Co może cię spotkać w pierwszym roku życia dziecka? Przy tym skoki rozwojowe to pikuś!

Pierwsze rozbite kolana to morze łez dziecka i koszmar dla rodzica.
Pierwsze rozbite kolana to morze łez dziecka i koszmar dla rodzica. Fot. lopolo/123rf.com
Cudem przeżyłam dziewięć miesięcy ciąży, w końcu doczekałam się na swoje upragnione maleństwo. Zaczęliśmy wspólną przygodę. Kiedy wpatrywałam się z miłością w te wielkie, niebieskie oczy, nie miałam pojęcia, co mnie czeka.

W ciąży kilka tygodni spędziłam w szpitalu, dlatego miałam okazję poczytać o trudach macierzyństwa. Najbardziej przerażały mnie skoki rozwojowe - dziecko zamienia się w małego diabełka, nie chce spać, jeść, ogólnie jest na nie, chociaż chyba jeszcze nie ma pojęcia, co to słowo znaczy. Jednak to, co odkryłam sama w czasie, gdy moja córka kończyła kolejne miesiące, sprawiło, że wiem, iż skoki rozwojowe to pikuś przy innych urokach bycia mamą.



24 godzinny dystrybutor
Tak. Stałam się całodobowym dystrybutorem mleka. I smoczkiem. Moja córka w pierwszych tygodniach życia wisiała na mnie praktycznie cały czas. Rano, w południe i oczywiście w środku nocy. Zanim odkryłam, jak karmić ją na leżąco, ja i mój fotel staliśmy się jednością. Czasem zastanawiałam się, czy przypadkiem nie przyrosłam do siedzenia. Odkryłam też, że można na nim spać. Tak jak na krześle, toalecie, czy stojąc pod prysznicem.

No właśnie, prysznic
Prysznic stał się luksusem, a kąpiel w wannie największym marzeniem. No dobrze, nie było tak, że nie myłam się wcale, ale czy dwie i pół minuty można nazwać kąpielą? Za to kąpiele malucha mogą trwać wieki. Moja córka je uwielbia, cudownie patrzeć jak radośnie pluska się w wannie. Mniej cudownie, kiedy trzeba walczyć z żywiołem. Tak, powódź w łazience bywa trudna do opanowania i zajmuje zdecydowanie więcej czasu niż mój codzienny prysznic.

Złote rady
Te są trudniejsze od wszystkich skoków rozwojowych razem wziętych. Mama, teściowa, ciotka, koleżanka, wszyscy wiedzą lepiej, czego potrzebuje twoje dziecko i jak należy je wychować. Źle zmieniam pieluszkę, która oczywiście jest niewłaściwej marki, mam w piersiach wodę zamiast mleka, a moja córka powinna jeść mielone już od drugiego miesiąca życia. No i czekoladka! Przecież wiadomo, że dziecko do życia potrzebuje czekolady. Jak powietrza. No dobrze, raz dzięki nim mogłam pójść do kina, ale do dziś zastanawiam się, co zjadło w tym czasie moje, dorosłe już, bo przecież trzymiesięczne dziecko. Może pasztet? Bo zostawionego przeze mnie mleka nie ruszyło.

Zdziesiątkowane szklanki
Tak, tak, myślałam, że zrzucanie wszystkiego, co znajdzie się w zasięgu małych rączek, nastąpi dopiero w momencie, kiedy mała zacznie chodzić. Nic bardziej mylnego! W czwartym miesiącu zaczęła interesować się obrusem i oczywiście wszystkim, co na nim stało. A że wzięła mnie z zaskoczenia, to zanim zorientowałam się, że to nie przypadek, rozbiło się 5 kubków i 2 talerze. Spryciula.

Ząbki i kolanka
Rosnące zęby i pierwsze rozbite kolana to też nie lada wyzwanie dla mamy. Płacz, płacz i jeszcze raz płacz. Do tego stopnia, że będąc bez dziecka w supermarkecie, zastanawiasz się, dlaczego jest tak cicho. Tak, zdarzyło mi się dwa razy być bez malucha w sklepie. Też do tej pory nie wiem, jak to się stało.

Sama widzisz, że skoki rozwojowe czy kolki to tylko wstęp do długiej powieści o wspólnym życiu. Jednak bez względu na wszystkie trudy macierzyństwa, nie ma nic piękniejszego niż te wielkie oczy patrzące na ciebie i usta układające się w słowo “mama”.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...