"Ona odparła atak seksualny". Dyrekcja szkoły nie widzi problemu, ale matka szybko ustawia ich do pionu

Dorastający chłopcy pozwalają sobie na zbyt wiele.
Dorastający chłopcy pozwalają sobie na zbyt wiele. kmiragaya / 123RF
"Pani córka pobiła innego ucznia. Nie, ona odparła atak seksualny" - w końcu ktoś wstawił się za młodymi dziewczynami.

To tylko "zabawa"?
Rozpinanie koleżance z klasy biustonosza w ramach "dobrej zabawy", z pewnością jest śmieszne tylko dla jednej ze stron. Takie zachowania często są lekceważone i uznawane za normalne wśród młodzieży. A może nie do końca tak jest dla zawstydzonych nastolatek?



O historii, która miała miejsce w jednej ze szkół poinformował serwis LikeMag. Matka dorastającej dziewczynki, oburzona postawą dyrekcji placówki oraz nauczyciela będącego świadkiem zdarzenia, postanowiła opowiedzieć o zajściu. Biorąc pod uwagę, że taki sposób "zaczepiania" dojrzewających dziewczynek przez ich kolegów z klasy jest nagminny, warto zastanowić się, czy możemy coś w tej sprawie zrobić.

Niektórzy nie traktują tego poważnie
Ci, co nie widzą problemu w takich formach "zabawy" i stwierdzą, że demonizujemy problem, powinni wczuć się w sytuację młodej dziewczyny, samej trochę zdezorientowanej i zawstydzonej pojawiającymi się na jej ciele krągłościami. To ona musi nagle zupełnie sama odpierać ataki i mierzyć się z uszczypliwościami, nadmiernym zainteresowaniem, włącznie z poklepywaniem, rozpinaniem stanika i niewybrednymi żartami. Dlaczego? Bo to jak twierdzą niektórzy - "normalne".
Kiedyś rzeczywiście młodzi chłopcy byli zupełnie bezkarni. Nikt im nie zwracał uwagi, nikt nie tłumaczył, że to złe zachowanie. Dziś coraz więcej mówi się na temat ataków seksualnych wśród rówieśników i bardzo dobrze. Niestety, jak wynika z historii, nadal niektórzy nie traktują tego poważnie. Przeczytajcie.
Wypowiedź matki
źródło: LikeMag

Jestem pielęgniarką, pracuję na izbie przyjęć. Nie możemy mieć przy sobie telefonów komórkowych, zadzwoniono więc do mnie bezpośrednio do szpitala.
Usłyszałam w słuchawce: "Mówi (nauczycielka X) ze szkoły. Pani córka brała udział w pewnym incydencie. Musi pani natychmiast przyjechać do szkoły".
Odpowiedziałam: "To niemożliwe, czy sprawa nie może poczekać dwie godziny do końca mojej zmiany?".
Głos w słuchawce: "Pani córka uderzyła innego ucznia. Od 45 minut próbujemy się do pani dodzwonić. Sprawa jest poważna".

Pojechałam więc do szkoły, gdzie od razu zaprowadzono mnie do gabinetu dyrektora. Była w nim moja córka, jej wychowawczyni, jakiś nauczyciel, dyrektor, chłopiec z zakrwawionym nosem i jego rodzice.

Odezwał się dyrektor: "Dobrze, że wreszcie się pani zjawiła".
Odpowiedziałam spokojnie: "Na izbie przyjęć sporo się dzieje. Ostatnią godzinę spędziłam, zakładając 40 szwów 7-letniemu dziecku pobitemu przez matkę metalową chochlą. Potem musiałam porozmawiać z policją. Przepraszam, że musieliście państwo na mnie czekać".
Dyrektor poinformował mnie o zdarzeniu: stojący obok chłopiec pociągnął za zapięcie i odpiął mojej córce stanik. Zareagowała uderzeniem go w twarz. Dyrektor najwyraźniej uważał zachowanie mojej córki za wielkie przewinienie.

Powiedziałam: "Och, rozumiem i zastanawiacie się państwo, czy wniosę skargę na chłopaka za molestowanie seksualne i brak reakcji ze strony szkoły?". Wszyscy zrobili się jakoś nerwowi, gdy powiedziałam "molestowanie seksualne".
Nauczyciel: "Nie sądzę, by było to aż tak poważne".
Wychowawczyni: "Proszę nie wyolbrzymiać problemu".
Dyrektor: "Wydaje mi się, że niewłaściwie zrozumiała pani całe zdarzenie".

