W tej sytuacji panikuje większość rodziców. Co zrobić, aby pierwsza wizyta u dentysty nie skończyła się traumą?

Dr n. med. Zbigniew Opałczyński
Dr n. med. Zbigniew Opałczyński Fot. Capital Clinic
Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz w życiu zobaczyłam dentystę. Zdaniem doktora Zbigniewa Opałczyńskiego, specjalisty stomatologii dziecięcej - to bardzo dobrze. Na pierwszą wizytę powinniśmy zabrać dziecko, kiedy tylko pojawiają się pierwsze zęby, czyli pomiędzy 6 a 12 miesiącem życia, a im wcześniej nauczymy je siedzieć na fotelu dentystycznym, tym lepiej. Jak jednak dodaje doktor, z tym zadaniem maluchy zwykle radzą sobie śpiewająco do pewnego momentu - dopóki nie spojrzą na przerażoną twarz rodzica.

- Pierwsza wizyta u stomatologa może być przyjemna - zapewnia dr Opałczyński z Capital Clinic na warszawskim Żoliborzu. I gdyby nie to, że ma na poparcie swojej tezy zdjęcia Poli, lat 2, która dziarsko szoruje misiowi zęby, siedząc na fotelu, też bym nie uwierzyła. Przecież strach przed wibrującym wiertłem to chyba cecha osobnicza? Zdaniem doktora - niekoniecznie. Zębową fobię często zaszczepiamy w dzieciach my sami, utyskując głośno na dyskomfort towarzyszący wizycie i myśląc, że małe “gumowe ucho” jest wtedy do reszty pochłonięte budowaniem twierdzy z klocków. Ono uważnie słucha, tworząc jednocześnie mentalną notatkę o treści: “dentysta-sadysta”.
Mama Poli najwyraźniej skutecznie powstrzymywała się przed takimi uwagami, bo dziewczynka podczas pierwszej wizyty zachowywała się niezwykle dziarsko. - Zupełnie się nie bała - zapewnia Joanna Bigos, a doktor potwierdza, że najmniejsi pacjenci są z reguły najbardziej bezproblemowi.

Małe dziecko - mały problem, duży rodzic - duży problem
- Dla dzieci problemem podczas pierwszej wizyty jest właściwie tylko to, że nagle znajdują się w nowym środowisku, wśród ludzi i przedmiotów, których nie znają. Czasem trzeba je wtedy zagadać, czy zainteresować czymś, co się w gabinecie znajduje, pokazać narzędzia używane podczas zabiegu i wytłumaczyć w przystępny i zrozumiały dla małego
pacjenta sposób, co będzie się robiło - tłumaczy doktor, przekonując, że na małych pacjentach taki zabieg robi znacznie mniejsze wrażenie.
Nie oznacza to jednak, że praca specjalisty od stomatologii dziecięcej pozbawiona jest wyzwań. - Oczywiście, to zawód wymagający. Co jest w nim najtrudniejsze? Opanowanie… rodziców - pół żartem pół serio stwierdza doktor. - Bardzo często dzieci, co do których jestem pewien, że dadzą sobie wykonać dowolny zabieg, na moment odwracają się do rodziców i… nasza współpraca momentalnie staje się dużo trudniejsza. Wystarczy rzut oka na bladą i przestraszoną twarz rodzica, a zachowanie dziecka zmienia się o 180 stopni, a proces przekonywania trzeba zaczynać od nowa - tłumaczy.

Jak więc zachowywać się podczas pierwszej wizyty? - Wymagam od rodziców przede wszystkim zaufania. Wiadomo, że stomatolog jest po to, żeby dziecku pomóc. Kolejna kluczowa kwestia to stanowczość i konsekwencja - zarówno jeśli chodzi o powstrzymywanie emocji podczas wizyty, jak i później, w domu przy okazji egzekwowania zaleceń - przestrzega doktor, podkreślając, że cudów nie zdziałają ani cudowne pasty do zębów, ani najwyższej klasy szczoteczki. Widać to choćby po statystykach pokazujących, ile dzieci choruje na próchnicę. Według najnowszych badań problem ten dotyczy ponad 90 proc. dzieci.
dr n. med. Zbigniew Opałczyński
specjalista stomatologii dziecięcej

