"Nie wiedziałam, że ta choroba potrafi tak szybko zaatakować. Ostrzegam, reagujcie" – list mamy

Niektóre wirusy potrafią być groźne dla najmłodszych dzieci.
Niektóre wirusy potrafią być groźne dla najmłodszych dzieci. jetzt / 123RF
21 tys. dzieci rocznie trafia do szpitala z powodu zakażenia. Przebieg choroby bywa różny, czasem po kilku godzinach, potrzebna jest pomoc lekarza.

Nie jest trudno zarazić się, bo przedszkola i szkoły pełne są wirusów. Niestety, u wielu dzieci choroba ma tak gwałtowny przebieg, że wymaga hospitalizacji.



Czasem godziny są kluczowe dla zdrowia
Najpierw pojawia się apatia, a dziecko traci zapał i energię do zabawy. Potem zaczynają się biegunka, wymioty i gorączka (choć ta nie u wszystkich równie wysoka). To znak, że albo dziecko uległo zatruciu, albo mamy w domu nieproszonego gościa - rotawirusa.

Czasem dziecko pozostające pod naszą opieką jest w stanie przyjmować płyny i po 2 dniach choroba przechodzi. Niestety zdarza się i wcale nierzadko, co potwierdzają statystyki szpitalne, że objawy tak bardzo się nasilają, że u dzieci dochodzi do odwodnienia, głównie przez niechęć do picia, wysoką gorączkę oraz wodnistą biegunkę, które to dodatkowo osłabiają organizm dziecka. Gdy sytuacja robi się poważna, a objawy nie ustępują, nie można czekać. U najmłodszych czasem godziny są kluczowe, by zareagować na czas.Trudno określić, ile czasu zajmuje przejście z etapu, gdy dziecko zaczyna się źle czuć, do momentu, gdy niezbędna jest pomoc lekarza.
Zdziwicie się, ale ok. 5 rano byliśmy już w szpitalu
List od czytelniczki

Jestem doświadczoną mamą dwójki dzieci w wieku 6 i 2 lata. Bynajmniej tak mi się wydawało, że mam doświadczenie. Starszy syn chorował sporo: przeziębienia, grypa, alergie. Przy pierwszym dziecku zawsze jest więcej strachu i nerwów. Gdy urodziłam córkę, wydawało mi się, że jestem w stanie ocenić właściwie jej stan zdrowia i nie lecieć z byle katarem do przychodni, gdzie czyhało na nas jeszcze więcej i to poważniejszych bakterii.

O rotawirusach słyszałam, zresztą kto dziś nie wie co to jest? Wszystkie podstawowe informacje miałam w głowie – zbijać gorączkę, schładzać ciało, nie zmuszać do jedzenia, podawać dużo płynów i czekać, aż biegunka i wymioty ustaną. Gdy więc córka wróciła ze żłobka z podwyższoną temperaturą, a ok. 23 zaczęły się wędrówki do łazienki, byłam lekko zaniepokojona, ale nadal opanowana. Nie widziałam jednak, jak ta choroba potrafi szybko zaatakować.

Zdziwicie się, ale o 5 rano byliśmy już w szpitalu, a moje dziecko leżało wycieńczone i podłączone do kroplówki. W ciągu kilku godzin tak bardzo się odwodniła, że nie była w stanie ustać na własnych nóżkach, a ja czułam, że tracę z nią kontakt. Byłam przerażona i zaskoczona, bo nie zdawałam sobie sprawy, jak podstępne są rotawirusy.

Lekarz powiedział mi 2 dni później, że wykazałam się przytomnością umysłu, bo wielu rodziców czeka na poprawę w domu, a gdy w końcu przyjeżdżają z dzieckiem, jego stan jest już bardzo poważny. Dlatego chcę ostrzec te mamy, które żyły w przeświadczeniu, że rotawirus jest chorobą kilkudniową, że od pierwszych objawów, do odwodnienia potrzeba dni, a nie godzin. Uważajcie na swoje dzieci i reagujcie szybko.

Rotawirus zazwyczaj atakuje małe dzieci
Według informacji podanych przez Gazetę Wyborczą rocznie do szpitala trafia ok. 21 tys. dzieci. Jak można się ustrzec zakażeniu? Jedyną i najsilniejszą bronią jest mycie rąk, gdyż to właśnie w ten sposób przenosi się choroba. Dzieci dotykają zakażonej deski toaletowej, nie myją rąk i idą się bawić. Dotykane przez nich zabawki często są brane do buzi przez inne, które także zapominają o myciu rąk przed jedzeniem i choroba zaczyna krążyć. Musimy więc pamiętać o wpajaniu tego nawyku dzieciom od najmłodszych lat.

Choć dziś wiedza o rotawirusach jest powszechna, nie każdy zdaje sobie sprawę z jej gwałtownego przebiegu wymagającego hospitalizacji. Podzielcie się wiedzą z innymi rodzicami.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...