Bezpłatna wyprawka? Była Minister Edukacji zdradza, jak jest naprawdę

Wyprawka dla przedszkolaka. Kto powinien ją kupić?
Wyprawka dla przedszkolaka. Kto powinien ją kupić? kot63 / 123RF
Kto ma zapłacić za wyprawkę dla przedszkolaka? MEN przerzuca odpowiedzialność na organy prowadzące, ale okazuje się, że nie wszystko tak pięknie wygląda, jak to zostało przedstawione.

Kto ma zapłacić za wyprawkę dla przedszkolaka?
Po tym, jak wielu rodziców zgłosiło się do nas z zapytaniem odnośnie tego, kto rzeczywiście powinien ponieść koszty związane z zakupem wyprawki, postanowiliśmy zgłosić się z takim zapytaniem do MEN.



W piśmie, które otrzymaliśmy od Łukasza Trawińskiego z Wydziału Informacji – Rzecznika Prasowego, jasno sformułowano, że "o artykuły higieniczne i biurowe powinien zadbać organ prowadzący". Czytaj na ten temat: Jeżeli kupiliście wyprawkę dla przedszkolaka, zrobiliście błąd. MEN tłumaczy dlaczego

Po publikacji materiału rodzice zaczęli pytać: czy te przepisy odnoszą się tylko do 6-latków, czy rodzice młodszych dzieci także są zwolnieni z obowiązku zakupu wyprawki? Okazuje się, że nie ma znaczenia, w jakim wieku jest dziecko, bo według MEN powinno dostać wszelkie potrzebne artykuły w przedszkolu.
Łukasz Trawiński – WYDZIAŁ INFORMACJI - RZECZNIK PRASOWY

Przedszkole nie może pobierać od rodziców innych opłat niż te ustalone przez organ prowadzący za korzystanie z wychowania przedszkolnego w czasie wykraczającym poza ustalony czas bezpłatnego nauczania, wychowania i opieki (nie krótszy niż 5 godzin dziennie). Rodzice płacą jedynie za wyżywienie dziecka. Zatem pobieranie dodatkowych opłat na zakup tzw. wyprawki jest niezgodne z prawem. Dotyczy to wszystkich dzieci korzystających z publicznych przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w publicznych szkołach podstawowych oraz publicznych innych form wychowania przedszkolnego.

MEN przerzuca odpowiedzialność
Zapewnienia nadesłane z MEN zaskoczyły Krystynę Szumilas, byłą Minister Edukacji Narodowej, która postanowiła napisać do nas w tej sprawie. Okazuje się bowiem, że jest tak, jak zgłaszali nam anonimowo dyrektorzy z kilku publicznych przedszkoli. MEN sporo obiecuje, ale jak się okazuje, nie ma to pokrycia w przekazywaniu odpowiednich funduszy.
Krystyna Szumilas, poseł na Sejm RP
dla Mama:Du

Pierwsza manipulacja MEN: Pieniądze, które gmina otrzymywała w postaci dotacji na wychowanie przedszkolne, MEN przeniósł do subwencji (środki zaplanowane na dotację przedszkolną w budżecie państwa na rok 2017 są o ok. 300 mln niższe od zaplanowanych na 2016 r., a subwencja wzrosła jedynie w związku z waloryzacją płac nauczycieli).Niestety, przy okazji obniżył wysokość subwencji na przedszkolaka w stosunku do subwencji na sześcioletniego ucznia (subwencja na sześciolatka w przedszkolu jest niższa niż na sześciolatka w szkole). Samorządy, a właściwie lokalne społeczności, na tej operacji straciły. Muszą uzupełnić stratę wycofania się z obowiązku szkolnego z dochodów własnych. Mniej pieniędzy zostaje im na budowę dróg, boisk, wyposażenie szkół i przedszkoli.

Krystyna Szumilas, Poseł RP
dla Mama:Du.pl

Druga manipulacja MEN: gdyby przyjąć argumentację MEN, że objęcie dzieci subwencją oświatową i bezpłatną edukacją automatycznie oznacza, że rodzice nie muszą kupować „wyprawki szkolnej”, to oznaczałoby również, że rodzice nie muszą kupować takiej "wyprawki" dla dzieci uczących się w szkołach (nauka w szkołach jest bezpłatna i objęta subwencją oświatową). Przy czym „wyprawka szkolna” rozumiana jest tu jako „narzędzia” potrzebne do nauki (kredki, długopisy, zeszyty, linijki, stroje gimnastyczne), a nie podręczniki (dzieci w przedszkolach nie korzystają z podręczników, nie są one tam obowiązkowe, a w szkołach podręczniki i zeszyty ćwiczeń są wypożyczane uczniom bezpłatne). Należałoby więc zapytać MEN, czy zakaz ponoszenia przez rodziców kosztów związanych z tak rozumianą „wyprawką szkolną” dotyczy również szkół i czy szkoły mają obowiązek kupowania ich w ramach subwencji oświatowej, podobnie jak w przedszkola.

Jak zauważa Pani Poseł, wcześniej pieniądze na zakup podręczników samorządy i dyrektorzy otrzymywali z budżetu państwa poza subwencją oświatową. Oznacza to, że stanowiły one dodatkowy zastrzyk finansowy jako odrębna dotacja. "Dzisiaj – jak twierdzi była Minister Edukacji Narodowej – zamiast rozwiązać problem i dać pieniądze stosuje metodę „to nie ja, to oni” i podobnie jak w przypadku dostosowania szkół do deformy edukacji próbuje całą winę za chaos związany z wycofaniem się z obniżenia wieku szkolnego przerzucić na samorządy i dyrektorów przedszkoli. Mając pełne usta frazesów na temat wychowania, uczy społeczeństwo, jak manipulować informacją, aby "wyjść na swoje".
Krystyna Szumilas, Poseł RP
dla Mama:Du.pl

3. Trzecia manipulacja MEN: co z kredkami dla dzieci młodszych? Rodzice mają kupić, czy nie?Jeżeli art. 10.1 prawa oświatowego obowiązuje organ prowadzący, to również w stosunku do dzieci młodszych. Nie ma to nic wspólnego z otrzymywaniem lub nie przez samorząd subwencji oświatowej. Dla porządku przytaczam art. 10 prawa oświatowego, na który powołuje się MEN i pozwalam sobie zauważyć, że dotyczy on i szkół i przedszkoli. Nie kwestionuję obowiązku zakupu artykułów higienicznych i biurowych (mydło, dziennik lekcyjny, księga uczniów) i marzy mi się takie prawo, które gwarantuje zakup przez szkoły i przedszkola całego potrzebnego uczniowi i przedszkolakowi ekwipunku, ale MEN musi dać na to pieniądze.

źródło: Mama:Du.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...