Powstała pierwsza porodówka dla kobiet, które podjęły niezwykle trudną decyzję

Pierwsza w Polsce porodówka dla kobiet, które urodzą dziecko nieuleczalnie chore powstała we Wrocławiu.
Pierwsza w Polsce porodówka dla kobiet, które urodzą dziecko nieuleczalnie chore powstała we Wrocławiu. nataliaderiabina / 123RF
"W końcu!" – powiedziała Monika, która dowiedziała się o planach Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Dla wielu kobiet takie rozwiązanie będzie wybawieniem
Każda kobieta w czasie porodu zasługuje na najlepsze warunki. Do tej pory wiele ciężarnych, które poroniły, miały zagrożoną ciążę albo rodziły dziecko nieuleczalnie chore, żaliło się, że muszą przebywać na sali razem z innymi kobietami, które nie doświadczyły straty. Jest to bardzo trudne doświadczenie zarówno dla tych mam, którym trudno cieszyć się z narodzin dziecka, widząc ból innej matki, jak i dla kobiet pogrążonych w rozpaczy, zmuszonych patrzeć na dzieci innych matek bezpiecznie utulonych w ich ramionach.
Pierwsza w Polsce wydzielona sala porodowa dla kobiet, które wiedzą, że ich dziecko urodzi się nieuleczalnie chore, może być rozwiązaniem dla wielu kobiet. Uniwersytecki Szpital Kliniczny jest pierwszą placówką, która umożliwi zrozpaczonym matkom pożegnać się w ciszy i spokoju ze swoim maleństwem. I nie ma tu miejsca na dyskusję czy warto i czy powinno się rodzić dzieci z ciężkim i nieodwracalnym upośledzeniem, które nie pozwoli mu żyć czasem dłużej niż kilka godzin, albo dni. Taka sala jest przeznaczona dla tych rodziców, którzy podjęli niezwykle trudną decyzję i zdecydowali się przejść przez długi i bolesny poród, by ujrzeć choć przez chwilę swoje dziecko.

"Musiałam udawać, bo nie chciałam psuć im nastroju"
Monika lat 34, nie miała takiej możliwości i bardzo źle to wspomina.
Monika, 34 lata

Wiedzieliśmy już od początku ciąży, że coś jest nie tak. Z tygodnia na tydzień dowiadywaliśmy się coraz więcej wstrząsających szczegółów, a lista schorzeń naszego synka stale się wydłużała. Byliśmy pewni, że chcemy rodzić, nie wiem, czy dla uzyskania pewności, że lekarze się nie pomylili, z egoizmu, by zobaczyć własne dziecko, czy też, by choć przez chwilę poczuć się rodzicami. Lekarze mówili i ostrzegali, że nasz Krystianek nie będzie mógł przeżyć dłużej niż kilkanaście godzin. Bałam się tego, co nas czekało, ale świadomie zdecydowaliśmy się na to.

Gdy nadszedł dzień porodu, trafiłam na salę ogólną. Czekaliśmy na decyzję, czy poród będzie wywoływany, czy też zostanę zabrana na cesarkę. Patrzyłam na te wszystkie żartujące, choć trochę przestraszone kobiety i zastanawiałam się, ile z nich urodzi zdrowe dziecko i za 3 dni pojedzie z nim do domu, gdzie czeka już łóżeczko, wózek i masa kolorowych ciuszków. Ja kupiłam tylko 3 zestawy, tak na wszelki wypadek…

Trudno było mi odnaleźć się wśród tych mam, musiałam udawać, bo nie chciałam im psuć nastroju. Wyobrażacie sobie, że nagle na środku sali pełnej świergoczących przyszłych mam wychodzę ja i mówię, że przyszłam urodzić dziecko, które umrze po kilku lub kilkunastu godzinach? Poród odbył się poprzez cc i choć początkowo oponowałam, jestem dziś wdzięczna. Nie wiem, czy trauma nie byłaby jeszcze większa po porodzie naturalnym. Mój synek żył dwanaście godzin, a my z mężem mogliśmy się nim nacieszyć tylko dzięki temu, że udało nam się zdobyć prywatną salę, za którą zapłaciliśmy.

Potem musiałam jednak trafić na salę ogólną, na szczęście tym razem położono mnie na patologii ciąży, gdzie nastroje bywają różne, a ja nie musiałam patrzeć na cudowne małe bobaski owinięte w kolorowe kocyki. Mojego syna już nie było i widok małych dzieci nie był dla mnie pomocny. Myślę, że kobiety w takiej sytuacji, jak ja, powinny mieć zapewnione warunki, by mogły z dala od innych mam, przeżyć w ciszy i spokoju swoją stratę.

Szpital we Wrocławiu wychodzi właśnie naprzeciw oczekiwaniom takich kobiet jak Monika. Oprócz odrębnej sali, każda z nich otrzyma także pomoc ginekologa oraz psychologa.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...