Hardcorowa, ale skuteczna rada dla rodziców nastolatków od psycholog dr Aleksandry Piotrowskiej

Jak radzić sobie ze zbuntowanym nastolatkiem?
Jak radzić sobie ze zbuntowanym nastolatkiem? Prawo autorskie: alenkasm / 123RF Zdjęcie Seryjne
To jeden z mądrzejszych patentów na przechodzenie przez trudne okresy w życiu. Posłuchaj rady psycholog, współautorki książki "Nastolatki pod lupą".

"Już kilka rozmów z dr Aleksandrą Piotrowską, psychologiem rozwojowym, wykładowcą akademickim i moim autorytetem w kwestiach związanych z wychowaniem i rozwojem dzieci, przekonało mnie, że warto się przygotować do wspólnego przechodzenia przez okres adolescencji naszych dzieci. Potężna porcja wiedzy, ale też pozytywne podejście, które można podsumować w kilku słowach: „Szanuj dziecko, ufaj mu, pozwól na bezpieczne eksperymentowanie, bądź drogowskazem, nie ograniczaj”, pozwolą rodzicom mądrze wspierać dziecko, a dziecku – w przyjaznej atmosferze przeżyć ten niełatwy (przede wszystkim dla niego) czas" - napisała Ewa Świerżewska we wstępie swojej książki "Nastolatki pod lupą".

Temat dojrzewania budzi wiele obaw wśród rodziców. Postanowiliśmy go zgłębić i zadać kilka pytań współautorce książki, psycholog dr Aleksandrze Piotrowskiej. Rozmawialiśmy z nią o samoocenie, motywacji, tolerancji i szacunku.


Czy samoocena odgrywa kluczową rolę w tym, jak nasze dziecko przejdzie przez okres dojrzewania?

Kiedy tylko ta struktura poznawcza zaczyna się u nas kształtować, a to jest przecież w okresie, gdy jesteśmy przedszkolakami i to bardzo wczesnymi, to potem przez cały czas do końca naszego życia jest strukturą bardzo wyraźnie wpływająca na nasze zachowanie. Nie jest oczywiście stabilna, jak mówię o samoocenie odnośnie do przedszkolaka, to mówię o strukturze, która dopiero powstaje, kształtuje się, nie jest także stała w okresie, kiedy mamy lat naście i to jest jedna z przyczyn kłopotów.

Samoocena ma bardzo duży wpływ na to, jak my odbieramy i interpretujemy zachowania innych wobec nas, np. czy jakiś uśmiech ze strony przedstawiciela płci przeciwnej odbierzemy jako uśmiech „ktoś stara się o moje względy”, czy „on naigrawa się ze mnie”. W takich wszystkich niejednoznacznych sytuacjach to w bardzo dużej mierze samoocena jest czynnikiem, który odpowiada za to, jak my będziemy interpretować to, czego doświadczamy, co się nam przydarza, a przecież nastolatek ma takich sytuacji wyjątkowo dużo. Dlaczego? Bo jest on wyjątkowo egocentryczny. Jest, z rozwojowych względów, skoncentrowany na sobie z wyraźnym efektem audytorium. Jest przeświadczony, że gdzie by się nie ruszył, tam wszyscy się na niego gapią, wszyscy słuchają, co on mówi, wszyscy oceniają. To niekoniecznie odpowiada prawdzie, ale tak myśli.

W tym okresie życia jesteśmy przeświadczeni, że inni zwracają na nas uwagę, ale to jest taka uwaga niekoniecznie życzliwa, tylko taka z gotowością do poddawania ocenie i do krytykowania. To, jak interpretujemy to, co nam się przydarza ze strony innych ludzi, naprawdę w bardzo dużej mierze zależy od samooceny.

Dowcip polega na tym, że znów z rozwojowych względów jesteśmy w okresie dojrzewania niestabilni emocjonalnie. Bardzo łatwo u nas o huśtawkę nastrojów, o doznania ekstremalnie czarne. Poza tym jesteśmy wtedy przeświadczeni, że nikt nas nie rozumie, absolutnie nikt z nami nie chce współdziałać, wszyscy są przeciwko nam, a już na pewno wszyscy przedstawiciele świata dorosłych.

Co wtedy robić? Co mówić dziecku?

No przecież nie da się tego wytłumaczyć dziecku słowami. Myślę, że należy wykazywać się posuniętą do granic możliwości tolerancją i akceptacją, poza sytuacjami, gdy dziecko jest np. ewidentnie chamskie. Tego nie możemy akceptować, bo czy łatwiejszy, czy trudniejszy okres w wychowaniu, to jednak jesteśmy cały czas wychowawcami dziecka i musimy wyraźnie komunikować nasze podstawowe wymagania i żądać ich respektowania. Niestety w sytuacjach konfliktu z nastolatkiem dorośli – zamiast rozsądkiem – często powodują się fałszywą ambicją – myśleniem typu „nie będzie mi tutaj gnojek podskakiwał”.

Chyba tak nas nauczono, tak byliśmy traktowani w dzieciństwie i teraz przenosimy to na nasze dzieci, mimo że sami się wtedy buntowaliśmy.