Matka chłopca zaczęła płakać. Zwróciłam się do córki, by wyjaśniła mi, co tak naprawdę się stało.

Moja córka powiedziała: "Ciągnął mnie za stanik. Powiedziałam mu, by przestał, ale nie posłuchał. Poprosiłam pana X (nauczyciela) o pomoc, zaproponował, bym go po prostu zignorowała. On wciąż ciągnął za mój stanik, aż udało mu się go odpiąć, więc uderzyłam go w twarz. Wtedy wreszcie przestał".

Popatrzyłam na nauczyciela: "Dlaczego nie kazał mu pan przestać? A gdybym podeszła do pana i zaczęła dotykać rozporka pańskich spodni?"
Reakcja nauczyciela: "Proszę tego nie robić!".
Ja: "To byłoby naprawdę adekwatne do sytuacji. A może zacznę ciągnąć za stanik pani wychowawczyni? Zobaczymy, jak dobrze będzie się przy tym bawiła. Sądzi pan, że dla mojej córki było to zabawne?"

Wtedy wtrącił się dyrektor: "Z całym szacunkiem proszę pani, pani córka właśnie pobiła innego ucznia".
Ja: "Nie. Ona odparła atak seksualny innego ucznia. Proszę na nich popatrzeć: on ma 1,80 cm wzrostu i waży około 70 kilogramów, ona mierzy zaledwie 1,52 m i waży 40 kg. Chłopak jest o 30 cm wyższy i waży dwa razy więcej od niej. Ile razy ma prawo jej dotknąć? Co miała zrobić, jeśli osoba, która powinna otoczyć ją w szkole opieką, nie zrobiła nic, by jej pomóc?"

Matka chłopaka wciąż płakała, a ojciec wydawała się zakłopotany i zły. Nauczyciel unikał mojego wzroku.
Kontynuowałam: "Zabieram moją córkę do domu. Myślę, że chłopiec otrzymał odpowiednią nauczkę. Mam nadzieję, że nic takiego więcej się nie wydarzy wobec żadnej dziewczyny w szkole. Zgłoszę ten incydent do władz nadzorujących szkołę. A ty – zwróciłam się do chłopaka, jeśli jeszcze raz zachowasz się tak wobec mojej córki, złożę wobec ciebie oskarżenie o molestowanie seksualne. Rozumiesz?".

Byłam bardzo zła. Zabrałam rzeczy mojej córki i wyszłyśmy. Złożyłam skargę do rady szkoły i zapewniono mnie, że zajmą się sprawą. Moja córka została przeniesiona do innej klasy.

Jakie płyną z tego wnioski?
Z całej tej historii płynie kilka wniosków, każdy nie napawa optymizmem.

Po pierwsze – skandaliczne zachowanie nauczyciela i dyrekcji szkoły, którzy nie dostrzegli żadnego problemu w zachowaniu chłopca, upatrując w broniącej się dziewczynce jedynego winowajcy zajścia.

Po drugie – bagatelizowanie problemu, rozpinanie stanika nie jest dla niektórych naruszaniem czyjejś prywatności, aktem przemocy. To przecież tylko "niewinna zabawa". Tyle, że nikt z nich nie pomyślał, że dojrzewający mężczyzna właśnie z taką informacją, że pewne sprawy są legalne i dozwolone, wyjdzie w świat.

Po trzecie – szkoda, że to dziewczynka musiała zmienić klasę, a nie nastolatek, który w rzeczywistości nie poniósł żadnej kary za swoje przewinienie.

Po czwarte – brak solidarności pomiędzy matkami dzieci, jedna z nich całą rozmowę po prostu przepłakała, zamiast zareagować. O wypowiedzi wychowawczyni szkoda mówić.

I po piąte: próba nauczyciela powstrzymania zdenerwowanej matki przed podjęciem dalszych kroków wyjaśniających sprawę, to kolejny dowód na to, jak wiele takich sytuacji jest "zamiatanych pod dywan".


Ta dziewczynka może być dumna ze swojej mamy, nie każda byłaby w stanie tak zareagować. Strach przed dalszymi konsekwencjami wobec dziecka, strach przed ostracyzmem wobec ucznia, powstrzymuje wielu rodziców przed wchodzeniem z pedagogami i dyrekcją szkoły w otwarty konflikt. Tym bardziej drodzy rodzice, walczcie w imieniu waszych córek, których w szkole być może nikt nie obroni.

Czy wasze dorastające córki narzekają czasem na podobne zachowanie kolegów?

Napisz do autora: ewa.podlesna-slusarczyk@mamadu.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...