Szłam z płaczącym na cały głos dzieckiem. Przechodnie zatrzymywali się, żeby otrzeć mu łzy. Niepotrzebnie!

Prawo autorskie: malija / 123RF Zdjęcie Seryjne
Mój syn ma 4 lata. Generalnie, jest fajnym, małym facetem, który chętnie uczy się życia. Ale też ma dni, gdy jest nieprzeciętnie uparty i nie ma ochoty na skruchę. Osobiście uważam, że też są okazją do nauki.

Ostatni taki dzień przypadł na środę. Syn dostał pierwszy raz w przedszkolnej karierze CZARNĄ CHMURĘ. Jakimś cudem znalazł w przedszkolu piłę – zabawkę i postanowił zostać iluzjonistą, czyli przekroić kolegę w pasie, bo „tak robią w bajkach” i „tak robił pan, który miał występ podczas przedstawienia”. Szczęśliwie szybko został przyuważony, piła wylądowała w koszu, a syn za brak skruchy dostał chmurę.

W drodze powrotnej do domu, powiedziałam, że musi przemyśleć swoje zachowanie i do tego czasu ma zakaz oglądania bajek. I zaczęło się. Zaczął płakać pokazowo, wręcz teatralnie, tak, żeby usłyszeli go wszyscy potencjalni przechodnie. Pojawiło się też ultimatum pod tytułem „przestanę płakać – za bajkę”.

W takiej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak nie przyjąć „warunku”. W efekcie szłam z płaczącym w niebogłosy dzieckiem, które uczyło się przecież życia. Mogłam w każdym momencie przerwać te krzyki, obietnicą (dla świętego spokoju) włączenia wieczornej bajki. Postanowiłam mimo wszystko przetrwać.

O zgrozo, najgorszym przeciwnikiem nie był wcale mój syn, a przechodzący ludzie, którzy zatrzymywali się i komentowali: „ojej, a co ci się stało chłopczyku?”, „biedactwo, czemu tak płaczesz”, „wytrzyj łezki, będzie dobrze”. Dokładali to tego TE spojrzenia, coś pomiędzy „wyrodna matka” a „dlaczego pani czegoś nie zrobi?!”.

Tymczasem właśnie milcząc i idąc do domu, z twardym postanowieniem, że mimo wielkiego trudu będę konsekwentna, robiłam coś ważnego. Bo tylko takim matczynym zachowaniem wychowam mężczyznę, który za jakiś czas ustąpi miejsca w autobusie, przepuści w kolejce do sklepu czy przytrzyma drzwi do klatki. Pozwólcie dzieciom płakać w miejscach publicznych, a matkom nie czuć się z tego powodu winnym.

Lekcja przyniosła skutek. Już wieczorem syn przyszedł porozmawiać i obiecał poprawę, o bajkę nie śmiał pytać. Na drugi dzień przyszedł z przedszkola z naklejką w nagrodę.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...