Problem próchnicy u dzieci jest cały czas powszechny. Dlaczego? Rodzice mają problem z kontrolą posiłków. Dzisiaj praktycznie każdy pokarm zawiera cukier, a małe dzieci jedzą czy piją praktycznie non-stop. Rolą rodziców jest przede wszystkim pilnowanie przerw między posiłkami. Picia oczywiście nie należy odmawiać, ale niekontrolowany dostęp do słodkich soków zdecydowanie warto ograniczyć na rzecz wody.

Mama Poli sama przyznaje, że pierwsza wizyta bardzo ją stresowała:
Joanna Bigos
mama Poli

Zdarza się, że będąc w przychodni, czuję się winna pod wzrokiem personelu, tylko dlatego, że jestem z małym krzyczącym dzieckiem. A wiadomo - mały pacjent ma swoje prawa. Nie wszystko rozumie i często zwyczajnie się boi nowej sytuacji. Pola ma niesamowity temperament, trudno utrzymać ją w miejscu. W CC wszyscy wykazali się cierpliwością i spokojem. Mieliśmy czas, by nakłonić Polę do samodzielnego podejścia do fotela. Mogła zapoznać się i oswoić z miejscem, zabrać ze sobą do gabinetu zabawki z kącika zabaw. Zero stresu - zarówno dla niej, jak i dla mnie.

Buzia na kłódkę? Może być wesoło
Nie wszystkie dzieci, które trafiają do doktora Opałczyńskiego są tak podatne na stomatologiczne “czary”, jak Pola. Specjalista przekonuje jednak, że gdy buzia zamknięta jest na kłódkę, na siłę nigdy jej nie otwiera. - Oczywiście poza sytuacjami zagrażającymi życiu, wtedy nie mam wyjścia. Jeśli zagrożenia nie ma - wdrażamy scenariusz pod tytułem: “wizyta adaptacyjna”, podczas której mały pacjent zapoznaje się z otoczeniem, z personelem, a wszelkie poważniejsze “działania” przekładamy na kolejną wizytę - niezbyt oddaloną w czasie, tak żeby dziecko nie zapomniało, że na fotelu dentystycznym jednak było wygodnie i bezpiecznie - tłumaczy doktor.

Jeśli jednak podczas drugiego podejścia na doktora znów czekają “wrota” zamknięte na cztery spusty, można uciec się do pewnego fortelu i pomocy “magicznych” substancji: - To mogą być delikatne środki uspokajające albo podtlenek azotu, znany jako gaz rozweselający - wymienia doktor, dodając od razu, że stosowania tego ostatniego nie należy się obawiać.
dr n. med. Zbigniew Opałczyński
specjalista stomatologii dziecięcej

Podtlenek azotu jest stosowany w medycynie od ponad 100 lat. Aparaty których używamy w stomatologii, dają możliwość podania mieszaniny, w której maksymalnie 70 proc. stanowi podtlenku azotu, a 30 proc. - tlen. To i tak więcej niż w powietrzu, którym na co dzień oddychamy. Dzieci bardzo dobrze reagują na ten rodzaj uspokojenia - w trudnych przypadkach to bardzo dobra metoda.

Doktor Opałczyński oprócz tych najmłodszych ma pod swoją opieką również pacjentów, którzy w pełni ukształtowane uzębienie posiadają już od kilkudziesięciu lat. Która grupa wiekowa jest bardziej problematyczna? - Cóż, bywa, że w przypadku dorosłych muszę stosować podobne, co u dzieci, sztuczki psychologiczne - odpowiada dyplomatycznie. Co za ulga. Następnym razem nie wstydźcie się więc, jeśli siadając na fotelu, macie ochotę ściskać za łapkę pluszową wiewiórkę. Syn czy córka pewnie chętnie pożyczą - im na kolejnej wizycie pewnie nie będzie już potrzebna.

Artykuł powstał we współpracy z Capital Clinic.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...