"Zafundowali pani dwa porody – tylko tyle usłyszałam później od położnej". Przecież lekarz zawsze ma rację

Kobiety zmuszane są do porodów naturalnych, nawet wtedy, gdy ich budowa ciała im to uniemożliwia.
Kobiety zmuszane są do porodów naturalnych, nawet wtedy, gdy ich budowa ciała im to uniemożliwia. nataliaderiabina / 123RF
"Tak »drodzy« lekarze – przez was rodziłam syna dwa razy". Pod historią tej kobiety, mogłoby się podpisać wiele innych.

Decyzja jest trudna, ale przecież wszystko jest w rękach fachowców
Historia, którą prezentujemy poniżej, nie ma na celu popierania wykonywania cesarskich cięć. To zupełnie nie chodzi o to, by zachwalać, co jest lepsze dla kobiety, czy poród naturalny, czy cesarka. Nie wchodzimy w kompetencje lekarza, bo to on jako specjalista, powinien podjąć właściwą i przemyślaną decyzję. Chyba, że jej nie podejmuje.



Po publikacji artykułu:"Zmuszane by rodzić naturalnie. Za wszelką cenę". dostaliśmy wiele wiadomości od naszych czytelniczek, które odpowiedziały na nasze zaniepokojenie faktem, że lekarze za wszelką cenę chcą prowadzić do porodów siłami natury. Do wielu z tych sytuacji nie powinno w ogóle dojść i gdyby tylko ginekolodzy przeprowadzili rzetelne badania i ocenę sytuacji, niektóre ciężarne powinny być niezwłocznie kierowane na cc.
Najpierw bagatelizują, a potem zaczyna się panika
"Da Pani radę", "przecież to nic trudnego", "proszę się postarać". Takie słowa często padają z ust położnych i ginekologów. Potem gdy mijają kolejne godziny, zaczyna się pośpiech, panika, a dziecko dostaje 3 punkty zamiast 10. Poznajcie historię młodej kobiety, która rodziła w Toruniu.
List czytelniczki
dla mama:Du

Rodziłam 2 lata temu w szpitalu w Toruniu, ciąża przebiegała prawidłowo. Tydzień po wyznaczonym terminie trafiłam na oddział patologii, ponieważ synkowi nie śpieszyło się na świat. W trakcie pobytu personel podjął dwie próby wywołania porodu.Finalnie syn sam zdecydował o tym, kiedy wszystko się zacznie — wody odeszły mi w 13. dniu po terminie. I się zaczęło: brak skurczy — jedna kroplówka, coś się ruszyło — stanęło... I znowu — kroplówka, coś się ruszyło - stanęło...

Trafiłam na salę porodową, gdzie do dyspozycji miałam wszelkie udogodnienia: piłki, gaz rozweselający, prysznic, lód. Położna - ok kobieta, ale emocjonalnie nie trafiła do mnie. Nie potrzebowałam żandarma, tylko kogoś, kto mnie pocieszy, podtrzyma na duchu. Trudno, nie było to takim problemem. Pierwsze badanie lekarza i pytanie: Jak duże jest dziecko? Moja odpowiedź — z ostatniego USG ok. 3900 g. Na to lekarz, patrząc na mój brzuch, odparł, że niemożliwe. Fakt, brzuch miałam stosunkowo nieduży, ale jestem wysoką kobietą, mam długi tułów, poza tym, jak na oko można ocenić wielkość dziecka?

Akcja porodowa w ogóle nie postępowała, lekarze widzieli to, więc zaproponowali mi masaż szyjki — oczywiście się na to zgodziłam. Podłączona mi oksytocynę i musiałam leżeć, to był koszmar. Miałam ogromny ból z kręgosłupa, a unieruchomienie potęgowało to wszystko. Położna już po pierwszej godzinie dała mi dokumenty niezbędne do przeprowadzania CC — czyli dokładnie wiedziała, jak się to wszystko skończy.

Podano mi jakiś lek znieczulający, który miał przyspieszyć rozwarcie szyjki. Od tamtej pory wszystko pamiętam jak na zwolnionym filmie. Przez cały czas prosiłam, by zrobili mi cesarskie cięcie, ale wszystko to na nic... W pewnym momencie zrobiło się wokół mnie zamieszanie, pojawiło się 2 lekarzy, jeden z nich stanął na wysokości mojego brzucha i wtedy zaczęłam się bać, że będzie wypychał mi dziecko. Kazali mi przeć raz, drugi i nagle, ot tak, okazało się, że dziecko jednak nie urodzi się naturalnie, bo jest za duże, a moja kość jest wygięta do środka zamiast na zewnątrz. Od razu przewieziono mnie na blok operacyjny i w ciągu 15 minut urodziłam syna.

Dziecko w pierwszej minucie nie płakało, nie oddychało, potrzebowało pomocy lekarzy — dostał 3 pkt. A to, co ja czułam, nie słysząc jego głosu, kiedy wiedziałam, że jest już na zewnątrz, to jest koszmar. Pytałam, co się dzieje, czemu nie płacze? - pielęgniarka mnie uspakajała, ale ja wiedziałam, że jest niedobrze. Na szczęście po minucie syn zaczął samodzielnie oddychać i nie wymagał już wsparcia ani lekarzy, ani sprzętu.Pytanie jednak, czy gdyby nie to wszystko, co przeszedł on i ja w czasie porodu, to czy jego organizm by tak zareagował?

Mam żal do lekarzy, że mimo braku postępów w porodzie, przemęczono mnie przez 5 godzin by finalnie i tak poród zakończył się CC. To są specjaliści z ogromnym doświadczeniem i dokładnie wiedzą, kiedy należy podjąć chirurgiczną interwencję. Po tym wszystkim czułam się jak po maratonie. Po kilku dniach położna z poradni laktacyjnej skwitowało to jednym zdaniem: Zafundowali Pani dwa porody. Tak drodzy lekarze — dzięki Wam rodziłam syna dwa razy.

Możemy się tylko cieszyć, że synkowi tej mamy nic się nie stało. Są jednak kobiety, które nie miały tyle szczęścia i do końca życia będą ponosiły konsekwencje zbyt późno wykonanej cesarki.
Jeżeli chciałabyś napisać do nas i podzielić się swoją historią z porodu, napisz do nas. Twoja opowieść może zostać opublikowana w ramach serii „Poród – historie czytelniczek”. Warto mówić o prawach kobiet i walczyć o standardy okołoporodowe.

Napisz do autora:ewa.podlesna-slusarczyk@mamadu.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...