"Stałyśmy się niewolnikami własnego trybu życia. Lodowe księżniczki strzeżonych osiedli"

Samotność współczesnej matki.
Samotność współczesnej matki. Prawo autorskie: tomsickova / 123RF Zdjęcie Seryjne
"O matko, jakbym czytała o sobie" – piszą matki pod wpisem blogerki. O tym powinno się głośno mówić!

Właśnie wróciłaś ze szpitala ze swoim pierwszym dzieckiem. Może czekałaś długo na tę chwilę, a może nie, może planowałaś ten dzień od lat, a może ciąża cię zaskoczyła – nie ma to znaczenia. Bez względu na miłość, jaką darzysz dziecko, przychodzi taki moment, gdy „dopada nas podstępnie ten krzyk duszy”.⠀



„Ten moment, gdy zostajecie same z m niemowlakiem, a maż wychodzi do pracy. Jeszcze klucz szczęka w drzwiach, a wy już modlicie się, żeby wrócił... Patrzycie na zegarek i w nerwach przeliczacie, ile to godzin jeszcze zostało?” - tak opisuje to „Mama lekarz rodzinny".

Samotność współczesnej młodej matki
Nie jest to baby blues czy depresja poporodowa, więc nie musisz jej leczyć. Niby wszystko wydaje się w porządku, mimo to pojawia się i niewiele można z nią zrobić.
To samotność współczesnej młodej matki. Kobiety, która nie mieszka w domach wielopokoleniowych, która nie ma obok siebie matki, babki, bo przecież jest niezależna. Tylko ta niezależność w przypadku młodej matki, której mąż większość dnia jest w pracy, trochę zaczyna uwierać.

„Częściowo to koszt współczesnej niezależności, naszym rodzicom nawet nie śniło się, by mieszkać na swoim. Wiele z nas wychowywało się w domach wielopokoleniowych na jednej gromadzie, a teraz my kobiety z wielkich miast stałyśmy się zakładniczkami swoich mieszkań”.

Lodowe księżniczki strzeżonych osiedli
Blogerka nazywa współczesne kobiety „lodowymi księżniczkami strzeżonych osiedli”. Zarzuca nam, że jesteśmy „niewolnikami własnego trybu życia, intensywne tempo, praca, wykształcenie, ambicje i nagle przychodzi poród. Huragan, chaos, godziny mijają w ślimaczym tempie, co jest!?”. I wiecie co? Nikt się nie oburza. Tysiące kobiet przyznają jej rację lajkując post, komentując i udostępniając.

Dla autorki wpisu ratunkiem okazał się krąg mam, spotkania dla mam z dziećmi. „Odżyłam, zrozumiałam, że brakuje mi ludzi, zrozumienia. Żebym czuła, że jestem w porządku, a nie jak roszczeniowe ufo. Takiego wspierającego kręgu kobiet, bo do wychowania potrzeba nie mamy, nie rodziców, ale całej wioski...”.

Pomyślcie o waszych koleżankach, kuzynkach i wszystkich młodych matkach, które teraz przechodzą przez ten piękny, ale trudny okres i może nie mają wsparcia, które odnalazła blogerka. Udostępnijcie ten tekst dla nich.

Jest jeszcze jedna rzecz związana z macierzyństwem, o której się nie mówi...⠀ To chyba większe tabu niż baby blues, czy...

Opublikowany przez Mama lekarz rodzinny na 21 sierpnia 2017
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...