Grupa naTemat

Przygotowania do szkoły przypominają oczekiwanie na Gwiazdkę. Ostatni miesiąc wakacji nie powinien tak wyglądać!

Bierzemy udział w konsumpcyjnym wyścigu - kto pierwszy zdąży przed pierwszym dzwonkiem?
Bierzemy udział w konsumpcyjnym wyścigu - kto pierwszy zdąży przed pierwszym dzwonkiem? Prawo autorskie: paha_l / 123RF Zdjęcie Seryjne
W weekend wybrałam się na zakupy do supermarketu. Rzadko to robię, gdyż jak na kobietę nowoczesną kobietą przystało, zamawiam wszystko przez internet - od butów po mrożonki. Szkoda mi czasu na lawirowanie z wózkiem między sklepowymi regałami. Był piękny słoneczny dzień, więc byłam pewna, że w markecie przywitają mnie pustki.

Na wejściu zaatakował mnie plakat “Witaj szkoło!” Chwila przerażenia, myślę: “Jak to, już wrzesień?!”. Odruchowo zerkam na ekran telefonu i wzdycham z ulgą “No właśnie, pierwszy co prawda jest za pasem, ale ten sierpniowy. Jeszcze tyyyyle czasu, kto by się przejmował.." Ruchome drzwi rozsunęły się, urwało mi myśl, stanęłam jak wryta. Tłok jak na sobotnim targowisku. Chwyciłam za koszyk (ostatni, jaki leżał) i zaczęłam przepraszać na prawo i lewo, aby przecisnąć się przez dział papierniczy, który przeniesiono do pierwszych alejek od wejścia. Ilość matek, ojców i dzieci pakujących piórniki, zeszyty i plecaki do koszyków była ogromna. Można by pomyśleć, że planują zamknąć sklep na sierpień i rodzice korzystają z ostatniej szansy kupienia szkolnej wyprawki dla swojego dziecka. Kto z własnej woli w niedzielne, piękne przedpołudnie pchałby się przecież całą rodziną do klimatyzowanej hali? Mam nadzieję, że nie tylko mi wydaje się to takie dziwne…

Trzeba zdążyć przed pierwszym dzwonkiem

Obserwuję rodziców szykujących swoje pociechy do pierwszej klasy. Mam wrażenie, że zwariowali. Rozumiem, że połowa wakacji minęła, ale czy naprawdę trzeba poświęcać wolny na rodzinną mękę w sklepowych alejkach? Nie przekona mnie, jeśli ktoś powie, że takie zakupy to przyjemność. Naoglądałam się maluszków płaczących w wózkach, matek z niepokojem podążających wzrokiem za dziećmi topiącymi się w tłumie między półkami oraz dzieci kłócących się o ostatni egzemplarz plecaka z wizerunkiem Anny z “Krainy Lodu”.

Zagubiona podpytałam koleżanki, która we wrześniu wyprawia syna do podstawówki. Zwierzam jej się z moich przemyśleń o “śródwakacyjnym szkolnym szaleństwie”, a ona patrzy na mnie z politowaniem. “Dziewczyno!" - mówi - "Widać, że Twoje dziecko nie chodzi jeszcze do szkoły. My też mamy już zakupy za sobą. Gdybym odłożyła to na później, byłaby awantura. Bo plecaki ze Star Wars wyprzedane, bo koledzy już gotowi, bo on się martwi, że nie zdąży”. Przytakuję. Brzmi to logicznie, by mieć te przygotowania z głowy jak najszybciej. Następnego dnia ta sama znajoma dzwoni “Bo wiesz, ja to się martwię, że Eryk tak przeżywa, że idzie do szkoły. Co będzie jak mu się tam nie spodoba? Wszyscy jego koledzy z przedszkola idą do innej szkoły. Chyba dopiero teraz to do niego doszło.” Pomyślałam sobie: “Masz babo placek”.

Modna wyprawka kluczem do szkolnego sukcesu

Współczesne przygotowania do szkoły, szczególnie te przeżywane w dużym mieście, przypominają oczekiwania na Gwiazdkę. Ulotki, foldery reklamowe i witryny sklepów zapełniają się niesamowitymi okazjami cenowymi, które mają uszczęśliwić nas i nasze dzieci. Odprowadzamy maluchy na kolonijny wyjazd i wsadzamy je do autokaru zaparkowanym pod billboardem krzyczącym “Witaj szkoło!”. Dwa miesiące wcześniej zaczynamy myśleć o tym, co trzeba kupić, aby we wrześniu niczego nie zabrakło. Tak jak w grudniu, dajemy się nabrać. Wtedy pędzimy, by zdążyć przed pierwszą gwiazdką, teraz by uprzedzić pierwszy dzwonek. Przed Wigilią martwimy się, że nie zdążymy kupić wszystkich prezentów, przed 1 września z obawą myślimy czy zdołamy na czas uzupełnić piórnik dziecka.

