Naukowcy już wiedzą, dlaczego w 2018 r. wzrośnie liczba chorych na boreliozę

Kleszcze stają się prawdziwym postrachem.
Kleszcze stają się prawdziwym postrachem. natalyaa / 123RF
Odkrycia naukowców potrafią zaskoczyć, pozornie niezwiązane ze sobą zdarzenia, nagle okazują się dla siebie kluczowe.

Żołędzie, myszy i kleszcze – co je łączy?
Dwaj polscy naukowcy z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, Michał Bogdziewicz oraz Jakub Szymkowiak, idąc tropem wyników badań w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, czy Belgii, opublikowali w "Basic and Applied Ecology” artykuł potwierdzający, że ilość opadu żołędzi w lasach ma znaczenie dla wzrostu zagrożenia boreliozą. Dlaczego? Wyjaśnienie wcale nie jest takie skomplikowane.

Okazuje się bowiem, że gdy w lesie jest znacznie większy w danym roku opad żołędzi, zwiększa to tym samym populację gryzoni. Liczba myszy potrafi wzrosnąć nawet 10-krotnie. Jaki to ma związek z kleszczami? Okazuje się, że to właśnie gryzonie są nosicielami krętka boreliozy, który łatwo przekazywany jest kleszczom, a te zazwyczaj przeżywają kontakt z takim żywicielem. Są już jednak zarażeni borelioza, którą przekazują człowiekowi. Ze względu na to, że ubiegły rok obfitował w opady żołędzi, można spodziewać się znacznego wzrostu zachorowań.
Coraz więcej chorych i co dalej?
Taki rodzaj prognozowania jest np. we wschodniej części Stanów Zjednoczonych, gdzie z uwagi na opady żołędzi ostrzega się mieszkańców przed zwiększonym ryzykiem zachorowania na boreliozę. Badania w Polsce oparto głównie na danych z Instytutu Higieny o liczbie zachorowań, z Lasów Państwowych o opadzie żołędzi oraz z Google Trends na podstawie wyszukiwań informacji o chorobie. Ze względu na to, że rok 2016 obfitował w opady żołędzi, naukowcy spodziewają się wzrostu zachorowań.

"Wprawdzie liczba odnotowań boreliozy co roku wzrasta m.in. w wyniku zwiększającej się świadomości pacjentów czy lekarzy, jednak można porównać ze sobą dwa sąsiadujące lata. I tak np. w 2010 r. średni opad żołędzi wynosił około 4 kilogramów na hektar. Dwa lata później odnotowano około 8,8 tys. przypadków boreliozy. W 2011 r. średni opad był wielokrotnie większy — wyniósł 62 kg/ha, a i liczba zachorowań w 2013 r. podskoczyła do 13 tysięcy, czyli ponad 30 proc. więcej. To dość pokaźna zmiana" - wyjaśnia Bogdziewicz. Czy te wyjaśnienia znajdą swoje odzwierciedlenie w liczbie zarażonych dzieci? Okaże się za 2 lata, gdy do Instytutu spłyną informacje o pacjentach.
Niestety nadal nie wynaleziono szczepionki na walkę z boreliozą, więc pozostaje nam stosować jedynie środki zaradcze, w postaci właściwego ubierania się do lasu, zabezpieczania powierzchni ciała oraz sprawdzania po przyjściu z lasu, czy nie przynieśliśmy ze sobą nieproszonego gościa. Każdy, kto często chodzi do lasu, bądź ma zwierzęta, powinien zakupić specjalną pęsetę w aptece, bo wyjęcie kleszcza ze skóry nie jest trudnym zabiegiem. Jeżeli jednak nie wiecie jak się to robi bądź macie wątpliwości, czy uda wam się to zrobić prawidłowo, lepiej pojechać do najbliższego ośrodka zdrowia.

źródło:Radio Gdańsk

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...