Nie zgadniesz, jakie słowo jest największą obelgą w polskich szkołach. Dzieci go używają, bo nie wiedzą, co oznacza

Fot. 123rf.com / Daniel Fér
Mamo, mamo! Dlaczego ci panowie są tacy opaleni? Przecież jest zima! - krzyczy na cały głos twoje dziecię, kiedy biegiem mijacie budkę z kebabem. Tę samą która, razem z właścicielem i znajomymi właściciela, stoi tam zawsze - zarówno wtedy, kiedy wracacie spacerem ze szkoły, jak i wtedy, gdy spóźniacie się właśnie na autobus. - Dużo chodzą na solarium. Pośpiesz się! - rzucasz bez namysłu i modlisz się, żeby ciąg dalszy pod tytułem: “A co to solarium?” nie nastąpił. Zamiast tego jednak młody wypala: “A wcale, że nieprawda! To są ciapaki, a oni się nie myją!”. Hamujesz z piskiem.

Pal sześć autobus. Zaczynasz zastanawiać się, gdzie młody podłapał takie postępowe poglądy i profesjonalne słownictwo. W sumie zdajesz sobie sprawę, że twój ośmiolatek spokojnie już dzisiaj znalazłby pracę u “Sowy i przyjaciół” - takie ma czułe “radary”. Czyli co? Zamknąć go w domu? Nie puszczać do szkoły? Nie zabierać na rodzinne spędy?


- Będę okrutna: dzieci powtarzają to, co mówią rodzice - Joanna Grabarczyk z kampanii HejtStop, realizowanej przez Projekt: Polska szybko ucina dyskusję na temat tego, gdzie dzieci pobierają pierwsze “korepetycje” z krzywdzących stereotypów. - Każdy z nas ma w głowie jakieś stereotypy, tak jesteśmy zbudowani. Stereotypy bywają natomiast bardziej i mniej krzywdzące. Od najmłodszych lat musimy więc tłumaczyć dziecku, że świat jest różnorodny, kolorowy i nie należy tego oceniać - dodaje.

Tego jednak nie da się załatwić w biegu, a wykręcanie się mało śmiesznymi z perspektywy dziecka półsłówkami szybko zaprocentuje. Informacje, których my nie dostarczymy, dziecko uzupełni sobie samo. Kim jest gej, dowie się od starszego kolegi, kim jest uchodźca - ze “śmiesznego” obrazka w internecie. Kiedy my do trudnej rozmowy poczujemy się gotowi, będzie już miało w pełni ukształtowany obraz świata. Czarno-biały.

- Jeśli dziecko zadaje trudne pytania, trzeba na nie odpowiadać. Jeśli nie znamy na nie odpowiedzi albo nie czujemy się kompetentni, to sięgajmy po pomoc - publikacji z zakresu edukacji antydyskryminacyjnej jest na polskim rynku mnóstwo. Wystarczy poszperać w sieci - przekonuje Joanna Grabarczyk, jednocześnie dodając, że dzisiaj to właśnie sieć karmi dzieci krzywdzącymi stereotypami i uczy języka nienawiści. Odpowiedzialność za te lekcje ponosimy my sami.

Trudne rozmowy - offline i online
Joanna Grabarczyk przekonuje, że o ile w realu na “brzydkie słowa” reagujemy natychmiast, to o tym, że dzieci rzucają obelgami w internecie, często nie mamy pojęcia. - Wydaje się nam, że offline i online to dwie odrębne rzeczywistości, które się ze sobą nie łączą. Myślimy, że jeśli dziecko nie będzie pokazywać palcem osób czarnoskórych na ulicy, to tak samo zachowa się w sieci. Tak nie jest. W sieci bardzo łatwo ulec złudzeniu, że jest się anonimowym i zapomnieć, że po drugiej stronie też siedzi żywy człowiek - twierdzi przedstawicielka HejtStop.
Joanna Grabarczyk
Fundacja HejtStop

Nie szpiegujmy dzieci w mediach społecznościowych. Jasne, nie chodzi o to, żeby położyć dziecko spać i sprawdzać pliki cookie. To nie na tym ma polegać. Nie czytajmy “pamiętnika” naszego dziecka, tak jak to robiły matki 30 lat temu. Dajmy im trochę swobody, pokażmy, co my sami udostępniamy, jakie strony “lajkujemy” i spędzajmy czas razem w sieci budując zaufanie a o treściach homofobicznych, rasistowskich czy islamofobicznych po prostu otwarcie rozmawiajmy.

Łatwo powiedzieć - trudniej zrobić. Kiedy dziecko bez cienia wstydu pokazuje nam na ulicy “ciapatego” najchętniej zarzucilibyśmy na swój i jego grzbiet pelerynę-niewidkę, a nie rozpoczynali półgodzinny wykład etymologiczny. Nikt jednak nie mówił, że życie rodzica jest łatwe. Jeśli raz czy dwa zaniedbamy ten obowiązek, możemy niedługo usłyszeć, jak nasze dziecko do nielubianego kolegi zwraca się per “uchodźco” i będzie to najwyższa możliwa forma obelgi.
Joanna Grabarczyk
Fundacja HejtStop

W ostatnich latach najbardziej obraźliwym wyrażeniem w polskich podstawówkach było: “ty uchodźco” albo “masz raka mózgu”. Pojawiają się nowe konteksty, słowa nabierają nowych, pejoratywnych znaczeń. Tak jest teraz również ze słowem muzułmanin”.

Żarty żartami, ale mowa nienawiści to poważna sprawa
- “Ciapaty” to słowo równie obrzydliwe, jak „ty ch***” czy inne przekleństwa. Są słowa, których w domu się nie używa, warto zadbać, aby ten termin też na tę listę trafił - uczula Grabarczyk. Co jednak w sytuacji, kiedy tego czy innego obraźliwego terminu użyjemy w żartach, a dziecko, dość słusznie, później nam to wytknie?

- Jako dorośli czy jako rodzice nie jesteśmy idealni. Popełniamy błędy. Jeśli śmiejemy się z antysemickich żartów wujka Zdzisia na wigilii albo seksistowskich żartów na urodzinach babci, to powiedzmy, że robimy głupio. Inaczej wyjdziemy na hipokrytów. Musimy mieć odwagę, żeby powiedzieć: „Śmiałem się, bo wszyscy się śmiali”, jakkolwiek okropnie to brzmi - twierdzi Grabarczyk.

Szczerość i gotowość przyznania się do błędu - to nasze główne pomoce jako antydyskryminacyjnych edukatorów. Warto jednak pamiętać, że nie musimy całego programu realizować samodzielnie - jest mnóstwo instytucji, które z radością nam w tym pomogą: - Tak jak zabieramy dzieci do kina, od czasu do czasu możemy też zabrać je do synagogi czy do meczetu. Wiele tego typu instytucji organizuje różne warsztaty czy spotkania otwarte. To świetny sposób, aby oswajać dziecko z innymi kulturami - podsumowuje Joanna Grabarczyk.

Artykuł powstał we współpracy z kampanią HejtStop.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...