Matka Polka nie walczy w Lidlu dla przyjemności. "Robię to dla dziecka"

irstone / 123RF Zdjęcie Seryjne
Czy oglądając nagrania z promocji w dyskontach, takie wytłumaczenie do was przemawia? Co kieruje matką, która decyduje się na zakupy podczas promocji w Lidlu czy Biedronce?

Gdy sklepowe półki stają się ringiem
Kilka razy do roku dyskonty "rzucają" na półki towary szczególnie atrakcyjne dla rodziców. Mowa tu o zimowych kozakach w Biedronce, czy Crocsach w Lidlu. Dzień później możemy obserwować, jak internet zalewa fala filmów, z których większość z nas się naśmiewa. Ogromne kolejki, przepychanki, wyrywanie sobie towarów i gubienie dzieci. Oglądamy to najczęściej z niedowierzaniem, czasem, by się pośmiać.



Jak to możliwe, że nasza miła sąsiadka – księgowa, która zawsze uprzejmie mówi "dzień dobry" w jednej chwili, podczas promocji w dyskoncie, zmienia się w "zawodniczkę MMA"? Czy naprawdę widzę na filmie kobietę spod trójki, którą spotykam na spacerach z wózkiem w pobliskim parku?

Promocja w Lidlu – przygotowania
Sieć informacyjna matek działa niezawodnie. Na kilka dni przed planowaną promocją, informują się nawzajem przez fora lub Facebooka. Dzień przed pojawiają się pytania: „Kto idzie na walkę w Lidlu?", "Która z was poluje jutro na kurtki dla dzieci?”. Oprócz dzielenia się informacjami wymieniają się poradami: "Jak wygrać bitwę w dyskoncie i w jak najkrótszym czasie dostać to, po co przyjechałam, żeby nie spóźnić się do pracy?" oraz motywują, jak zawodnicy przed walką: "W tym roku nie damy się zgnieść i wygramy!". Posty te piszą głównie kobiety, matki. Cześć z nich już wie, z czym się to wiąże i postanawia oddelegować do tego zadania silniejszego osobnika – męża: "Mój mąż jutro idzie walczyć, a co, niech w końcu zobaczy, jak matka musi się poświęcać!".

Dlaczego decyduję się na zakupy podczas promocji w Lidlu?
List czytelniczki, który dostałyśmy, pokazuje inne oblicze matek z promocji. Może warto się nad tym zastanowić, zanim je ocenimy.
List do redakcji

Dzień dobry,

piszę do Państwa, bo chciałam poruszyć ważną dla mnie kwestię dotyczącą udziału matek w promocyjnych zakupach w Lidlu. Mam dosyć komentarzy wyśmiewających nas. Czy osoby piszące "ale będę miała ubaw obserwując je z pracy" choć przez chwilę pomyślały, że są szczęśliwcami, nie musząc w nich uczestniczyć? Tak, wiem, nikt mnie do tego fizycznie nie zmusza. Tylko powiedzcie szczerze, mając wybór: kupić buty dla dziecka na pobliskim bazarze, bo na takie mnie stać, czy zdobyć w tej samej cenie obuwie z atestami, sprawdzone i polecane przez inne mam – co byście wybrali? Kika siniaków i czas spędzony w sklepie to cena, którą godzę się zapłacić za wygodę i bezpieczeństwo mojego dziecka. Możesz przyznać mi rację lub ze mnie drwić, ale tak wygląda moja rzeczywistość. Moje dziecko jest dla mnie ważniejsze niż twoje zdanie, dlatego nie zrezygnuję z tych zakupów tak jak pewnie wiele innych matek.

Nie bierzcie dzieci na promocję
Warto rozgraniczyć jeszcze kwestię - zabierania dzieci na takie zakupy. Nasze stanowisko jest w tej sprawie jasne: Nie róbcie tego! Przepychanki i kłótnie między dorosłymi na oczach dzieci – chyba nie chcecie im tego fundować. Nie mówiąc już o skrajnych przypadkach, jak bitwa w Sosnowcu o kurtki w Lidlu, podczas której matka zgubiła dziecko. Żadna, nawet najbardziej atrakcyjna promocja, nie jest warta narażania dzieci na widok walczących rodziców, jak i stres związany ze zgubieniem się w sklepie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...