Spędzamy weekendy w pogoni za .. no właśnie, czym? Wymarzonymi zeszytami? Czy naprawdę nikt nie dostrzega, jak bezmyślnie to brzmi? Mam wrażenie, że odurzają nas opary machiny współczesnego konsumpcjonizmu. Zarzucono sieć na zestresowanych rodziców, którzy pragną jak najlepiej przygotować swoje dzieci do szkoły. Wmówiono nam, że modny plecak i drogi piórnik ułatwią maluchowi osiągnięcie szkolnych sukcesów. W konsekwencji, przekazujemy podobną filozofię naszym dzieciom - trzeba kupić, wybór musi być najlepszy, goń za najlepszą okazją. Mam wrażenie, że podobnie jak zakupowym pędem niszczymy magię Świąt Bożego Narodzenia, szaleństwem związanym z przygotowywaniem szkolnej wyprawki zaburzamy myślenie naszych dzieci o pierwszych dniach w szkole. Nie chcę tego robić moim dzieciom.

Plecak jest ważny, ale nie najważniejszy

Wydaje mi się, że nie witamy szkoły tak, jak trzeba. Po pierwsze, wpadając w wir wyprawkowych zakupów, wydajemy zbyt wiele pieniędzy na akcesoria, które później dzieciakom się nie przydają. Na półce wciąż leżakują niezużyte pudełka z plasteliną i do połowy pełne słoiczki z farbami. Mimo, to dajemy się namówić na kolejne - te z “Krainą Lodu”. Pamiętajmy jednak, że mamy duży wpływ na to, czy nasze dziecko zapragnie takich nowości. Większość zachowań malucha modelujemy my sami.

Po drugie, zapominamy o tym, że materialna wyprawka do szkoły jest ważna, ale nie najważniejsza. Zróbmy te zakupy raz, a porządnie, ułóżmy rzeczy na półkach w dziecięcym pokoiku, połóżmy piękny, nowy plecak na honorowym miejscu, ale nie zapominajmy, że to tylko przedmioty. Kluczowe jest to, jak nasze dziecko czuje się przed wielkim wyzwaniem - pierwszym dniem w szkole. Kolejne niedzielne popołudnie, zamiast spędzić między regałami w supermarkecie, poświęćmy na rozmowę. Często spotykam rodziców którzy na przestraszony głos malucha: “Nie chcę iść do szkoły, wolałbym zostać w przedszkolu” reagują: “No coś ty, już jesteś duży chłopak, czas na szkołę. Szkoła jest fajna.” Nie rozmawiają z dzieckiem o złych emocjach. Być może z obawy, że nie da sobie ono rady, stosują metodę “musisz być twardy, już czas”. Pamiętajmy, że omawiając z maluchem jego wątpliwości, nie musimy od razu przedstawiać mu gotowych rozwiązań. Najważniejsze, byśmy wysłuchali, co ma do powiedzenia, dostarczyli mu uwagi i okazali zrozumienie dla jego wątpliwości. Dla dziecka najważniejsza jest świadomość, że podejmując się wyzwań, może ono na nas liczyć w razie niepowodzeń.

Kolejne wakacje dopiero za rok

Wciąż trwają wakacje. Czekaliśmy na nie cały rok. Odpuśćmy. Teraz nasze dzieci mają czas, by się ponudzić, wyszaleć. Nie musimy ich angażować w szkolne szaleństwo zakupowe. Kolor piórnika nie ma znaczenia. Wspomnienia z kolonii są za to bezcenne. To o nich porozmawiajmy. Mimo plakatów witających szkołę, pozostańmy wciąż w świecie letniej przygody. W ostatni tydzień sierpnia supermarkety również będą otwarte. A może najlepszym pomysłem byłoby wybrać się po wyprawkę 1 września? Tuż po rozpoczęciu roku szkolnego, zrobić maluchowi przyjemność i przywitać nowy rok szkolny z przytupem - wtedy będzie na to dobry czas. Wakacji już nie będzie a wciąż zdążymy przed pierwszym dzwonkiem - jeśli już tak bardzo nam na tym zależy.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WychowanieSzkoła
Skomentuj