"Zrobili ze mnie patologiczną matkę" – blogerka odpowiada na falę hejtu

Facebook/123rf.com
To miał być kolejny post na portalu społecznościowym, taki jak wiele przed nim. W kilkanaście godzin poniósł się po sieci i doprowadził do wybuchu wulkanu złośliwości i prześmiewczej krytyki.

Co tak zaintrygowało w nim ludzi, którzy nie pozostawiają na autorce suchej nitki? Co tak zniesmaczyło, że humorystyczny, lekki wpis matki został zmieszany z błotem, a ona sama opisana większością znanych obelg?

Post, który wywołał burzę
Twórczyni bloga Kosmetomama jest w ciąży z trzecim dzieckiem. Po tym, jak poznała płeć malca, opublikowała post, w którym z dużą dawką dystansu potraktowała kwestię higieny intymnej dziewczynek i chłopców. Pisząc, o swoich małych obawach przed dotąd nieznanym, została okrzyknięta "patologiczną matką”. Czytając soczyste komentarze, trudno właściwie dostrzec konkretny powód takiego ostracyzmu. Czy naprawdę społeczność medialną w czasach epatujących erotyką i seksualnością ocierającą się o granice przyzwoitości, kogoś uraziły określenia: "cipocha” i "siusiak”?
Stawiamy czoła każdej formie hejtu, szczególnie wkurza nas, kiedy jest skierowany w stronę mam i ich dzieci. Skontaktowaliśmy się z autorką posta i porozmawialiśmy z nią. Sama ma niewielkie szanse z nakręcającą się karuzelą medialnej złośliwości. W grupie rozsądnej opozycji ma jednak moc konfrontacji z tymi, którzy ośmielają się to robić, sądząc (bardzo mylnie), że ekran monitora sprawia, że stają się wszechmocni, bezkarni i anonimowi.

1.Czy była chwila podczas pisania posta, w której zastanowiłaś się, że może zostać źle odebrany? Że jest w stanie kogokolwiek zgorszyć, stać się źródłem kpin?

Wiesz, absolutnie nie! Bo na moim fanpage są same mamy, które doskonale znają realia życia z dziećmi i ich język. Nie napisałam nic, o czym każdy by nie wiedział. Przecież to normalne, przynajmniej w większości rodzin, które znam, że do dziecka mówi się w jego własnym języku. Nie wyobrażam sobie do mojej córki mówić "Chodź, idziemy teraz umyć waginę” Nie! Mówię: "Chodź kochanie, musisz się umyć i sisie też". Wychodzę z założenia, że stawianie sztucznych granic i tworzenie z czegoś normalnego tabu jest pozbawione sensu.

Problem zrodził się wtedy, kiedy post "przechwyciły” strony i osoby wyśmiewające, jak to piszą „Madki”. To ludzie niezwiązani z rodzicielstwem, które po prostu nie rozumieją takiego języka i zrobili z normalnej rzeczy kwestię seksualną, a ze mnie patologiczną matkę.

2. Jaka była Twoja pierwsza reakcja, po tym, jak post zaczął się "nieść” na portalu? Byłaś zaskoczona, wkurzona? Spodziewałaś się takiego odbioru?

Byłam zaskoczona i wkurzona, że ludzie w tym kraju nie mają, ani poczucia humoru, ani dystansu. Nie spodziewałam się, że w dzisiejszych czasach (w których nagością reklamuje się wszystko) napisanie słowa "siusiak” będzie takie szokujące i to nie dla rodziców, tylko osób, które dzieci nie mają. Według słownika języka polskiego PWN "siusiak czy cipka to słowa używane przez dzieci określające sfery intymne”.

3. Co chciałabyś powiedzieć hejterom?

Hejterzy to nie ludzie, z którymi można sensownie pogadać. Hejterzy to ludzie o niskiej samoocenie, którym radość sprawia krzywdzenie innych niestosownymi komentarzami. Rozumiem, że każdy może mieć własne zdanie, wypowiedziane kulturalnie nie rani. Nie rozumiem jednak tego chamstwa i prostactwa pod moim adresem.

Uderzenie z wielką mocą
Ciężko odpowiedzieć na pytanie, z czego wynika bezlitosność internautów. Pewne jest, że istnieje potrzeba głośnego przeciwstawiania się falom hejtu, bo ludzie, których dotyka, nie są wirtualni. Mają tożsamość i emocje. Wydaje się, że różni ich to od ich oprawców.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...