Sami się wtedy buntowaliśmy, ale dziś nie bardzo mamy pomysł, jak można by inaczej postępować w takiej sytuacji. Pomysł, który Pani zdradzam, że NALEŻY BYĆ NIEZWYKLE TOLERANCYJNYM i takiemu pyskującemu na granicy niegrzeczności okazywać jednak swoją miłość i akceptację faktu, że przeżywa zdarzenia w określony sposób (choć szanując uczucia dziecka, NIE AKCEPTUJEMY sposobu ich wyrażania). Przyzna Pani, że jest to hardcorowa rada dla wielu rodziców. Każdy by raczej oczekiwał podpowiedzenia trzech magicznych słów, które podziałają jak śrubokręt i „wyregulują” zachowanie dziecka. Ale takich magicznych słów nie ma...

Bardzo ważne jest to, żebyśmy w tym okresie pamiętali, że to my jesteśmy tymi dojrzałymi, że to my powinniśmy umieć opanowywać emocje, że to my powinniśmy umieć panować nad swoją złością, irytacją, nad urażoną dumą, bo przecież takie doznania nie są nam rodzicom obce.

Przecież dziecko patrzy i uczy się przez obserwację, prawda?


Dużo bardziej niż przez werbalne tłumaczenie.
Co, jeśli widzimy, że samoocena nie jest zbyt wysoka u dziecka w wieku dojrzewania?

To jest prawidłowość rozwojowa. W tym okresie samoocena obniża się i spada na łeb na szyję. Najfajniejsza, taka stabilna i zupełnie przyzwoita jest, kiedy mamy lat 7,8,9,10, a potem następuje na parę lat okres huśtawki, niestabilności, najczęściej obniżonej samooceny.

Bardzo niewielu nastolatków jest z siebie zadowolonych. Tłumaczenie nastolatkowi, który obiektywnie rzecz biorąc, naprawdę zrobił się brzydki, niezgrabny, ma obrzydliwą cerę, ohydne przetłuszczające się włosy, że jest piękny, atrakcyjny i nie musi stosować żadnych kosmetyków, bo jest śliczny — to nie może się udać. Natomiast dbajmy o to, żeby nie dostarczać oprócz tego, co robi matka natura w tym okresie (szczególnie w tej pierwszej fazie dojrzewania, intensywnych zmian biologicznych) swoim zachowaniem, swoimi uwagami, swoimi ripostami wynikającymi np. z urażonych ambicji, nie dokładać dziecku jeszcze powodów konstatowania, że nikt na tym świecie go nie traktuje poważnie, nikt nie przejmuje się tym, co on mówi, wszyscy go lekceważą, żeby nie uaktywniać syndromu „nikt mnie nie lubi, nikt mnie nie kocha”.

Jak zmotywować takiego nastolatka?

Nie jest to sprawa prosta. Można w bardzo spokojny sposób ponawiać propozycje do podjęcia jakichś sensownych, ale dających nastolatkowi szansę na doznanie sukcesu i aktywności. Ale jeśli np. wcześniej nie przepadał - nasz syn czy córka - za aktywnością ruchową to nie wpadajmy na pomysł, że jak go w tym okresie zapiszemy, np. na judo, to mu pomożemy. Pewnie nie pomożemy, bo to jest okres pogorszonej koordynacji, pogorszonej sprawności. Ale warto zastanawiać się - może ma coś, w czym ma szansę być dobrym.

Mam takie przeświadczenie, że ruch i uprawianie sportu (ale nie mam na myśli wyczynowego trenowania w klubie, tylko taki ruch rekreacyjny) jest jednym z mądrzejszych patentów na przechodzenie przez trudne okresy w życiu. Tylko problem polega na tym, że jak ktoś już jest w tym trudnym okresie, to niekoniecznie może dawać się zmotywować do zajęcia się aktywnością fizyczną. Więc krótko mówiąc, do dojrzewania własnego dziecka powinniśmy przygotowywać się wcześniej. Jak wcześniej wciągniemy dziecko w bieganie czy w grę w szachy, to potem w tym trudnym okresie adolescencji będzie jak znalazł. To się naprawdę bardzo przyda. Ale szansa, żeby dzieciak zaczął pod naszym wpływem jakąś aktywność wtedy, kiedy ludzik ma lat 13, 15, 16 za duża nie jest. To jest okres, kiedy większą moc zmotywowania do nowych aktywności mają rówieśnicy. Jeśli my nie widzimy szansy swojego wpłynięcia na dziecko w tym kierunku, to może warto pomyśleć, czy wśród znajomych zaprzyjaźnionych rówieśników, nie możemy poszukać sprzymierzeńca, który pomoże nam zapalić dziecko do chodzenia po górach albo do uczenia się chińskiego.

Jedna rada dla wszystkich rodziców, których dzieci za chwilę wkroczą w wiek nastoletni i zaczną dojrzewać to...

Sprowadziłoby się to do tego, żeby mieć otwarte oczy, uszy i otwarty umysł. Żeby potrafić zauważać to, co przytrafia się naszemu dziecku, ale żeby potrafić zmieniać też swoje zachowania adekwatnie do tego, jak przekształca się i dojrzewa nasze dziecko. Żeby nie próbować 16-latka traktować tak samo, jak 11-latka, bo to się nie może dobrze skończyć. Nie podsuwać gotowych rozwiązań, tylko ewentualnie pomagać dziecku wypracowywać własne.

Najkrótsze podsumowanie zamknęłoby się w takim wezwaniu: „NIE TYLKO KOCHAJ, ALE I SZANUJ SWOJE DZIECKO”. Potrzeba doświadczania szacunku ze strony innych, zgody na rosnącą samodzielność jest u dojrzewającego dziecka ogromna. Ich respektowanie bardzo dodaje nastolatkom pewności i wiary w siebie.

Artykuł powstał we współpracy z wydawnictwem Zielona Sowa

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...