NIEwychowane pokolenia. Dzieci pracujących rodziców skazane są na porażkę

Prawo autorskie: kolotype / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: kolotype / 123RF Zdjęcie Seryjne Decydując się na powrót do pracy pamiętaj, by zapewnić dziecku odpowiednią opiekę.
Spotkasz je najczęściej czekające w samochodzie, pochłonięte grami w swoich telefonach i tabletach. Przykują twoją uwagę w restauracji, gdy bawiąc się w najlepsze, zaczynają krzyczeć i biegać po całym lokalu. Niewychowane dzieci. Czyj to problem?

Gdzie, jak nie w pracy?
Jest środek sierpnia. Piękny, słoneczny dzień, w jednej z nadmorskich miejscowości. Wchodzę do domu znajomej, od której miałam pożyczyć kilka kartonów do przeprowadzki. Dzwonię do drzwi, ale nikt nie odpowiada. Nieśmiało pociągam za klamkę – otwarte. Dzień dobry? - zaczynam od progu. Z głębi domu dochodzą mnie jakieś głosy. Idę więc dalej, niepewnie powtarzając pytanie. W salonie czeka na mnie niespodzianka. Dwójka dzieci, chłopiec i dziewczynka w okolicach 5. i 7. lat siedzą wpatrzeni w telewizor. Gdzie wasi rodzice? - pytam od razu. W pracy. A gdzie mają być?

(Nie)równy układ
Dzieci takich jak te są tysiące. Kuszeni trendem partnerskiego układu, rodzice decydują się na to, że oboje pójdą do pracy. Opieka nad dziećmi zostaje więc zrzucona na dziadków, którzy często nie poczuwają się do obowiązku wychowania wnuków. Dziadkowie są przecież po to, aby rozpieszczać, a nie wychowywać.

Dzieci, które wychowują się same
Na filmach, grach i kreskówkach, które rzadko kiedy czegoś uczą. W efekcie wyrastają na ludzi kompletnie nieprzystosowanych do życia w społeczeństwie. Nie można tu bowiem mówić o złym wychowaniu. Tych dzieci po prostu nikt nie wychował.

Skutki braku wychowania
Nikt nie powiedział im, że jak wchodzi się do czyjegoś domu, to trzeba zdejmować buciki. Nikt nie przypomniał, że w miejscu publicznym się nie krzyczy. Nikt nie nauczył, że trzeba szanować starszych. Bo kto miał to zrobić? Takie dzieci nie słuchają gdy się do nich mówi, przez co mają duży problem z wykonywaniem poleceń. Wolą raczej niszczyć niż budować, bo nie nauczyły się czerpać radości z tworzenia. Brak czujnego oka rodzica sprawił, że nie są one w stanie same utrzymać porządku. Choć, w tym wszystkim, najgorsza jest chyba nuda, totalna bierność i brak umiejętności zorganizowania sobie czasu.


Narastający problem
Takie przypadłości stają się potem kulą u nogi dziecka, które właśnie rozpoczyna swoją przygodę ze szkołą. Wtedy to pojawiają się pierwsze problemy z nauką, a rodzice winą za te niepowiedzenia obarczają nauczycieli. Nierozwiązany problem zaczyna narastać,a w skrajnej postaci może doprowadzić do pojawienia się fobii szkolnej. Zanim więc do tego dojdzie powinniśmy zastanowić się, czy dziecko zostało odpowiednio przygotowane do tego, by poradzić sobie w tak wymagającym środowisku, jakim jest szkoła.

Mały szczegół
Nie chce, byś mnie źle zrozumiała. To nie tak, że jestem wrogo nastawiona do pracujących rodziców i niewychowanych dzieci. Nie. Sama też jestem zwolennikiem równouprawnienia w związku, a takie małe urwisy wzbudzają we mnie raczej smutek niż złość. Odnoszę jednak wrażenie, że wiele osób, decydując się na taki układ, zwyczajnie zapomina, o małym, acz niezwykle istotnym szczególe - dziecku. Na pytanie o to, kto powinien zająć się wychowaniem, najczęściej pada wymijająca odpowiedź, że się zobaczy albo będziemy się zamieniać. Jeśli więc chcemy zapewnić swojemu potomkowi najlepsze warunki do życia, upewnijmy się najpierw, czy dajemy mu to, czego najbardziej od nas potrzebuje - wzoru do śladowania, ostoi, nauczyciela – rodzica.
Trwa ładowanie komentarzy...