Grupa naTemat

Nie bądź "świętą krową ze smarkaczem". Poznaj rady ekspertki, a unikniesz katastrofy w restauracji

Wyprawa z dzieckiem do restauracji może być przyjemna. Wystarczy dobrze się do niej przygotować.
Wyprawa z dzieckiem do restauracji może być przyjemna. Wystarczy dobrze się do niej przygotować. Prawo autorskie: nadezhda1906 / 123RF Zdjęcie Seryjne
Rodzinny obiad, a może spotkanie ze zajomymi? Jedno jest pewne: restauracje to odpowiednie miejsca dla rodzin z małymi dziećmi. Zwłaszcza, jeśli dobrze się do posiłku poza domem przygotujecie.

W swoim czasie na blogu Krytyka Kulinarna pojawił się tekst o zachowaniu rodziców, którzy odwiedzają restauracje w towarzystwie dzieci. Krytyczny. Ale to nie była niekonstruktywna i pozbawiona sensu krytyka. Zwłaszcza, tekst doczekał się kontynuacji – zbioru zasad, których warto przestrzegać, gdy chcemy razem z dziećmi odwiedzić restaurację. Przyjrzyjmy się im.

1. „Czasy beztroski minęły.” Autorka przekonuje, że rodzic nie może delektować się ciepłym posiłkiem, zamiast zająć dzieckiem. I trudno się z nią nie zgodzić. Miła pogawędka i delektowanie się wspaniałym stekiem, kiedy nasze dziecko nie daje spokoju ludziom przy stoliku obok? Albo uniemożliwia pracę personelowi restauracji? Niedopuszczalne.

2. „Rozpoznaj teren.” Chodzi o to, by przed odwiedzeniem restauracji sprawdzić, czy jest ona dostosowana do potrzeb rodziców z dziećmi. Czy są wysokie krzesełka do karmienia? Przewijak? Czy w menu znajdzie się potrawa odpowiednia dla maluszka? Jeśli wybierzemy lokal niedostosowany do naszych potrzeb, utrudnimy życie sobie i personelowi restauracji. Na szczęście w dobie internetu i połączeń komórkowych sprawdzenie kilku prostych informacji nie jest problemem.

3. „Poznaj menu”. Czyli sprawdź, czy restauracja oferuje coś, co potencjalnie nadaje się dla naszego malucha. W menu dziecięcym, albo tym „dorosłym”.

4. „Uprzedzaj zdarzenia”. Autorce chodzi o to, że dziecko prawdopodobnie nie będzie przez kilka godzin siedzieć przy stole i spokojnie uczestniczyć w rozmowie. Prędzej zabierze się do roznoszenia restauracji na części. Dlatego warto „zabezpieczyć się” zabierając ze sobą ulubioną książeczką, zabawką, albo tabletem z bajkami. Osobiście powstrzymałabym się od tabletu, ale z pozostałą częścią rady nie sposób się nie zgodzić.

5. „Obrusy są niebezpieczne”. Autorka zwraca uwagę na wysoki koszt stłuczonej w ten sposób zastawy. A mnie przede wszystkim przychodzi do głowy niebezpieczeństwo, że dziecko poparzy się gorącym jedzeniem albo napojem, które na siebie ściągnie. Dodatkowo dochodzi jeszcze uczucie zażenowania, gdy na białym obrusie po naszej wizycie pozostaną ślady małych rączek (niestety sprawdzone!). Tak czy inaczej, obrusy i dzieci to nie jest najszczęśliwsze połączenie.
6. „Pora nie do końca obiadowa”. To sugestia, że rodzina z dziećmi powinna odwiedzać lokale gastronomiczne w godzinach, gdy nie ma w nich tłumów. Niby racja. Czasem nawet uda się do tej wskazówki dostosować. Ale czasem my i nasze dzieci po prostu potrzebujemy zjeść obiad w porze obiadowej. Bywa. Pogódźcie się z tym.

7. „Dla dziecka zamów najpierw”. Bo głodne dzieci marudzą, poza tym w oczekiwaniu na swój posiłek możecie spokojnie nakarmić dziecko. Kiedy kelner poda „dorosłe” posiłki, najedzone i szczęśliwe dziecko zajmie się kolorowanką. Zapewne ilejest dzieci, tyle zwyczajów i sposobów na posiłki. Ja się jednak z tym punktem nie zgadzam. Posiłek to wspólny czas całej rodziny, niezależnie od tego, czy ma się dwa lata, czy sześćdziesiąt. Moje dziecko jest nauczone jadania w towarzystwie dorosłych i jestem z tego dumna. I nie ma na świecie takiej kolorowanki, która sprawi, że nie będzie chciało w naszej kolacji uczestniczyć.

8. „Bierz odpowiedzialność”. Jeśli nasza pociecha urządza pokaz rozpaczy, albo roznosi lokal – rodzic winien przynajmniej podjąć próbę uspokojenia go. Tu nie ma sporu – kosztem ciekawej rozmowy z przyjaciółmi, wystygnięcia apetycznej kolacji. To obowiązek rodziców, bezwzględnie!

9. „Ogarnij najbliższe otoczenie”. Wiadomo, jak wygląda miejsce, w którym jadło dziecko. Tu upadł kawałek chlebka, tam marchewki – warto to przynajmniej pobieżnie posprzątać. Pełna zgoda – od zebrania okruchów i warzyw żadnemu rodzicowi jeszcze korona z głowy nie spadła.

10. „Tipuj jak szalony”. Jeśli nasze dziecko dało się obsłudze lokalu we znaki, warto wynagrodzić to sowitym napiwkiem. Wielu znanych mi rodziców maluchów stosuje się do tej zasady i przyznaje, że odkąd jadają na mieście w towarzystwie dzieciaków, zostawiają wyższe napiwki, niż kiedykolwiek wcześniej. Stosuję się do niej i ja (patrz punkt o śladach małych rączek na obrusie).

To co, gotowi do wyjścia? Smacznego!

Tekst źródłowy: Krytyka Kulinarna

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WychowanieJedzenieRodzina
Skomentuj