Ta firma to “wybitna jednostka”. Hasła na ich koszulkach skutecznie leczą z jesiennej chandry

Zadziorne hasła i nietuzinkowe grafiki to znak rozpoznawczy Endo
Zadziorne hasła i nietuzinkowe grafiki to znak rozpoznawczy Endo Fot. materiały prasowe
Pamiętacie wczesne lata 90., kiedy szczytem modowych marzeń była bluza z bazaru z “amerykańskimi” napisami? Szara dresówka z kiepskiej bawełny, upstrzona ciągiem przypadkowo dobranych fraz: “pretty lady”, “action man” czy “wild night” była, jakbyśmy to określili dzisiaj - “must-have”. I pewnie jakby dobrze poszukać, góra od dresu z takim pastelowym sloganem też by się w jakiejś szafie znalazła. Wtedy nikogo nie obchodziło, co oznaczał, ważne, że był po angielsku. Dzisiaj na szczęście coraz więcej dziecięcych firm odzieżowych cudze chwali mniej, a wartość znajduje w rodzimych, bywa, że bardzo dowcipnych hasłach i rymowankach.

Przykładem na rynku świeci Endo - polska firma, która jako pierwsza (i jak podkreślają na swojej stronie - przez długi czas jedyna) zaczęła ozdabiać swoje koszulki i bluzy hasłami w języku polskim. I to nie byle jakimi - nad warstwą tekstową długi czas pieczę trzymała Małgorzata Strzałkowska, uznana autorka i ilustratorka książek dla dzieci. Wypracowanym przez nią unikalnym językiem “ubranka z charakterem” od Endo mówią do dzisiaj.
Aby się o tym przekonać, wystarczy rzut oka na najnowszą jesienną kolekcję.
“Gdyby taki gad dziś żył, pewnie zaraz bym się zmył” - brzmi napis na jednym z t-shirtów z “dinozaurzej” kolekcji. To oczywiście czysta ironia, bo przecież wszyscy dobrze wiemy, że żaden hardy ośmiolatek nie pogardziłby spotkaniem z tyranosaurusem. “20 metrów mam, co z tym zrobić nie wiem sam” - przeczytamy z kolei na koszulce z podobizną diplodoka. W chłopięcej kolekcji nie mogło zabraknąć miejsca dla tłuściutkich pająków (“Jestem na muszej diecie, więc mi się plecie”) oraz nieustraszonych ninja (“Nawet gdy jest dzień, chowam się w cień”). W kolekcji szkolnej dominują hasła edukacyjno-uświadamiające, skierowane do pedagogów (“Wybitna jednostka”, “Chociaż noszę granatowy, to nie jestem wybuchowy”).
U Endo dowcip ostry jak brzytwa mają również superbohaterki (“Różowy uderzył mi do głowy” mówi zamaskowana postać stojąca na tle błyskawicy) czy gimnastyczki (“Równowaga i opanowanie to nie lada wyzwanie” stwierdza akrobatka balansująca w pozycji kwiatu lotosu). Fanki przytulastych zwierzaków pokochają serię z misiami i kotami (“Kotem jestem w swej naturze, miny stroję gdy się chmurzę”), a przyszłe podróżniczki - tę z japońskimi laleczkami kokeshi (“Dzisiaj mi się przyśni kwiat kwitnącej wiśni”).
Każdy znajdujący się na bluzie, bluzce, czy koszulce tekst jest zilustrowany profesjonalną kreską doświadczonego rysownika. Endo słynie bowiem nie tylko z zamiłowania do polszczyzny, ale i dobrej oraz “nieobciachowej” grafiki. Piłkarzy, miśki, śnieżynki, ninja i superbohaterki tworzą więc rysownicy, którzy ewidentnie jeszcze nie dorośli. I w tym przypadku jest to chyba największy komplement.
Na jesień Endo przygotowało oczywiście również doły - już bez “treściwych” nadruków, za to zgodne z najnowszymi trendami dziecięcej mody. Co chyba jednak chyba ważniejsze, wszystkie elementy kolekcji - tej najnowszej, jesiennej, jak i zeszłorocznych, produkowane są z wysoko gatunkowych tkanin: jeśli bawełna - to o podwyższonej miękkości i delikatności, jeśli nadruki - to wykonywane ekologicznymi farbami wodnymi. Jeśli chodzi natomiast o dokładność wykonania, Endo zapewnia, że zdaje sobie sprawę, ile prań muszą wytrzymać ubranka dla dzieci, więc każdy element testuje pod kątem wytrzymałości.
W tym sezonie oprócz nowej kolekcji, Endo odsłania również nową stronę internetową - sprawdźcie koniecznie, jakie atrakcje się tam czają.

Artykuł powstał we współpracy z Endo.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...