Co się dzieje na polskich porodówkach, zostaje na porodówkach. Dlaczego szpitale nie chcą ujawniać informacji?

Szpitale nie chcą współpracować i ujawniać informacji.
Szpitale nie chcą współpracować i ujawniać informacji. rodzicpoludzku.pl
Jaką cenę płacimy za brak dostępu do informacji publicznej? Dlaczego instytucje publiczne nie chcą współpracować z obywatelami? Prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku odkrywa karty.

Jak się rodzi w Polsce?
Fundacja Rodzić po Ludzku po raz kolejny podjęła próbę dowiedzenia się, jak wygląda opieka medyczna w placówkach położniczych w Polsce. W przesłanej do szpitali ankiecie elektronicznej Fundacja pytała m.in. o warunki panujące na oddziale, procedury stosowane podczas porodu, dostępność do szkół rodzenia, obecność osób towarzyszących przy porodzie, dostępne niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu, dostępność na oddziale psychologa i doradcy laktacyjnego, a także dane statystyczne za 2015 rok dotyczące m.in. liczby porodów, cesarskich cięć, znieczulenia zewnątrzoponowego, nacięć krocza.



Zebrane dane mają posłużyć do przeprowadzenia pogłębionej analizy sytuacji opieki okołoporodowej w Polsce.

Kto ma coś do ukrycia?
Dzisiaj Fundacja Rodzić po Ludzku przedstawiła efekty kilkumiesięcznego procesu zbierania informacji publicznych od 403 oddziałów ginekologiczno-położniczych i neonatologicznych w Polsce. Tylko 28,29% z nich odpowiedziało na wniosek w ustawowym terminie. Po ponagleniach, wysyłaniu maili, fax-ów, co wymagało nakładów finansowych oraz kilku miesięcy pracy, w końcu kolejne 71,71% udzieliło informacji.
Informacja kosztuje
Trzy szpitale uwarunkowały udostępnieni informacji publicznej od opłaty! Jednym z nich był Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, który wycenił udostępnienie publicznej informacji na 1200 zł brutto.
W sądzie toczy się 9 spraw, stroną skarżącą jest Fundacja Rodzić po Ludzku. Wśród nich znajdziemy m.in. sprawę przeciwko Szpitalowi Specjalistycznemu „Inflancka” w Warszawie, który nie ujawnił informacji do dziś.
Nowy Szpital w Kostrzynie nad Odrą oświadczyły, że:
„Szpital nie wykonuje usług na rzecz pacjenta lecz na rzecz NFZ(...)”.

O to, dlaczego szpitale nie chcą ujawniać informacji zapytaliśmy Joannę Pietrusiewicz prezeskę Fundacji Rodzić po Ludzku.
Joanna Piertusiewicz
Fundacja Rodzić po Ludzku

Szpitale ujawniają w końcu informacje, ale trud, żeby je od nich uzyskać, jest ogromny. Robimy to po to, żeby kobiety wiedziały, co się dzieje na porodówkach, aby w końcu zaczęło być to jawne i publiczne. Kobiety powinny wiedzieć, jakim procedurom podlegają, jakie są w danym szpitalu stosowane. Zacznijmy o tym rozmawiać szerzej niż tylko w kontekście umieralności okołoporodowej i cesarskich cięć. Różne szpitale wykonują pewne procedury w sposób rutynowy. To pokazuje raport NIK-u, że są szpitale, w których poród z użyciem oksytocyny w pierwszym okresie porodu odbywa się w 80% przypadków, więc prawie każda rodząca podlega tej procedurze, bo te, które nie dostały oksytocyny (20%), prawdopodobnie przyjechały do szpitala w końcowym etapie porodu.

Połączymy te informacje z informacją, o której mówią kobiety, że mimo iż znieczulenie zewnątrzoponowe jest w tej chwili dostępne, to de facto realizacja tego prawa jest znikoma. Wiemy to, bo kobiety piszą, że nie mają dostępu do znieczulenia, szczególnie w mniejszych szpitalach. Więc jeśli połączymy te dwie informacje, czyli fakt, że kobiety mają stymulowane porody (stymulacja powoduje to, że skurcze są bardzo intensywne) z faktem braku znieczulenia, to możemy powiedzieć o łamaniu praw człowieka. Ciężko się do tego dokopać. Myślę, że są to takie rzeczy, które jak "wypłyną" to trzeba się nimi zająć.

Czy się dokopano? Jakie są tego efekty? Przekonamy się 29 marca, gdy zostanie opublikowany raport Fundacji Rodzić po Ludzku.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...