Aż 90 proc. maluchów bierze z nas przykład. Niestety. Przy odrobinie wysiłku możemy to jednak zmienić

88 proc. maluchów od pierwszego do trzeciego roku życia sięga po produkty znajdujące się na stole, z którego jedzą dorośli. Gdyby było to tylko wartościowe jedzenie...
88 proc. maluchów od pierwszego do trzeciego roku życia sięga po produkty znajdujące się na stole, z którego jedzą dorośli. Gdyby było to tylko wartościowe jedzenie... 123rf.com
Praca, dom i jeszcze opieka nad maluchem. Wydaje się, że współczesna mama musi być jak Wonder Woman, aby podołać wszystkim tym wyzwaniom. Jednak nawet najwspanialszym prawdziwym superbohaterkom zdarza się błądzić. Czasem wynika to z nieświadomości, niekiedy z powodu natłoku obowiązków.

Dowód? Odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie, czy czując na plecach presję upływającego czasu, nie szłyśmy niekiedy drogą na skróty i na głośne wołanie malca ''mama, jeść!'' nie zareagowałyśmy wyciągnięciem z kieszeni batonika czy innych łakoci, które od ręki załatwiły problem głodnej pociechy. Kłopot w tym, że coraz częściej uciekamy się do takich wybiegów.

Złe wzorce na stole
Eksperci z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie przyjrzeli się temu, jak i czym karmimy nasze maluchy. Wnioski, delikatnie mówiąc, nie napawają optymizmem. 88 proc. dzieci do 3 roku życia je za mało warzyw i owoców, 83 proc. dostaje posiłki dosalane, a 75 proc. z nadmiarem cukru. To dopiero początek złych wieści, bo aż 32 proc. dzieci w wieku od 5. do 36. miesiąca życia ma już wagę, która skazuje ich na miano tłuścioszka. Tak na marginesie, współczesny 8 latek zjada – bagatela – ilość cukru, jaką zjadał człowiek żyjący zaledwie 100 lat temu przez cały okres swojego życia!

Raport zatytułowany ''Kompleksowa ocena sposobu żywienia dzieci w wieku od 5. do 36. miesiąca życia – badanie ogólnopolskie 2016 rok'' zwraca też uwagę na to, że dajemy swoim maluchom bardzo zły przykład. Prawie 90 proc. najmłodszych domowników sięga po produkty znajdujące się na stole, z którego jedzą dorośli. Niestety królują na nim potrawy, które ze zdrowym odżywianiem mają mniej wspólnego niż przysłowiowy piernik z wiatrakiem.

– Dzieci od najmłodszych lat powielają błędy dietetyczne swych rodziców – komentowała wyniki w wypowiedzi dla PAP prof. Halina Weker, kierownik Kliniki Żywienia Instytutu Matki i Dziecka. W nawiązaniu do raportu prof. Anna Dobrzańska, kierownik Oddziału Neonatologii, Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, apelowała zaś do rodziców, aby pamiętali o tym, że karmią dziecko, a nie siebie.

Najpierw my
Nie będzie odkryciem Ameryki, że przyzwyczajanie dzieci do healthy food trzeba zacząć od radykalnej przebudowy własnego menu. Bo tylko tak będziemy mogły świecić przykładem. Co zatem powinno być kwintesencją diety dla pragnącej dawać pozytywne wzorce mamy? Joanna Ciszczoń, dietetyczka z poradni Mała Kaloria, a także członkini Polskiego Towarzystwa Dietetyki, ma dla zatroskanych mam kilka prostych, ale pomocnych wskazówek.
Joanna Ciszczoń
Założycielka Poradni Dietetycznej "Mała Kaloria", członkini Polskiego Towarzystwa Dietetyki

Zadbajmy, by nasza dieta była pełnowartościowa, obfitująca w nieprzetworzone produkty, zdecydowanie stawiajmy na jakość, a nie ilość. Ważne by na talerzu znalazły się świeże warzywa i owoce, pełnoziarniste pieczywo, kasze, ryż, makarony, tłuste ryby, oleje roślinne, dobrej jakości chude mięso, nabiał. Jednym słowem – wszystkie produkty należące do piramidy żywieniowej.

Z kolei dieta dziecka powinna różnić się w zależności od jego wieku. Przez pierwsze 6 miesięcy w zupełności jego potrzeby zaspokaja mleko matki, w późniejszym czasie powinna być stopniowo rozszerzana zgodnie z wytycznymi WHO lub Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci.

Warto również na własnym przykładzie uczyć nasze dzieci picia wody. Należy pamiętać, że jedną z przyczyn otyłości u małych dzieci są soki owocowe. Podawane w dobrej wierze są niestety źródłem dużej ilości cukru prostego i niepotrzebnych kalorii. Dbając, by nasze dziecko piło wodę, pamiętajmy, iż odpowiednio nawodniony organizm jest mniej podatny na choroby i znacznie szybciej radzi sobie z ewentualnymi infekcjami.

Ostatnią poradę ekspertki na temat zdrowego żywienia szczególnie warto wziąć sobie do serca. W naszym codziennym życiu na łonie rodziny woda mineralna zbyt często przegrywa starcie z gazowanymi i słodzonymi napojami. I ten błąd również trzeba rychło skorygować. Oczywiście woda wodzie nie równa, bo na półkach sklepowych znajdziemy zarówno takie, które śmiało mogą pić najmłodsze maluchy, jak i gatunki, którymi raczej nie powinniśmy poić naszych milusińskich.

Woda zdrowia doda
Jaka woda będzie najodpowiedniejsza dla poznającego zdrowe nawyki smyka? Wczytując się w etykiety na butelkach, powinniśmy mieć z tylu głowy dwie wytyczne – zasadowy odczyn i niskie stężenie sodu. Jeśli kupowana woda ma PH wynoszące 8 i jest niskosodowa (mniej niż 2,3 mg/l), a dodatkowo nie zawiera żadnych azotanów czy azotynów, to trafiliśmy w dziesiątkę, bo taki produkt nadaje się idealnie do codziennego spożycia dla dzieci już od pierwszych lat ich życia.

Możemy pozazdrościć naszym sąsiadom, Litwinom, bo akurat źródła takiej naturalnej alkalicznej wody skrywają połacie ziemi na chronionym terenie przyrodniczym w największym w ich kraju Parku Regionalnym Zakola Niemna, a także jednym z najsłynniejszych kurortów wodnych – Druskiennikach. Na szczęście w Polsce również możemy ugasić nią pragnienie, bo życiodajny płyn z litewskich ujęć znajdziemy w niektórych supermarketach w butelkach z logo Akvile.
– Pamiętajmy, że żywienie i nawadnianie naszego dziecka to inwestycja w zdrowie i przyszłość naszego potomka. To jak nasze dzieci będą się odżywiały, nie będzie zależało od przedszkola czy szkoły, ale od nas, rodziców, i tego, jakim będziemy przykładem dla naszych dzieci – konkluduje Joanna Ciszczoń.

Artykuł powstał we współpracy z Akvile

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...