Dowody naukowe nikogo nie obchodzą. Otwartość umysłu i zdolność krytycznego myślenia u dziecka to cechy niewskazane

Dlaczego dzieci w szkołach nie mogą uczyć się tego, co wspomaga ich ogólną edukacje?
Dlaczego dzieci w szkołach nie mogą uczyć się tego, co wspomaga ich ogólną edukacje? Prawo autorskie: levranii / 123RF Zdjęcie Seryjne
Szkoły podzielono na dwie grupy. Placówki te musiały być do siebie podobne poziomem edukacji i pod względem organizacyjnym. W 22 z nich nie zmieniono zupełnie nic. W 26 pozostałych wprowadzono 40-minutowe zajęcia z filozofii przez rok, raz w tygodniu, dla dzieci w wieku 9 i 10 lat. Wyniki tego eksperymentu zaskoczyły wszystkich.

Twarde dowody
Badaniami brytyjskich naukowców, opisanymi na portalu Quartz, objęto 3 tysiące uczniów z 48 szkół. Ci, którzy uczęszczali na zajęcia z filozofii, mieli okazję porozmawiać o prawdzie, przyjaźni, sprawiedliwości. Nie raz słychać było głosy akademickich autorytetów, że filozofia pomaga sprawniej pojmować matematykę, czy szybciej opanowywać umiejętności czytania i pisania u dzieci.

Tym razem Brytyjczycy wyliczyli, że: „Dzieci, które uczestniczyły w zajęciach z filozofii, poprawiły swoje wyniki z matematyki i czytania o równowartość dwóch dodatkowych miesięcy nauczania, choć zajęcia nie miały na celu poprawy umiejętności czytania lub liczenia. Dzieci ze środowisk niesprzyjających edukacji [np. biednych, patologicznych] zrobiły jeszcze większy postęp: ich umiejętności czytania wzrosła o odpowiednik czterech miesięcy nauczania, umiejętności matematyczne – trzech miesięcy, a umiejętność pisania – dwóch miesięcy.” – napisano na qz.com.

Dodatkowo, zaobserwowano znaczny i korzystny wpływ lekcji filozofii na poczucie pewności siebie u dzieci, umiejętności bycia asertywnym i uważnego słuchania rozmówcy.

Wiem, że nic nie wiem
Jenny Anderson, autorka tekstu na portalu quartz.com porusza ważną kwestię możliwości złego pojmowania tego, czego miałyby się uczyć nasze dzieci na takich lekcjach. W końcu ci, którzy niemal przypadkowo zetknęli się z naukami filozoficznymi mogą pomyśleć: Przecież te dzieci są za małe, nie zrozumieją, namąci im to w głowach. Inni, bazując na stereotypach i niezadający sobie trudu sięgnięcia do niej, powiedzą: Tak tak, „Być albo nie być”, „Wiem, że nic nie wiem”. Po co im to?

Otóż program nauczania filozofii napisany w latach 70-tych przez Matthew Lipmana (P4C – Philosophy for Children) tak naprawdę uczyć ma logicznego myślenia poprzez dialogi. Na takich zajęciach „nie koncentrowano się na czytaniu tekstów Platona czy Kanta, ale inicjowaniu dyskusji filozoficznych na bazie opowiedzianych historii, wyrecytowanych wierszy czy odtworzonych fragmentów filmów. Zmierzał zaś do nauczenia dzieci poprawnego rozumowania, stawiania pytań, konstruktywnej dyskusji i doboru właściwych argumentów” – pisze Anderson.

Od 1992 roku stopniowo wdraża się ten program do brytyjskich szkół.
Kevan Collins
Education Endowment Foundation

Uczniowie nauczyli się nowych sposobów myślenia i wyrażania myśli. Byli też w stanie myśleć bardziej logicznie i spójnie.

Nasze podwórko
Można się zastanawiać, czy w ogóle istnieją właściwie materiały do takich zajęć? Zapewne należałoby stworzyć nowy, odpowiedni program, potem przeprowadzić szkolenia nauczycieli, itd. Wszystko to wiązałoby się z kosztami – nieporównywalnie mniejszymi do tych, które pochłonie obecna rewolucja edukacji no, ale to rząd decyduje, co jest "ważne i ważniejsze" i nic nam do tego.

Filozofia ma duży wpływ na światopogląd. Każda ze stron pilnuje, by druga strona nie przeforsowała własnej koncepcji, a więc korzyści z jej nauki płynące dla dzieci są całkowicie nieistotne. Inna kwestia, że niektórzy uznają, że to wcale żadne korzyści nie są. Nie mówią o tym wprost oczywiście, tylko ignorują wszelkie pozytywne doniesienia ze świata, dowody naukowe, przykłady – im się nauczanie filozofii nie opłaca. Nie chcą jej w szkołach, bo dla nich byłaby to wielka szkoda.

„Dla ateisty nie jest korzyścią nauczanie treści teistycznych. I odwrotnie. Inna sprawa, że (ubocznym? spodziewanym?) efektem edukacji jest np. kształcenie umiejętności krytycznego myślenia i krzewienie krytycznej postawy wobec podsuniętych do wierzenia treści. Nie chodzi tu tylko o wiarę religijną, ale o wszelką wiarę – polityczną, światopoglądową (w tym zarówno teistyczną, jak i ateistyczną, zarówno lewicową, postępową, jak i prawicową, konserwatywną), obyczajową, naukopochodną (…)Dla jednych, z pewnością samych edukowanych, nabycie takich umiejętności jest niewątpliwą korzyścią, ale dla innych (np. dla polityków, ideologów, dziennikarzy, przywódców religijnych czy marketingowców) – już niekoniecznie.” – pisze Robert Kryński na filozofuj.eu

Nie da się zaprzeczyć, że filozofia pomaga uczyć się odpowiedniego argumentowania i "rozumowania na własny rachunek” – jak w wywiadzie dla magazynu Filozofuj mówiła prof. dr hab. Justyna Miklaszewska z UJ, specjalistka z zakresu filozofii polityki. Fakt braku edukacji filozoficznej ma znaczny wpływ na poziom kultury komunikacji, debaty w ogóle i w świecie polityki, na co profesor zwraca uwagę. Tego, że ci, którzy właśnie decydują o kierunku nauczania w polskich szkołach, zdają się mieć owe braki, chyba nikomu nie trzeba udowadniać.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...