5 prostych zasad, jak skompletować wyprawkę dla pierwszoklasisty i nie zwariować

Prawo autorskie: dotshock / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: dotshock / 123RF Zdjęcie Seryjne
Kończy się sierpień, co nieuchronnie oznacza, że wielkimi krokami, jak co roku, zbliża się... wyprawa do krainy plasteliny, bloków technicznych i papierów kolorowych! Jeśli z łezką w oku wspominasz swój pierwszy worek z muchomorkiem albo pierwszy zestaw żelowo-brokatowych długopisów, który w koleżankach z ławki budził najgorsze złodziejskie instynkty, zakupy w “papierniczym” postrzegasz pewnie jako jeden z najjaśniejszych punktów rodzicielstwa. Ten piękny moment łatwo jednak zrujnować.

Bo jak tu rozkoszować się słodkim dylematem, czy w tym roku zdecydować się na piórnik-saszetkę, czy jednak standardowy, z pełnym wyposażeniem, kiedy w sklepie grasują dzikie tłumy pędzących nie wiadomo gdzie rodziców? Jak skompletować pełną gamę pisaków, kiedy znudzone dziecko ciągnie nas za rękę i marudzi: “Mamo, ja właściwie tego nie potrzebuję...”. No jak?! Podpowiadamy.

1. Bądź koleżeńska

Na początku przypomnijmy: to nie jest wyprawka dla ciebie. Oznacza to mniej więcej tyle, że nie chcemy powtórki z zeszłego roku, kiedy wydałaś fortunę na cudny tornister z konikami, na widok którego, nie wiedzieć czemu, twoje dziecię rozpłakało się rzewnymi łzami, a potem zadeklarowało, że prędzej pójdzie do szkoły z reklamówką niż “czymś takim”. Nikt nie mówił, że rodzicielstwo jest łatwe – musisz się dostosować.

2. Traktuj FOMO poważnie

Drugą, poza długoterminowym fochem, konsekwencją twojej wyprawkowej samowolki może być FOMO, czyli “fear of missing out”. W naszych szkolnych realiach “strach przed wykluczeniem” oznacza mniej więcej tyle, że jeśli kupisz młodemu piórnik z Realem, bo wolisz jasne pastele od burych granatów Barcy, to lepiej od razu rezerwuj miejsca w strefie VIP na Camp Nou. Mniej więcej tyle będzie cię kosztowało odbudowanie reputacji młodego kibica w grupie rówieśniczej (ta sama zależność dotyczy Pocahontas i Księżniczki Elzy).

3. Zróbcie listę

Zauważ, że w powyższym nagłówku pojawia się liczba mnoga. Mając w pamięci dwa poprzednie podpunkty, zaangażuj dzieci w proces zakupowy. Usiądźcie razem i (razem!) zastanówcie się, czego potrzebujecie, znaczy, potrzebuje. Twoje dziecko. Zajrzyjcie na Bookbook i porównajcie różne kolekcje. Sklep internetowy ma nad tradycyjnym tę przewagę, że możecie zrobić zakupy “na sucho”: najpierw swój koszyk kompletuje dziecko, potem ty, a na koniec porównujecie ich zawartości. Negocjacje, co ostatecznie wybrać, łatwe nie będą, choć istnieje szansa, że w domowym zaciszu łatwiej niż w zatłoczonym hipermarkecie, dojdziecie do kompromisu.

4. Rozłóżcie zakupy na raty

Z kompletowaniem wyprawki nie warto się spieszyć, warto natomiast zastanowić się, w jaki sposób je sfinalizować. W przypadku zakupów w internecie, prawdopodobieństwo, że ktoś bezczelnie sprzątnie wam sprzed nosa ostatnie pudełko kredek z limitowanej edycji, jest mniejsze. Poza tym, internet kocha promocje i obniżki – nawet w szczycie sezonu (na Bookbooku jest na przykład promocja na plecaki).



Z drugiej strony, wszystkie zakupy dokonywane przez internet, oprócz niezaprzeczalnych zalet, mają swoje wady. Tak samo, jak nie przymierzysz wirtualnie sukienki, nie wypróbujesz też długopisu. Jeśli jednak na myśl o dzikich tłumach w sklepach wielkopowierzchniowych robi ci się słabo, zaufaj bardziej kameralnym punktom. Księgarnie takie jak Bookbook z reguły mają szerszy asortyment, bardziej kompetentną obsługę no i towar wyższej jakości, niż w hiper-sieciówkach.

5. Pamiętaj - lepiej raz, a dobrze

Ostatecznym argumentem za tym, aby w kwestiach papierniczych trzymać się dziecięcej intuicji są, niestety, pieniądze. Raz jeszcze odwołajmy się do historii z tornistrem. Tani nie był, prawda? Ten drugi też nie. A można było kupić jeden? Można było.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...