"Zarzucacie mi, że nie wiem, co to poród i robicie ze mnie gorszą matkę". Tak szczerze dawno nie było

Cesarka to nie jest pójście na łatwiznę.
Cesarka to nie jest pójście na łatwiznę. rafaelbenari / 123RF
Choć to pewnie nie zakończy odwiecznej dyskusji, pod słowami tej mamy, na pewno podpisze się wiele kobiet.

Cesarka to pójście na łatwiznę – mamy dość!
Cesarka, czy poród naturalny? – to pytanie słyszy każda kobieta. Nie wiedzieć czemu, nadal panuje przekonanie, że to poród siłami natury stoi wyżej w hierarchii. Ile godzin trwały skurcze, a ile trwały parte? Nacinanie krocza, czy pęknięcie? Znieczulenie, czy bez? Można godzinami dyskutować i analizować każdą minutę porodu. A jak to jest z cesarką?



Niestety trudno przełamać stereotypowe myślenie, że "cesarka to pójście na łatwiznę", "rozwiązanie dla słabych", czy "ucieczka przed bólem". Nieważne, ile by tekstów napisać o powikłaniach po operacji (bo tym jest właściwie cc), nieważne ile tłumaczyć, że taka decyzja najczęściej podyktowana jest troską o zdrowie dziecka i matki, są tacy, co i tak wiedzą najlepiej.

"Oto moja historia porodu i jestem z niej dumna"
Słowa tej mamy, Rebecki Gruber, opublikowane na stronie popsugar.com, uznałyśmy za bardzo rozsądne i postanowiłyśmy podzielić się nimi z naszymi czytelniczkami.

"Urodziłam dwóch zdrowych chłopców i nigdy nie czułam żadnych skurczy. Jestem mamą, która miała dwie cesarki i nie wstydzę się powiedzieć, że były zaplanowane.

Gdy spotykam nowych rodziców, zawsze po chwili padają pytania o poród. Gdy inne kobiety dowiadują się, że miałam cesarkę, otwarcie mówią– "przykro nam", "pewnie jesteś rozczarowana" i "to smutne, że nie mogłaś tego przeżyć". Tak, pewnie, że inaczej wyobrażałam sobie przyjście na świat swoich dzieci, ale prawda jest taka, że nie byłam zła i rozgoryczona.

Oczywiście na początku płakałam. Gdy lekarz powiedział mi, że dziecko nie ułożyło się we właściwej pozycji i niestety to jego nóżki, a nie głowa znajdują się bliżej kanału rodnego, było mi przykro. Byłam zdezorientowana. Mój lekarz dał mi dzień na oswojenie się z sytuacją i zaprosił do szpitala na cc.

Operacja trwała tak naprawdę chwilę. Zaraz potem dostałam w ramiona synka, cudownego i głodnego. Od razu przystawiłam go do piersi. Był zupełnie zdrowy i ja też czułam się dobrze. Owszem, nie czułam skurczy, nie musiałam przeć, nie czułam bólu porodowego, ale urodziłam dziecko. To moja historia porodu i jestem z niej dumna.
Cesarki czasem są planowane z dużym wyprzedzeniem, a niektóre, jak moja pierwsza, po prostu się zdarzają. Tak, żyjemy w kraju, w którym wysoki jest wskaźnik cc, o co często obwiniani są lekarze i strachliwe matki. Wierzę, że musimy przeciwdziałać nadużyciom, gdy ktoś wykonuje cesarkę na życzenie, ale z jakiegoś powodu, nie mogę się zgodzić z tym, że jeśli mam zdrowe maleństwo w ramionach, to mam przepraszać, że urodziło się przez cc. Nie muszę nosić szkarłatnej litery, nagrody za urodzenie zdrowego dziecka. Tak naprawdę, to gdy nasze maluchy bawią się razem na boisku – czy można odróżnić, w jaki sposób przyszły na świat?".

To doskonałe pytanie, bo nie jesteśmy w stanie wskazać palcem, czy dziecko urodziło się przez cc czy sn. Jakie miałoby to nawet znaczenie, gdybyśmy mogli? Podpisujemy się pod tymi słowami, bo my także nie widzimy potrzeby dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Jakie tak naprawdę ma znaczenie, czy dziecko urodziło się dzięki cesarskiemu cięciu, czy siłami natury?

Uważacie podobnie? Jeżeli spotkała was kiedyś jakaś przykrość ze względu na sposób porodu, piszcie do nas. Może jednak warto tłumaczyć wszystkim, aż do skutku, co tak naprawdę jest ważne?

źródło: popsugar.com

Napisz do autora: ewa.podlesna-slusarczyk@mamadu.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...