczynił przez ostatni rok. Czy widzicie swoją minę, gdy zrozumiecie, że już nigdy więcej nie pójdziecie na wywiadówkę? Zamiast tego, nauczyciel zaprosi was i wasze dzieci na spotkanie, gdzie wspólnie omówicie bieżące sprawy. Ustalicie kwestie wycieczek, przedstawień, poznacie się bliżej. Taka idealna wizja szkoły.

No i teraz najlepsze na koniec. Takie szkoły już istnieją. W Polsce.

Wywiadówka inaczej? Czy to naprawdę możliwe?
Budząca się szkoła to inicjatywa, której celem jest propagowanie kultury uczenia się opartej na rozwoju potencjału uczniów, nauczycieli i szkół. To dzięki akcjom przez nich wymyślonym i rozpowszechnianym, coraz więcej dobrego dzieje się w polskich szkołach.
dr Marzena Żylińska
Budząca się szkoła

W tym roku postawiliśmy na trzy aspekty: uczniowie jako twórcy materiału, szkolne biuro podróży oraz wywiadówki inaczej. Chodzi o budowanie pozycji uczniów, mówienie nie o nich, tylko rozmawianie z nimi. Jeśli chcemy, by to oni wzięli na siebie odpowiedzialność za swój proces uczenia się, to nie możemy ich wykluczać. Rodzice i nauczyciele podejmują decyzje za uczniów, traktują ich przedmiotowo, dzieci mają tylko słuchać zaleceń i poleceń. A ich trzeba traktować podmiotowo, nic o was bez was.

Dopuszczane uczniów do głosu, pokazywanie, że to oni tam są ważni, że my nie możemy ciągle ich urabiać, bo i tak ich przecież nie urobimy jest niezwykle ważne. Dzieci nie lubią szkoły, bo one nie mogą tu swojej podmiotowości wyrazić. Wiadomo przecież, że człowiek najintensywniej pracuje, gdy może być kreatywny.

Uczniowie mogą brać udział w spotkaniach razem z nauczycielami i rodzicami. Głównym celem takiego zebrania ma być wspólne rozwiązywanie problemów, ustalanie spraw kluczowych dla wszystkich, ale i wzajemne dowartościowywanie się. Jak zapewnia pani Jolanta Kowalska, dyrektorka szkoły podstawowej w Lubiewie, taki system działa. O dziwo, szkoła położna w woj. kujawsko-pomorskim, w gminie wiejskiej liczącej ok. 6 tys. mieszkańców jest jedną z najnowocześniejszych może nie ze względu na nowinki techniczne, ale na podejście do nauczania.
Jolanta Kowalska
dyrektorka Szkoły Podstawowej w Lubiewie

Dowiedzieliśmy się o możliwości wprowadzenia takiego modelu trójstronnych wywiadówek z programu „Szkoła współpracy”. Chodziło tu o nawiązanie współpracy pomiędzy rodzicami, uczniami i nauczycielami. Wybrana grupa osób pojechała na specjalne warsztaty, by porozumieć się z osobami z całej Polski i nauczyć się, jak przeprowadzić taką rewolucję w swojej szkole. Nasza kadra nauczycielska na szczęście przyjęła proponowane zmiany pozytywnie.

Nawet jak ktoś był początkowo oporny, to szybko się przyłączał, ale my też nie robiliśmy nic na siłę. U nas większość pedagogów ma ok. 50 lat, więc istniały obawy, że będzie sprzeciw, ale nie. Padały oczywiście słowa, że to może się nie sprawdzić, że nie wiadomo, jak to wyjdzie, ale wszyscy szybko się przekonali, bo skoro teraz robi się coś, co się nie sprawdza, to po co to dalej robić? Lepiej więc spróbować czegoś nowego.

Nie jesteśmy nauczeni mówić dobrze o innych
Niestety nie we wszystkich szkołach dyrekcja chce przeprowadzić zmiany. Niechęć nauczycieli, jak i rodziców często jest barierą nie do pokonania. Zwłaszcza że jednym z założeń tego programu jest wskazywanie w czasie takich trójstronnych spotkań osiągnięć dziecka. Okazuje się, że zarówno dla nauczyciela, jak i rodzica, jest ogromnym problemem opowiedzenie publicznie o dobrych i złych cechach zarówno swoich, jak i innych.

– Wynika to z kultury błędu – podkreśla dr Marzena Żylińska. – Dlaczego bowiem podkreśla się dzieciom błędy na czerwono, udowadniając ile zrobili źle, a dlaczego nie zaznacza się choćby na zielono poprawnych odpowiedzi, by zrównoważyć popełnione błędy i dać sygnał, że są problemy, ale i umiejętności?
Jolanta Kowalska
dyrektorka Szkoły Podstawowej w Lubiewie

Gdy poprosiliśmy na pierwszej takiej wywiadówce rodziców o powiedzenie czegoś pozytywnego na temat dzieci, zapadło milczenie. Nauczycielom także nie było łatwo przygotować informacji o każdym dziecku, bo niekiedy trzeba było dłużej szukać tych pozytywnych cech. Szukaliśmy więc tego, w czym każde dziecko jest dobre, a to, że pomaga nauczycielowi, a to, że pięknie rysuje, o każdym można powiedzieć coś dobrego.

Tak samo jest z problemami. Przedstawiamy, nad czym rodzic z dzieckiem powinien popracować wspólnie z nauczycielem, co warto udoskonalić, co można zmienić, jak warto popracować, może zmienić metodę uczenia. To mają być wskazówki do rozwoju, a nie ocena i wskazywanie błędów. Dziś dzieci czekają na te trójstronne spotkania, zawsze odbywają się w listopadzie, raz w roku szkolnym.

Mało tego, rodzice sami przychodzą, gdy są jakieś problemy i proszą o zorganizowanie takiego spotkania trójstronnego. Ostatnio mieliśmy problem w jednej z klas i tam właśnie wspólnie rozwiązywaliśmy waśnie.

– Młodzież się zmienia, nie możemy stać w miejscu, musimy za tym podążać. Trzeba zmieniać metody nauczania – mówi pani Jolanta Kowalska i oby więcej dyrektorów brało z niej przykład.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...