Skandaliczna rada, którą najczęściej słyszą dzieci, gdy mają problemy z rówieśnikami

Tych słów nigdy nie powinniśmy mówić dziecku, które ma problemy z przemocą rówieśniczą.
Tych słów nigdy nie powinniśmy mówić dziecku, które ma problemy z przemocą rówieśniczą. Prawo autorskie: jovannig / 123RF Zdjęcie Seryjne
Te słowa nie mogą padać z ust rodzica! Możemy mówić: "Nie wszyscy będą cię w życiu lubić", bo to jest prawda, ale oby żadne dziecko nie usłyszało od swojego rodzica...

O klęsce etatowych pedagogów, która czasem zmusza nas, byśmy sami walczyli o nasze dziecko za wszelką cenę, mówi dr Aleksandra Piotrowska, współautorka książki "Nastolatki pod lupą".

W wieku dojrzewania często pojawia się problem przemocy rówieśniczej. Jak dowiedzieć się, co się dzieje w towarzystwie, w którym jest nasze dziecko?

Po pierwsze obserwować jego zachowania, ale bywa, że nie mamy do tego zbyt wielu okazji, bo przecież to już jest okres, kiedy nasze dziecko dużo czasu spędza bez towarzystwa dorosłych, lecz w grupie rówieśniczej. Jeśli widzimy, że wraca ze spotkania z kolegami bardzo przygnębione lub bardzo wściekłe i że to się powtarza, no to jest spore prawdopodobieństwo, że coś z tą grupą rówieśniczą dzieje się nie tak. To musimy troszeczkę pogłówkować, jak skłonić dziecko do rozmowy na ten temat – np. zaaranżować wspólne robienie czegoś, stwarzać takie okazje, w których byłaby większa szansa, że się nastolatek przed nami otworzy i będzie chciał coś powiedzieć. Bywa, że łatwiej nam będzie pogadać z jego kolegą.

Możemy oczywiście aranżować sytuacje, kiedy będziemy mieć okazje do poobserwowania swojego dziecka w grupie, np. proponować wspólny pobyt w weekend na działce z jego rówieśnikami. Czyli tworzyć sytuacje, w których będziemy mieli szansę dowiedzieć się czegoś. Dziecku należy się także wyraźny komunikat informujący, że dostrzegamy istnienie problemu i naprawdę chcemy spróbować pomóc.

Bardzo ważne jest to, żeby pokazywać dziecku, nawet jeśli ono ewidentnie popełnia błędy, nawet jeśli sądzimy, że jego kłopoty rówieśnicze nie są całkiem niezawinione — to jednak pokazywać, że jesteśmy z nim, że może liczyć na nasze wsparcie. Jeśli chce posłuchać naszej opinii na ten temat, to zawsze możemy ją wygłosić, ale — co też bardzo ważne — by raczej reagować wypowiedziami typu "Ach, to masz bardzo poważny problem, trzeba z nim koniecznie coś zrobić. Co można zrobić?”. Czyli raczej pobudzać dziecko do tego, żeby próbowało samo wymyślić jakieś rozwiązania, niż np. lecieć z awanturą do rodziców rówieśnika, który jest powodem nieszczęścia. Czyli trzeba dbać o to, żeby nie zrobić czegoś, co, zamiast pomóc, jeszcze bardziej skomplikuje życie rówieśnicze naszemu dziecku, wystawi je na kpiny i wyśmiewanie przez kolegów.

