Upalny dzień w mieście, czyli jak radzono sobie z wysokimi temperaturami w PRL-u

screen / facebook.com/narodowe.archiwum.cyfrowe
Mazury czy Bałtyk? W kraju czy za granicą? Współcześnie wybór kierunku na wakacyjny wyjazd ogranicza tylko wyobraźnia, bo oferty turystyczne są coraz bardziej atrakcyjne i często wcale nie takie drogie. Kiedyś ludzie nie mieli aż tylu możliwości na gospodarowanie swoim czasem. Na jakich atrakcjach upływał czas w PRL-u, gdy tylko nieliczni mogli pozwolić sobie na ekskluzywne zagraniczne kurorty? Jak umilano sobie dni w rozgrzanym mieście?

Okres wakacyjny w PRL-u na pewno miał swój urok. Chociaż dzisiaj określenie, że coś jest "peerelowskie" kojarzy się raczej pejoratywnie i niezachęcająco, dla wielu urlop w ośrodkach wczasowych lub kempingu, mielonka, butla gazowa czy kilkugodzinna podróż w nagrzanym pociągu budzą miłe wspomnienia. Bo chociaż kiedyś ludzie mogli pozwolić sobie na znacznie mniej, a ich wolny czas nie był organizowany na takim poziomie jak obecnie, zdjęcia i dokumentacje wskazują, że doskonale sobie radzili.

Zakłady "Poldrob" w Siedlach. Kobieta układa konserwy mięsne przeznaczone na eksport, oznaczone etykietami z napisami w...

Opublikowany przez Narodowe Archiwum Cyfrowe na 25 listopada 2016

Przełomem był rok 1952, kiedy władze komunistyczne ogłosiły, że "Obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej mają prawo do wypoczynku". Z perspektywy czasu taki zapis budzi wesołość i na pewno z przymrużeniem oka należy traktować górnolotne plany, że w tym momencie każdy pracownik otrzymuje możliwość poznania najpiękniejszych zakątków Polski. Dla wielu jednak faktycznie była to okazja, by pierwszy raz wyjechać z miejsca zamieszkania. Jak jednak radzili sobie ci, którzy lato spędzali w mieście?



Koniecznie na basen - Pływalnia na Stadionie Legii
Nazywana również Basenem Północnym. Szczególną atrakcją obiektu była 10-metrowa skocznia i trybuny, na których zmieścić się mogło 2500 osób. Miejskie baseny w upalne dni przeżywały prawdziwe oblężenie i to nie tylko dlatego, że dawały możliwość schłodzenia się, ale były miejscami spotkań towarzyskich.
W Warszawie niemniej popularna była RKS 'Skra' przy ul. Wawelskiej.

Saturatory
Ten cudowny wynalazek starsi wspominają z rozrzewnieniem, a młodsi nie wyobrażają sobie, jak można było pić wodę ze szklanki ledwie opłukanej po innym spragnionym - nie bez powodu sprzedawana z saturatorów woda sodowa (z sokiem lub bez) nazywana była gruźliczanką. Kogóż to jednak obchodziło, gdy w sklepie pusto, a łyk zimnej wody był marzeniem? Nawet pomimo tego, że w latach 70. w Polsce pojawiła się Coca-Cola i Pepsi-Cola, to do lat 90. na ulicach spotkać można było wózki z wodą sodową - głównie dlatego, że inne napoje wciąż były produktem deficytowym.


Gdy na basenie nie ma miejsca - fontanna lub rzeka
Obecnie mało kto pokusiłby się o zanurzenie nóg (a co dopiero całego ciała!) w miejskiej fontannie. Każdego roku sanepid wydaje oświadczenia, że jest to ryzykowne, lepiej unikać kontaktu z wodą, by chwili przyjemności nie przypłacić zdrowiem. A kiedyś? Z równą ochotą kąpano się i w fontannach, i w Wiśle.

Kraków - plaża nad Wisłą - chłopcy niosą dziewczynę, 1940, niemieckie zdjęcie propagandowe. https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/8335/bb68dc1bbfbd083424a558bbbf8016b3/

Opublikowany przez Narodowe Archiwum Cyfrowe na 10 stycznia 2017

Tańce i śpiewy
Uwielbiamy tańczyć. W miastach pojawia się coraz więcej plenerowych knajp, gdzie poza wypiciem złotego trunku można bawić się do rana. Podobnie było kiedyś - czy odpoczywając w mieście, czy poza miejscem zamieszkania, ludzie w pełni oddawali się chwili. Szczególnie wieczorem, pod chmurką, wymęczeni upałem i w towarzystwie napojów wyskokowych. Bo nawet od odpoczywania trzeba nieraz odpocząć :)

Za nami tydzień wakacji! Jak kiedyś czas wolny od szkoły spędzały polskie dzieci? Zobaczcie na naszych archiwalnych fotografiach.

Opublikowany przez Narodowe Archiwum Cyfrowe na 29 czerwca 2017

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...