"Nie należę do paczki mam i to jest w porządku". Ona wybrała życie w matczynym odosobnieniu

"Nigdy nie doświadczyłam wsparcia grupy innych matek i to też jest w porządku".
"Nigdy nie doświadczyłam wsparcia grupy innych matek i to też jest w porządku". 123rf.com
Grupy dla mam, kawiarnie dla matek z dziećmi, spontanicznie tworzące się "paczki" na placach zabaw. Miejsc i okazji, w których matki mogą dzielić swój czas, towarzystwo i doświadczenia jest coraz więcej. Tylko czy każda chce z nich korzystać?

Okazuje się, że nie. Jedna z matek opublikowała tekst, w którym mówi wprost – Nie należę do żadnej "paczki" mam i jest mi z tym dobrze – i chociaż nie krytykuje więzi, które mogą matki łączyć, sama ich nie doświadcza.

Taka nasza natura, każdy odnajduje się w swojej rzeczywistości. Czasem również tej zamkniętej i niedostępnej dla innych.

"Jestem szczęśliwa, że tego nie przeżywam"
Może dlatego, że jestem introwertyczką, a może dlatego, że jestem mamą, która swój czas spędza w domu z dziećmi.

Być może dlatego, że jestem sarkastyczna lub dziwna. Nie wiem, jaki jest konkretny powód, jednego jednak jestem pewna – nie należę do "paczki mam" i uczę się, że to jest w porządku.

Kłamałabym, gdybym powiedziała, że nie jestem zazdrosna o te matki, które takie matczyne przyjaciółki mają.

Oglądam zdjęcia z serwisów społecznościowych matek, które wychodzą razem. Czytam posty, w których matki wyrażają swoją wdzięczność za kobiece "plemiona", na których mogą polegać.

Jeżdżą razem na wakacje lub organizują wspólne zabawy z dziećmi. Wymieniają się między osobą opieką nad dziećmi. Są praktycznie nierozłączne.

Nie krytykuję tego. Myślę, że to wspaniałe, gdy kobiety się kochają, zachęcają i wspierają nawzajem. Myślę, że świat może się zmienić, gdy grupa kobiet się połączy i zdecyduje, że zrobią coś epickiego.

Mogę być jednak jednocześnie szczęśliwa, że tak się dzieje i jeszcze bardziej szczęśliwa, że ja tego nie przeżywam. Jestem matką, żyjącą trochę na "rodzicielskim marginesie społecznym".

To nie tak, że nie mam znajomych mam. Mam inne przyjaciółki, z którymi od czasu do czasy wymieniam się doświadczeniami, nie organizujemy jednak pidżamowych imprez do białego rana, podczas których tworzymy krąg matczynych opowieści. Nie mam swojej "paczki mam".

To rzecz jasna ma swoje wady. Gdyby zdrowie mnie zawiodło i potrzebowałabym zmiany przy moich dzieciach nie mam wielu ludzi, do których mogłabym zadzwonić.

(…)Idea "plemienia", w którym ktoś zawsze wyciągnie rękę, by pomóc tobie i cię wesprzeć jest bliska mojemu sercu.

NIgdy jednak jej nie doświadczyłam.

I to jest w porządku.

Nie jest mi żal.

Lubię siebie. Lubię moją sytuację. Podoba mi się fakt, że nie mam dodatkowych zobowiązań, a w mojej skrzynce odbiorczej nie zalegają wiadomości o tym, kto dziś zajmie się czyim dzieckiem. Jestem nieco bardziej niezależna i autonomiczna i świetnie mi z tym.

Słyszałam, że kiedy moje dzieci pójdą do szkoły, nawiążę z rodzicami znajomych moich dzieci "szkolną więź". Być może wtedy będę miała swoje "plemię". W tej chwili akceptuje jednak to, gdzie jestem.

Źródło: Scary Mommy

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...