Nikt nie zasługuje, by być ofiarą przemocy
Trzeba mieć świadomość, że kłopot z rówieśnikami to nie jest problem rodziców i to nie oni mają go rozwiązać, to jest problem dzieci, tylko to nie znaczy, że dzieci mają być z tym problemem pozostawione same sobie. Po pierwsze dziecko musi być przeświadczone, że nikt nie zasługuje na to, by być ofiarą przemocy. Nasza niezgoda i potępienie stosowania zachowań przemocowych powinny być wyraźne, wielokrotnie wobec dziecka powtarzane. Rady pod adresem dziecka pt. "Takie jest życie, trzeba umieć zacisnąć zęby", czy „Nie zwracaj na to uwagi, to tylko wygłupy” są radami skandalicznymi i nie mogą ze strony rodzica padać. Rodzić może mówić "Nie wszyscy będą cię w życiu lubić”, bo to jest czysta, żywa prawda, ale oby żadne dziecko nie usłyszało od swojego rodzica wtedy, kiedy przychodzi z siniakiem pod okiem, że takie jest życie i tak czasem trzeba to znosić.

Jeśli widzimy, że dzieje się coś, z czym nasze dziecko sobie ewidentnie nie radzi i jednocześnie nie bardzo chce z nami o tym rozmawiać, to pomyślmy, że z różnych względów dzieci często krępuje poczucie wstydu, nie chcą się przyznawać przed innymi, że są ofiarą prześladowań, bo czują się w ten sposób jeszcze słabsze. Takie przyznanie jest dodatkowym czynnikiem traumatyzującym dla niektórych, szczególnie jeśli bardzo często słyszeli od nas, że „chłopaki nie płaczą”, że w życiu trzeba być twardym.
Trzeba w takiej sytuacji zapewnić dziecko o chęci zrozumienia jego problemu i gotowości udzielenia pomocy, rozważenia z nim możliwych do podjęcia w tej sytuacji działań. Bardzo ważne, żeby dziecko czuło z naszej strony wsparcie, nawet jeśli samo nie jest bez winy. To nasz rodzicielski obowiązek, nasza powinność.

W takich sytuacjach zdecydowanie powinniśmy szukać kontaktów z wychowawcą, pedagogiem, z osobą, która zawodowo zajmuje się pracą z młodzieżą. No gorzej, jeśli pedagog jest skoncentrowany głównie na rachunkach lub historii. Można próbować porozmawiać z rodzicami dzieci, które są sprawcami przemocy wobec naszej pociechy, ale nie ma gwarancji, że ci rodzice będą się różnić sposobem postępowania od swoich dzieci. Wtedy wspólnie ze swoim dzieckiem próbujemy wymyślić, jakie zachowania można zrealizować, żeby sobie z tym poradzić. Czasami np. wystarczy, że się przetrenuje na chłodno, w spokojnej domowej atmosferze, jak np. dziecko może odpowiadać na różnego rodzaju zaczepki słowne. Trzeba dążyć do wypracowania kilku słów, zdania, które dziecko powinno sobie silnie utrwalić, tak żeby w sytuacji zdenerwowania móc z siebie wyrzucić z odpowiednią mimiką i intonacją. Trzeba przetrenować potencjalne zaczepki i sposoby reagowania na nie. Takie przećwiczenie „na sucho” sprawia, że kiedy już taka sytuacja naprawdę ma miejsce, mniej się dziecko denerwuje, bo już ją wcześniej wraz z Wami przemyślało. Tego typu działania jednak wymagają sporego opanowania i dużej dozy samokontroli ze strony naszego dziecka.

Ja zawsze odbieram takie sytuacje jako przypadki klęski i porażki etatowych pedagogów, którzy czegoś złego nie zauważają, nie interweniują tam, gdzie powinni. Rodzic się skarży wychowawcy, że jego dziecko regularnie wraca zapłakane, albo oplute, albo ma czapkę wyglądająca jak szmata, bo okazuje się, że wszyscy sobie nią buty wycierali. Jeśli wychowawca reaguje w stylu "Bo to nastolatki, a nastolatki to zawsze tak mają" to my już wiemy, że nie znajdziemy sprzymierzeńca w tym człowieku i wtedy sami musimy o nasze dziecko za wszelką cenę walczyć, udzielać wsparcia, nie dołować dodatkowo, tylko wspierać, bo kto je wesprze, jeśli nie my.

Artykuł powstał we współpracy z wydawnictwem Zielona Sowa

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...