“Pryskane” warzywa są niezdrowe? To taka sama “chemia”, jak tabletki na ból głowy

Fot. Unsplash.com / CC0
Boli cię głowa – bierzesz tabletkę. Albo dwie. Wierzysz producentowi, który w ulotce napisał, że właśnie tyle pigułek może na raz przyjąć osoba dorosła. Podobnie, kiedy twoje dziecko zaatakuje paskudny grypowy wirus nie będziesz się dwa razy zastanawiać przed podaniem mu przepisanego leku. Wątpliwości co do wpływu substancji chemicznych na zdrowie, częściej niż w aptece, nachodzą cię pewnie w sekcji warzyw i owoców osiedlowego marketu. Bo jak tu bez strachu zjeść “naszprycowane chemią” jabłko? Albo opryskany bez opamiętania pomidor? Prawda jest taka, że środki ochrony roślin przechodzą bardziej rygorystyczne testy, niż niejeden lek. I nikt nie „szprycuje” nimi żywności. Te substancje są po prostu bardzo skuteczne i wydajne, a przy tym zbyt drogie, by rolnicy mogli pozwolić sobie na ich marnotrawstwo.

Niewielu z nas postrzega środki ochrony roślin w kategoriach leków. W rzeczywistości pomiędzy nimi, a stosowanych przez nas na co dzień farmaceutykami różnica jest niewielka. Oba rodzaje substancji mają za zadanie chronić nas przed rozwojem niebezpiecznych chorób. W obu przypadkach warunkiem właściwego działania jest odpowiednie dawkowanie oraz wykluczenie ewentualnych skutków ubocznych.

100 testów, 200 mln, 10 lat
Środki ochrony roślin są, zdaniem specjalistów, najlepiej kontrolowanymi substancjami chemicznymi w Unii Europejskiej. Zanim taki środek zostanie dopuszczony do użytku, musi przejść ponad 100 różnych testów. Naukowcy badają nie tylko jego chemiczne i fizyczne właściwości, ale również wpływ na środowisko, poziom toksyczności i ekotoksyczności, jak również zachowanie się pozostałości po jego zastosowaniu.

Zanim więc dany środek z laboratorium trafi na półki sklepów ogrodniczych mija około 10 lat, a cały proces badawczy kosztuje średnio 200 mln euro. O tym, jak ściśle kontrolowany jest to proces świadczy fakt, że na każdą dopuszczoną do obrotu substancję, 140 tys. innych zostaje odrzuconych już na etapie koncepcyjno-rozwojowym.

O tym, jakimi środkami mogą chronić swoje uprawy polscy rolnicy decyduje Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Z kolei Państwowa Inspekcja Sanitarna kontroluje żywność już w sprzedaży.
Bogusław Rzeźnicki
Dyrektor Departamentu Hodowli i Ochrony Roślin, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa przeprowadza około 20 tys. kontroli rocznie. Dodatkowo Agencja Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa, w ramach tzw. cross-compliance kontroluje 14 tys. gospodarstw rocznie. PIORiN wykorzystuje analizę ryzyka i koncentruje się przede wszystkim na dużych i towarowych gospodarstwach, tam, gdzie się stosuje najwięcej środków ochrony roślin. Również małe gospodarstwa są kontrolowane, a także inne miejsca, gdzie wykorzystywane są środki ochrony roślin – jak lasy, obszary zieleni miejskiej, ogrody przy żłobkach, przedszkolach czy szpitalach etc. Kontrola obejmuje również np. magazyny przechowywania środków ochrony roślin oraz miejsca, gdzie mogą one się potencjalnie znaleźć. Sprawdza się czy rolnicy nie korzystają z produktów podrobionych czy przeterminowanych. Przepisy umożliwiają dużą swobodę wyboru miejsc przeprowadzenia kontroli.

Polska wraz z innymi krajami Unii Europejskiej należy również do systemu wczesnego ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach (RASFF). Dzięki czemu w razie wykrycia produktów, które mogą potencjalnie zagrażać ludziom lub zwierzętom przeprowadzana jest ocena ryzyka, a jeśli zajdzie taka potrzeba - uruchamiane są procedury zabezpieczające zdrowie konsumentów.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...