Droga Pani Minister, dlaczego ten problem wydaje się nie zaprzątać Pani głowy? Czyli o tornistrach naszych dzieci

Dzieci dźwigają ciężkie kilogramy. Codziennie
Dzieci dźwigają ciężkie kilogramy. Codziennie Prawo autorskie: vulkanov / 123RF Zdjęcie Seryjne
Kto przeczyta wyniki z badań Głównego Inspektoratu Sanitarnego, zagotuje się w nim od razu, bo mnie… krew zalewa! Do tego od lat, problem pozostaje nie rozwiązany. Chociaż moje dzieci jeszcze w tym roku nie spakowały swoich pierwszych tornistrów, to jestem przerażona, że właśnie to pierwszaki dźwigają najwięcej.



Fakty
Badania zostały przeprowadzone w całej Polsce w blisko 700 szkołach. Zważona prawie 500 ton tornistrów w klasach I-VI oraz I-III gimnazjum. Co się okazuje? Co drugie dziecko, już na początku swojej edukacji, ma za ciężki plecak. I to znacznie. Podczas gdy normy dopuszczają ich wagę o równowartości 10% masy ciała dziecka, są one przekraczane nawet czterokrotnie.
gis.gov.pl

"Największy problem nadmiernego obciążenia tornistrów stwierdzono w klasach pierwszych, gdzie odnotowano, że 65% uczniów nosi plecaki przekraczające 10% masy ich ciała, a 21% uczniów przekraczające 15% masy ich ciała."

W związku z tym „problemem” – jak bywa to nazywane, a jak dla mnie to zbyt łagodne określenie przyczyn deformacji i zniekształceń ciał dzieci od wczesnego dzieciństwa, różne fundacje, wspólnie z GIS, rozpoczęły V edycję programy Lekki Tornister. No i fajnie.

Wszystko jest bardzo ładnie przemyślane - będzie kampania edukacyjno-informacyjna w szkołach. Bowiem wszyscy eksperci są zgodni i apelują, że dźwiganie w młodym wieku nieadekwatnych ciężarów ma fatalny wpływ na dalszy rozwój dzieci. Dalej na stronie GIS, czytamy:
gis.gov.pl

„Problem przeciążonych tornistrów uczniów jest poważny. Z doświadczenia wiemy, że dzieci pakują do plecaków nie tylko podręczniki, ale również zabawki: pluszowe misie, kucyki Pony czy zestaw samochodzików; kilka piórników i ciężkie bidony”.

Edukować dzieci – to zawsze jest wskazane. Z tymże, większość rodziców zdaje się posiadać taką wiedzę i nijak ma się to do tego, ile książek, przyborów (a przy okazji strój na w-f, do tego trampki, ahh no i farbki na plastykę itp.) wymaga nauczyciel, szkoła, by dziecko przynosiło ze sobą danego dnia. I to obowiązkowo. Bo na ten przedmiot dziś będzie potrzebna książka i zeszyt ćwiczeń, na tamten również. A potem praca domowa z każdego z nich.

Zróbmy coś więcej
Czy my, rodzice nie powinnyśmy głośniej, mocniej i wyraźniej wyrazić swojego sprzeciwu?
Lata lecą, a problem wciąż ten sam. Realnego rozwiązania – brak. Jasne, że póki co, warto we własnym zakresie dbać o rozwój dziecka. Wybierać odpowiedni plecak, bez względu na cenę - bo niestety niektóre, nawet gdy są całkiem puste potrafią ważyć 2 kg. Ale jakie, tak naprawdę mamy możliwości prócz działań "prewencyjnych", czyli kontrolowania zawartości tornistrów, na co często nie mamy wpływu?
Szafki dla każdego, albo żegnaj praco domowa!
Skoro Ministerstwo Edukacji ma spory nadmiar w budżecie, bo przecież skądś te niemałe kwoty biorą na zbliżającą się "reformę", likwidację gimnazjów itd, to dlaczego nie mogą przy okazji wyjść naprzeciw tak "prozaicznym" sprawom, tak ważnym dla zdrowia każdego, otóż KAŻDEGO dziecka, jak ich codzienne zmaganie z ciężkim tornistrem?

Droga pani Minister - miałabym ochotę zapytać - dlaczego ten problem wydaje się nie zaprzątać pani głowy? Ewentualny, chwilowy zamęt w placówkach w celu zapewnienie szafki każdemu maluchowi, to pikuś w porównaniu z zamieszaniem, jakie ma miejsce a propos reformy. A może to właśnie zbyt mało medialne? Chyba potrzeba przeprowadzenia głośnej rewolucji, jest ponad faktyczne zmartwienia każdego rodzica.

Miałam to szczęście. W mojej szkole były szafki. Wtedy, była to rzadkość, a o ile ułatwiało to wszystkim życie! I odciążało moje, oraz rodziców plecy. Wszystkie gadżety plastyczno-sportowo-muzyczne tam sobie leżakowały, bo była to szkoła muzyczna, pewne dlatego mieliśmy to szczęście – wtedy tam myślałam. Jakie było moje zdziwienie, gdy trafiłam do gimnazjum również z szafkami zamiast zbiorowej szatni, no i w konsekwencji do domu brało się tylko to, z czego trzeba było odrobić lekcję.

A konsekwencję dźwigania?
- Początkowo uczeń narzeka na nasilony ból pleców, który z czasem może przerodzić się w pogłębione schorzenie kręgosłupa, doprowadzające do zapadania się klatki piersiowej oraz nieprawidłowego funkcjonowania układu oddechowego i układu krążenia. Dźwigając na plecach zbyt duży ciężar, dziecko jest także narażone na dolegliwości w obrębie lędźwiowego odcinka kręgosłupa, problemy z kolanami oraz zniekształcenia w budowie stóp – czytamy na gis.gov.pl słowa fizjoterapeutki Kamili Kuźniar-Kosowskiej.

Zanim jednak, ktoś faktycznie zlituje się nad naszymi dziećmi i zajmie realnymi problemami dotyczącymi każdego ucznia, bez wyjątków i zanim doczekamy się ewentualnych regulacji prawnych w tej kwestii - rozmawiajmy z nauczycielami, dyrektorami szkół do których uczęszczają nasze dzieci, zbierzmy grupę rodziców i wystosujmy zbiorowy apel. Może w poszczególnych miejscach uda się coś zmienić?
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...