Zgubiły się w cetrum hadlowym. Sklep odmówił matce pomocy w poszukiwaniach

Czasami i dorosłym zdarza się zagubić w galeriach handlowych.
Czasami i dorosłym zdarza się zagubić w galeriach handlowych. Prawo autorskie: niserin / 123RF Zdjęcie Seryjne
W wielu miejscach wystarczy chwila nieuwagi, by stracić z oczu malucha, choćby na ułamek sekundy. Część dzieci potrafi trzymać się kurczowo maminej nogi, ale inne, od wczesnego dzieciństwa chadzają swoimi ścieżkami i trzeba mieć się mocno na baczności. Na każdej masowej imprezie, w wesołym miasteczku, na plaży, czy w centrum handlowym – zwłaszcza w okresie przedświątecznej gorączki – każda z nas zapewne przeżyła nie raz (i nie dwa) ten stres. To moment, w którym serce staje. Rozglądasz się, wołasz, oddycha ci się coraz trudniej i nagle... .
Ufff, widzisz swoją pociechę na dziale z zabawkami.
Ale nie każdy ma tyle szczęścia.

Na ogół możemy liczyć na pomoc ratownika albo wodzireja imprezy, który to ze sceny będzie wywoływał nasze dziecko do skutku. Podobnie jest w dużych galeriach. Tam, udajemy się do punktu informacyjnego i nie ma problem z wydaniem głośnego komunikatu o poszukiwaniu dziecka. Na ogół…

Tym razem było inaczej. Warszawianka opisała na grupie dla mam, co spotkało ją w jednym z centrów handlowych: “Prosiłam, błagałam, odchodziłam od zmysłów, a panienka, że nie, nie może tego ogłosić”.
Zrozumiałe jest to, że dziecko nie było zupełnie pozbawione dorosłego, jednak argumenty przedstawione przez matkę dziecka są wystarczające, by stwierdzić, że tej pomocy należy jej udzielić. Czy owe centrum handlowe ma jakiś stosowny regulamin, objaśniający jak należy postępować w takich sytuacjach? Czy Pani zajmująca stanowisko w punkcie informacyjnym w tym momencie się do niego dostosowała?

Wolelibyśmy mieć pewność, że w takich momentach (nie ważne, czy stracimy z oczu jedynie dziecko, czy dziecko wraz z kuzynką, dziadkiem, ciocią, którym np. rozładował się telefon), możemy liczyć na odrobinę empatii w miejscu, które zdaje się jedyną i najszybszą formą ratunku. Czy gdyby dziecko było pozbawione towarzystwa babci, to pomocy by udzielono, ale że było z pełnoletnią osobą, to przypadek ten do otrzymania pomocy się nie kwalifikował? Jak i kto o tym decyduje?

I wreszcie, czy nie jest oczywiste, że gdyby ta mama mogła skontaktować się ze swoją dwuletnią córeczką i jej babcią, to nie zawracałaby nikomu głowy prośbami?

Skontaktowaliśmy się z przedstawicielami centrum handlowego telefonicznie jak i mailowo. Oto odpowiedź, jaką otrzymaliśmy:
Monika Lewczuk-Kuropaś
Rzecznik Prasowy Arkadii

Odpowiedzieliśmy już klientce na naszym fanpage'u i serdecznie przeprosiliśmy za tę sytuację. Pouczyliśmy pracownika recepcji i wyciągnęliśmy stosowne konsekwencje, jako że taka reakcja nie jest zgodna z naszymi standardami.

Wygląda na to, że finał sprawy jest pozytywny. Jak zwykle musiało dojść do nieprzyjemnego i odpowiednio nagłośnionego incydentu, żeby wyciągnąć (mamy nadzieję!) wnioski na przyszłość. Jednocześnie doceniamy fakt, że chociaż w jednym z większych sklepów na terenie galerii, nie było problemu z wypowiedzeniem kilku zdań przez głośnik. Tylko tyle i aż tyle.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...