"Tworzycie zamknięte kliki. Zwyczajna matka nie ma do nich dostępu" – apel do kobiet

Smutna opowieść...
Smutna opowieść... kiatipol / 123RF
"Podjeżdżam pod szkołę z dzieckiem i idę do szatni. Nikt mnie nie całuje w policzki, nikt nie zagaduje. Za stara jestem? Za brzydka? Za głupia, czy może po prostu źle ubrana?"

Ten list, przysłała nam nasza czytelniczka. Jest w nim sporo goryczy, ale i trochę prawdy. Brak wspólnoty i wsparcia pomiędzy mamami to problem, który niepokoi. Nie jest tak, by wszyscy musieli się lubić, bo nie o to chodzi, ale wykluczanie z kręgu wtajemniczonych boli bez względu na wiek.
Ania, lat 33

Ok, jestem może zwyczajna. Mam zwykłego męża i zwyczajne dzieci. Wyglądam też dość normalnie, farbowane włosy, ubrania z sieciówki, hybrydy na paznokciach. Nie lubię specjalnie się stroić, bo często jestem w biegu. Jeżdżę samochodem ze średniej półki, bo mam średnie zarobki. Nie najniższe też rzecz jasna, możemy sobie pozwolić z mężem na zagraniczne wyjazdy wakacyjne, ferie w górach, nie jest najgorzej. Nigdy nie inwestowałam za mocno w swój wygląd z braku czasu i chęci. Lubię nałożyć czasem elegancki ciuch, ale nie mam ciśnienia, trampki są dla mnie ok.

Gdy jednak podjeżdżam pod szkołę, by odstawić dzieci, widzę, że ta moja zwyczajność ma swój finał. Nikt do mnie nie pochodzi, nikt mnie nie zaczepia informując o najświeższych ploteczkach. Nie wiem kto z kim, kto gdzie, za ile i po co, bo nigdy nie byłam w centrum wydarzeń. Pamiętam, że w szkole też było tak samo. Gwiazdy szkolne grzały się w moim cielęcym zachwycie, bo zawsze miałam poczucie bycia gorszą. Dziś więc widząc, że po raz kolejny zostałam odstawiona na boczny tor przez mamy kolegów moich dzieci, uciekam.

Wiem, że może to trochę była moja wina, nigdy nie miałam zbyt wiele czasu na to, by postać pod szkołą i zdobyć przychylność innych mam. Pośpiech na pewno ma znaczenie, ale myślę też, że mój brak skłonności do szczegółowego omawiania wszystkiego i wszystkich. Niektóre mamy wyglądają rano tak dobrze, że mam aż ochotę krzyczeć. Idealnie dopasowane ciuchy, ubrania ze sklepów, do których raczej nie zaglądam, perfekcyjne fryzury i makijaże. Zawsze przyjeżdżają do szkoły na czas, mają czas porozmawiać, wymienić się nowinkami, ściszając głos, gdy przechodzę. No bo ja nie jestem z ich "kliki".

W pracy skupiam się na jak najszybszym wykonaniu zadań. Wiem, że muszę się wyrobić, by jak najwcześniej wyjść z pracy i pędzić po dzieci. Nie mam czasu na długi lunch, nie mam czasu na kawkę. Część koleżanek się ze mnie śmieje, że taka mrówka robotnica, a te, które mnie rozumieją, tez siedzą cicho przy komputerze. Nie mamy czasu na pogaduchy, choć pewnie miałybyśmy o czym. Wieczorem czasem zaglądam na Facebooka. Wiem, że jest wiele grup dla różnych mam, ale jakoś nie mogę się przełamać, żeby dołączyć. Wydaje mi się to takie nierzeczywiste, żebym o swoich problemach i rozterkach rozmawiała z kimś w wirtualnym świecie. Mam jedną sprawdzoną przyjaciółkę od wielu lat, rozumie mnie, bo sama żyje podobnie jak ja. Mam też męża, on naprawdę pełni rolę mojego powiernika.

Czasem jednak chciałabym przynależeć do jakiejś grupy, poczuć się częścią czegoś większego, czerpać siłę z akceptacji innych osób. Chciałabym, by w szkole inne mamy zauważały moją obecność, by mnie nie odsuwały. Może jestem outsiderką, może nie mam markowych ciuchów, może czasem nie zdążę się umalować i uczesać, może moje dzieci nie zawsze mają dwie takie same skarpetki, ale nie jestem gorszą mamą od was. Tworzycie zamknięte kliki i sprawiacie przykrość innym, pamiętajcie o tym.

Czy miałyście kiedyś podobne odczucia?
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...