"Nikomu nic do tego, w jakich okolicznościach doszło do zapłodnienia" - usuńcie wpis z książeczki mojego dziecka!

Tak się dziś "naznacza" i "stygmatyzuje" dzieci.
Tak się dziś "naznacza" i "stygmatyzuje" dzieci. fot. prywatna
Skoro lekarz nie ma obowiązku wpisywania takiej informacji w książeczce zdrowia dziecka, co nim kieruje? Bezmyślność, tylko to nam przychodzi do głowy. "Dzięki lekarce w opolskim szpitalu, każda wizyta u lekarza, czy położnej, to mega stres. Szybko otwieram książeczkę i zakrywam ręką niefortunny wpis".

Niedawno głośno było o ojcu mieszkającym na Dolnym Śląsku, który sprzeciwił się praktyce wpisywania dzieciom do książeczki zdrowia informacji o zapłodnieniu in vitro, która nie jest nakazana prawnie. Udało mu się wywalczyć zmianę książeczki na nową, pozbawioną „stygmatyzacji”. Czytaj więcej tu: Dziecko z in vitro — taki wpis znalazł się w książeczce zdrowia noworodka na Dolnym Śląsku



Czy dziecko będzie cierpiało z powodu tego wpisu?
Teraz zgłosiła się do redakcji Mama:Du mama, którą spotkała dokładnie taka sytuacja, tyle że miała miejsce w Opolu.
List od czytelniczki

Pisze do Pani tego e-maila po przeczytaniu artykułu o wpisie do książeczki zdrowia, że dziecko urodziło się dzięki metodzie sztucznego zapłodnienia in vitro. Łzy same cisną mi się do oczu. Obok mnie leży najcudowniejsze stworzenie na świecie, moja córcia. Ma 8 miesięcy i dzięki metodzie in vitro jest razem z nami.

Ona również jest "naznaczona" przez panią doktor, która odbierała nasz poród w opolskim szpitalu. Dzięki tej Pani każda wizyta u lekarza, położnej czy chociażby wizyty położnej środowiskowej to mega stres. Zosia ma wpisane w książeczkę, że jest dzieckiem z in vitro. Zawsze szybko otwieram książeczkę na odpowiednich stronach i zakrywam ręką niefortunny wpis.

Proszę sobie wyobrazić, co czuł mój mąż, gdy zobaczył ten wpis??? Nie, tego się nie da wyobrazić. Nie mogliśmy naturalnie zajść w ciążę, ponieważ mąż kilka lat temu odbył leczenie, które niestety miało negatywny wpływ na jego nasienie i jedyną metodą było właśnie in vitro. Nigdy nie zapomnę jego spojrzenia, gdy się dowiedział, że nie jest w stanie mnie zapłodnić. Było naprawdę ciężko, a później jego łzy, gdy trzymał Zosię w swoich ramionach…

Przeszliśmy daleką drogę z mężem, ale mamy ją, to jest najważniejsze, ale powiem Pani szczerze, boję się, co będzie dalej, czy córka z powodu tego wpisu nie będzie kiedyś cierpiała. Obawiam się, że będzie taki moment w naszym życiu, że zapyta nas, co to oznacza, że zapyta nas, dlaczego nie chciałam jej normalnie urodzić, że będzie czuć się "inna", że kiedyś ktoś z dzieci powie jej, że jest "dzieckiem z probówki". Boimy się takich sytuacji, boimy się, że spotka ja przykrość wynikająca z naszej "niemocy", z choroby którą jest niepłodność.

Zdecydowanie uważamy, że nie powinno się wpisywać takich informacji do książeczki zdrowia dziecka, ponieważ to jak doszło do zapłodnienia, to kwestia indywidualna rodziców. Rodzą się przecież dzieci z gwałtu, z libacji alkoholowej, w której czasie doszło do zbliżenia, dzieci z przygody wakacyjnej czy dyskotekowe, świadomie czy nieświadomie, ale rodzą się i nikomu nic do tego, w jakich okolicznościach doszło do zapłodnienia.

W jakim celu to zostało zrobione??? Nie wiem. Mogę się tylko domyślać, ale chyba wolę tego nie robić. Po złości czy nie teraz to już nie ma znaczenia. Wiem jedno – zło wraca do człowieka prędzej czy później.

Słowa tej mamy powinny trafić do wszystkich lekarzy, którzy wpisali, bądź chcieli wpisać takie sformułowanie do dokumentu, którym dziecko będzie się posługiwać przez 18 lat. Czy są aż tak pozbawieni empatii, by nie rozumieć, że krzywdzą w ten sposób zarówno dziecko, jak i jego rodziców? Wielomiesięczna, a czasem i wieloletnia walka o zajście w ciążę i urodzenie dziecka, zostaje brutalnie opisana jako „stan po IVF”. Czy to oddaje ogrom trudu poniesionego przez tych rodziców?

”Dane, które zawiera książeczka, nie przewidują wskazywania sposobu poczęcia – mówi ”Wyborczej” Milena Kruszewska, rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia.- Szpitale, które wpisują taką informację, robią to z własnej inicjatywy. Wytycznych, by oznaczać dzieci z in vitro, szpitale z góry nie otrzymały” – zapewnia.
Wobec takiego stanowiska Ministerstwa Zdrowia rodzice powinni znać swoje prawa. Każdy, kto otrzymał po urodzeniu dziecka książeczkę zdrowia z takim wpisem, powinien zgłosić sprawę i szukać pomocy u Rzecznika Praw Pacjenta. Szpital będzie zobowiązany wystawić nową, która zawierać będzie najważniejsze informacje o stanie zdrowia dziecka, nie podając informacji o metodzie poczęcia.

Udostępniajcie, może dzięki temu uda się coś zmienić!

Napisz do autora: ewa.podlesna-slusarczyk@mamadu.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...