"Lekcje pływania dla najmłodszych to bzdura" – realia basenowych zajęć z perspektywy matki

Lekcje pływanie dla najmłodszych nie dla wszystkich okazują się najtrafniejszym z pomysłów.
Lekcje pływanie dla najmłodszych nie dla wszystkich okazują się najtrafniejszym z pomysłów. Prawo autorskie: yanlev / 123RF Zdjęcie Seryjne
Jako rodzice codziennie mierzymy się z mniejszymi lub większymi wyzwaniami. Spełniamy potrzeby i marzenia naszych dzieci, jednocześnie próbując sprostać oczekiwaniom społecznym, rodzinnym oraz pojawiającym się trendom. To ostatnie jest szczególnie ryzykowne, bowiem tylko dlatego, że coś jest aprobowane przez większość, nie możemy mieć pewności, że będzie odpowiednie dla nas.

Jednym z takich „trendów” są lekcje pływania dla najmłodszych. O tym, jak zgubne w skutkach może okazać się uginanie pod presją ideału „macierzyństwa naszych czasów” napisała na jednym z zagranicznych portali matka 6 miesięcznej Sophie.



Rozczarowująca rzeczywistość
Potrzeba lekcji pływania wynikała przede wszystkim z troski o to, by jej córka posiadała umiejętność pływania i żaden akwen nie stanowił dla niej zagrożenia.

Wyobrażanie, jak zwykle okazały się dalekie od zastanej rzeczywistości. Katharine formułując swoje oczekiwania pisze, że spodziewała się profesjonalnych zajęć, w czasie których jej niemowlę nauczy się nie tylko unosić na wodzie, ale nawet pokonywać pewną odległość. Jej oczekiwania wykreowane na podstawie nagrań z YouTube kazały jej myśleć, że kilka lekcji uchroni jej córkę przed utonięciem na całe życie. Nic bardziej mylnego.

Lekcja w rzeczywistości okazała się 45 minutowym łapaniem wiercącego się bobasa w wodzie, męczącym wykonywaniem miliona akrobacji, głupich min i śpiewania piosenek, żeby przekonać dziecko do pozostania w wodzie w otoczeniu na wpół nagich innych rodziców z ich na wpół nagimi dziećmi.

"Wydałam niemałe pieniądze na własne tortury"
Po wszystkim pokonanie drogi do szatni z absolutnie przemarzniętym niemowlakiem (będąc równie przemarzniętym), który nie jest w stanie nawet stanąć samodzielnie na nogach. Po dotarciu: kolejne kilkadziesiąt minut przebierania się z krzyczącym już dzieckiem w towarzystwie kilkunastu innych rodziców i dzieci (większości równie podirytowanych i wciąż półnagich).

Katharine pisze: „Instruktor nie wspomniał słowem o umiejętnościach, za to wciąż mówił o komforcie naszych dzieci. Tylko tyle i aż tyle. Wtedy zrozumiałam, że szczytem umięjętności mojego dziecka na tym etapie będzie wydmuchiwanie bąbelków".

I dalej: „Po ośmiu godzinach lekcji, zrozumiałam: wydałam niemałe pieniądze na własne tortury. Trzy lata później, zrobiłam to po raz kolejny z moim synem. Przecież nie mogłam dopuścić do tego, by pomyślał, że kocham go mniej”.

Porażka na bis
Tym razem matka nauczona poprzednimi doświadczeniami nie pozwoliła sobie na popełnianie tych samych błędów. Syna zapisała na lekcje pływania, kiedy ten zaczął chodzić – żeby uniknąć pełzania po brudnej, pełnej chloru podłodze, podczas gdy ona próbuje zdjąć z siebie niezręcznie mokry kostium. Nie zdawała sobie sprawy, że tym samym popełniła kolejny: chłopiec był na tyle duży, że szybko wyraził swoją niechęć do lekcji i monotonnych zabaw w chłodnej wodzie.

Katharine kończy opowieści o swoich doświadczeniach zwracając się bezpośrednio do matek na całym świecie: „Zapisujcie dzieciaki na lekcje pływania, jednak mając na uwadze moje błędy zróbcie to, gdy będą już na tyle duże, żebyście nie musiały wchodzić do wody razem z nimi i kiedy ich wiek pozwoli im naprawdę nabyć umięjętności pływania. Wcześniej? To bzdura”.

Wśród rodziców nietrudno znaleźć absolutnych zwolenników pływania maluszków. Jakie jest wasze zdanie?
Źródło: Popsugar.com

Napisz do autora: magda.wozniak@mamadu.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...